WIADOMOŚCI
RECENZJA: Ryszard III, Alexandra Palace Theatre ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
timhochstrasser
Udostępnij
Tim Hochstrasser recenzuje nową produkcję „Ryszarda III” Williama Szekspira w reżyserii grupy Headlong, wystawianą w świeżo odrestaurowanym Alexandra Palace Theatre.
Ryszard III
Alexandra Palace Theatre
14 marca 2019
3 Gwiazdki
Zarezerwuj teraz To pierwsza pełna inscenizacja od czasu ponownego otwarcia Alexandra Palace, który pozostawał zamknięty dla teatru przez osiemdziesiąt lat. Sam budynek zasługuje na osobną recenzję, ale dość powiedzieć, że to naprawdę ekscytująca nowa scena. Ma w sobie ten specyficzny urok „szalonej elegancji” znany z Wilton’s, ale na znacznie większą skalę – z doskonałą widocznością, ogromną sceną, wygodnymi fotelami i ogromnym potencjałem adaptacyjnym. Jedynym znakiem zapytania pozostaje dojazd, co akurat leży poza kontrolą dyrekcji.
Ta produkcja szekspirowskiego Ryszarda III to wspólne przedsięwzięcie kilku partnerów (Headlong, Bristol Old Vic, Royal and Derngate oraz Oxford Playhouse). Ma wiele interesujących cech, które warto docenić, jednak nie zawsze udaje się jej wznieść ponad sumę swoich części. Reżyser John Haidar poprowadził całość dość klasycznie, choć wprowadził kilka trafnych korekt do tekstu. Kluczowe sceny zostały przemyślanie wkomponowane w tę wyjątkową przestrzeń, ale sceny intymne wypadły już nieco gorzej. Od strony kreatywnej widać mnóstwo ciekawych pomysłów, którym momentami zabrakło spójności.
Intrygującym pomysłem było rozpoczęcie spektaklu od morderstwa króla Henryka VI, zaczerpniętego z wcześniejszej sztuki Szekspira z cyklu Wojen Róż. Zamiast otwierać spektakl słynnym monologiem „Teraz jest zima naszego niezadowolenia”, który mimo kunsztu językowego jest startem dość gwałtownym i mało informacyjnym, reżyser słusznie nakreślił tło wydarzeń. Od razu ustanowiono schemat morderstw, przemocy i nawiedzeń przez duchy. Dzięki temu sceny rywalizujących frakcji na dworze Edwarda IV stały się znacznie bardziej zrozumiałe niż zazwyczaj.
Podobnie efektowna i pomysłowa była scena, w której Buckingham przedstawia Londyńczykom niby-nieśmiałego Ryszarda. Świetnie to rozegrano, rozmieszczając aktorów w ogromnym audytorium. Haidar wyraźnie pochylił się nad tematem zbiorowej odpowiedzialności, który przewija się przez całą akcję. Na szczególną uwagę zasługuje stopniowe pojawianie się duchów – wszystkich powiązanych z morderstwem Henryka – co zaowocowało ich przejmującym zgromadzeniem w noc przed bitwą pod Bosworth. Gorzej jednak wypadły relacje Ryszarda z jego wspólnikami. Zabrakło mi uwodzicielskiego uroku, jaki Ryszard roztacza, by zjednać sobie ludzi, oraz pokazania ich własnych kalkulacji – często naiwnych – dotyczących tego, jak mogą wykorzystać Ryszarda do własnych celów, zanim sami zostaną zużyci i odrzuceni. Kulisy dworskich układów wymagają głębszej eksploracji, by w pełni zrozumieć motywacje bohaterów.
Innymi słowy, postać Ryszarda III potrzebuje niezwykłej, przymilnej gracji i sarkastycznego dowcipu, obok nagłych wybuchów przemocy. Okrucieństwo zostało tu dobrze zarysowane, szczególnie w brutalnym uśmierceniu Lorda – a w tym przypadku Lady – Hastings, a fizyczne wykrzywienie postaci aktor utrzymał z godnym podziwu samozaparciem. Jednak jego subtelniejsza strona była zbyt słabo zaznaczona. Brakuje też poczucia nienawiści bohatera do samego siebie lub wglądu w wewnętrzne źródło jego zła. W kreacji Toma Mothersdale’a nie udało się w pełni połączyć tych aspektów. Brylował w scenach okrucieństwa i bitwy (tu brawa dla reżyserki ruchu Georginy Lamb), ale w innych momentach przypominał nieco Jasia Fasolę lub Jaśka z Czarnej Żmii, co odbierało mu majestat zła, który powinien „wylewać się” ze sceny w stronę publiczności.
Pozostali aktorzy zaprezentowali zróżnicowany poziom. Największe brawa należą się Eileen Nicholas jako księżnej Yorku oraz Stefanowi Adegboli w roli Buckinghama. Cięte konfrontacje matki z synem miały w sobie autentyczny lęk i siłę, podczas gdy wczesna scena z Lady Ann (Leila Mimmack) poszła Ryszardowi zbyt łatwo – aktorka bywała momentami niesłyszalna, a jest to przecież moment, który powinien iskrzyć od napięcia. Buckingham Adegboli to bardzo przekonujący, „korporacyjny” gracz, stanowiący świetne tło dla Mothersdale’a. Mógłby jednak mocniej zaznaczyć swój szok i przerażenie, gdy okazuje się, że Ryszard nie jest już „w nastroju do dawania”. Tom Kanji również miał kilka dobrych momentów jako tragiczny książę Clarence oraz przymilny kat, Catesby.
Scenografia Chiary Stephenson oparta na lustrach – półokręgu z obrotowych szklanych paneli – sprawdziła się wyśmienicie, zarówno jako wejścia, jak i podświetlane tło w finałowych scenach. To trafne nawiązanie do warstwy językowej sztuki, pełnej odniesień do fałszywych zwierciadeł i pękniętego szkła. Dźwięk i światło skutecznie podkreślały każde morderstwo, a współczesne kostiumy o mrocznej tonacji dobrze współgrały z nastrojem produkcji, czyniąc rzadkie plamy koloru tym bardziej wymownymi. Korona jako fizyczny przedmiot była umiejętnie wykorzystywana jako symbol i cel nęcących aspiracji. W scenie koronacji usłyszeliśmy poruszającą i wpadającą w ucho aranżację Te Deum, dającą chwilę wytchnienia przed szaleńczym pędem ku finałowi.
Podsumowując, w tej produkcji jest wiele elementów godnych podziwu. Spektakl z pewnością przyciągnie widzów podczas trasy objazdowej i stanowi rzetelne wprowadzenie do tej wyjątkowej sztuki dla nowicjuszy. Jednakże Ryszard III to dramat wystawiany często i na tle najlepszych przykładów z ostatnich lat – w tym wybitnej produkcji z Ralphem Fiennesem w Almeida Theatre – ta propozycja nie wyróżnia się aż tak mocno.
Do 31 marca 2019
BILETY NA RYSZARDA III W REŻYSERII HEADLONG
Udostępnij artykuł:
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności