WIADOMOŚCI
RECENZJA: Ruddigore, Opera Holland Park ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
timhochstrasser
Share
Tim Hochstrasser recenzuje operetkę Ruddigore duetu Gilbert i Sullivan w wykonaniu Opera Holland Park oraz Charles Court Opera.
David Webb (Richard Dauntless) i Chór. Fot.: Craig Fuller Ruddigore
Opera Holland Park
5 Gwiazdek
Strona internetowa Opera Holland Park
Zbliżamy się do końca niezapomnianego sezonu w Opera Holland Park, a na „finałowy deser” zaserwowano nam kolejną kooperację z Charles Court Opera – tym razem klasykę Gilberta i Sullivana. „Ruddigore” nigdy nie cieszyło się taką estymą jak inne operetki sabaudzkie (w końcu jak dorównać „Mikadu”?). Główny przedmiot satyry – wiktoriański melodramat – dawno już odszedł w zapomnienie. To jednak nieistotne – dzieło wciąż oferuje bogate portrety psychologiczne, jedne z najlepszych kompozycji Sullivana i znakomicie broni się jako spójna całość. Co więcej, gotycki thriller stanowiący drugi akt trafia dziś do publiczności wychowanej na horrorach wytwórni Hammer czy „The Rocky Horror Picture Show” prawdopodobnie lepiej niż kiedykolwiek.
David Webb jako Richard Dauntless. Fot.: Craig Fuller
Fabuła jest tu jedynie tłem dla czystej przyjemności płynącej z wieczoru. Rodzina „złych baronetów” zostaje przeklęta – każdy z nich musi codziennie popełnić jakąś zbrodnię. Obecny dziedzic, Sir Robin/Ruthven, sfingował własną śmierć i pod przybranym nazwiskiem osiadł w wiosce, gdzie skrycie kocha się w najbardziej pożądanej partii w okolicy, Rose Maybud. Ta z kolei nieustannie konsultuje każdy swój krok z podręcznikiem etykiety (kolejny cel satyry). Impas próbuje przełamać przybrany brat Robina, marynarz Dick (co daje pretekst do morskich popisów w stylu „H.M.S. Pinafore”), który jednak sam zaczyna ubiegać się o względy dziewczyny. Sytuację komplikuje dodatkowo młodszy brat Robina, Sir Despard, na którego spadł ciężar noszenia tytułu, oraz jego dawna, nieco niestabilna ukochana, Szalona Małgorzata – pośrednia ofiara klątwy.
Stephen Gadd jako Sir Roderic Murgatroyd i Chór. Fot.: Craig Fuller
Po wielu nieprawdopodobnych zwrotach akcji tożsamość Robina wychodzi na jaw. Musi on przejąć baronostwo, co prowadzi do konfrontacji z przodkami, którzy tłumnie schodzą ze swoich portretów. Żądają oni, by dla udowodnienia swej niegodziwości porwał dziewicę z wioski. Okazuje się to jednak kiepskim pomysłem, gdyż jego służący porywa budzącą respekt Dame Hannah, ciotkę Rose. Gdy piętrzące się komplikacje sięgają zenitu, prawny niuans w typowy dla Gilberta sposób rozwiązuje – a raczej rozmywa – wszelkie napięcia.
Llio Evans jako Rose Maybud. Fot.: Craig Fuller
Spektakl prezentuje wszystkie atuty produkcji Johna Savournina. Materiał traktowany jest ze śmiertelną powagą, co tylko potęguje komizm. Wyczuwalne jest mrugnięcie okiem do widza, ale całość nigdy nie osuwa się w tanią przesadę. Śpiew jest znakomity, gra aktorska pełna detali, choreografia elegancka, a dykcja i wyczucie komediowe – bezbłędne. W orkiestronie City of London Sinfonia wydobywa z partytury zarówno szampańskie musowanie, jak i liryczną słodycz; batuta Davida Eatona z wprawą wyławia piękne solówki instrumentów strunowych i dętych drewnianych z gęstej orkiestrowej tkanki. Miłym akcentem były momenty, gdy dyrygent akompaniował na fortepianie, nawiązując do tradycji dawnego melodramatu.
Zespół to prawdziwi specjaliści w tym repertuarze. Wnoszą lata doświadczenia w tym, jak podać muzykę w tak dużej przestrzeni jak Opera Holland Park, nawet w najbardziej karkołomnych „patter songs”. Matthew Kellett jako Sir Robin Murgatroyd idealnie balansuje między niewinnością a bohaterskim oporem. Dzielnie sekunduje mu Llio Evans jako Rose – amantka nieco bardziej doświadczona przez życie niż zazwyczaj. Savournin świetnie bawi się rolą podkręcającego wąsa Sir Desparda, który pod maską scenicznego łotra skrywa zadufanego w sobie sztywniaka – ulubiony cel satyry Gilberta. Heather Lowe stworzyła dopracowany portret Szalonej Małgorzaty, sprostawszy wymagającej pierwszej arii, a Heather Shipp jako Dame Hannah nadała tej zazwyczaj niesympatycznej postaci więcej głębi i ciepła. Jej duet z Stephenem Gaddem (jako Sir Roderic Murgatroyd, najciekawszy z przodków) to prawdziwa perła wieczoru. Obsadę dopełnia David Webb jako Dick Dauntless, tryskający sportową energią i brawurą.
John Savournin jako Sir Despard Murgatroyd i Chór. Fot.: Craig Fuller
Recenzja dzieła Gilberta i Sullivana nie byłaby pełna bez wzmianki o chórze. Richard Harker przygotował zespół wyjątkowo sprawny i charakterny – zarówno sfrustrowane, zawodowe druhny czekające na jakikolwiek ślub, jak i ich męskie odpowiedniki w melonikach. Choreografka Merry Holden znakomicie zagospodarowała szeroką scenę Holland Park, włączając w akcję boczne przejścia między fotelami widzów oraz przednią estradę.
Kluczowym wyzwaniem w tej sztuce jest moment zejścia przodków z obrazów. Scenografka Madeleine Boyd znalazła świetne rozwiązanie na pograniczu naturalizmu i fantastyki, co zaowocowało galerią podejrzanych typów, w tym ściętego dżentelmena, którego głowa stała się aktywnym uczestnikiem akcji.
Trudno wyobrazić sobie lepszą inscenizację – zarówno pod względem szacunku dla oryginału, jak i unowocześnienia inscenizacji, gry aktorskiej oraz tekstu w sposób subtelny i przekonujący. To kolejne stylowe i w pełni satysfakcjonujące zwieńczenie sezonu w Opera Holland Park. Będzie mi brakować tych zachodów słońca, pawi, a nawet sporadycznego szczekania psa w oddali...
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności