WIADOMOŚCI
RECENZJA: The Humans, Roundabout w Laura Pels Theatre ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
stephencollins
Share
The Humans
Roundabout w Laura Pels Theatre
8 października 2015
3 gwiazdki
No dobrze, zobaczmy. Czego można spodziewać się po nowym dramacie o rodzinie?
Tajemnic, które rodzice skrywają przed dziećmi? Sekretów, które dzieci trzymają w tajemnicy przed rodzicami? Rytuałów wypracowanych przez lata rodzinnych spotkań? Skrępowania partnera dziecka podczas rozmów z teściami. Wymuszanego entuzjazmu. Problemów zdrowotnych, o których mówi się głośno albo które dusi się w sobie w nieśmiałych pogawędkach. Sporów religijnych. Kłótni o pieniądze. Niespodziewanych rewelacji wyrzuconych z siebie w emocjach, cichego cierpienia, jawnego bólu, szokujących zwrotów akcji, pauz dających perspektywę, wspólnego zrozumienia i nieporozumień. Zdań o kilku dnach, cieni i wstrząsów przerywających rutynę. Bałaganu, osiągnięć i troski – bezinteresownej lub z ukrytym interesem.
Czego można się nie spodziewać, to scenografii, która stara się dosłownie odzwierciedlić wiele z tych kwestii. Mieszkanie, w którym toczy się akcja, ma dwa poziomy, tak jak dwupoziomowa jest większość toczonych tam rozmów. Będąc na górze, słyszysz coś, co zmienia postać rzeczy, o czym mówiący na dole nigdy się nie dowiaduje. Na piętrze są też ciemne, nieoświetlone przestrzenie, dzięki czemu cienie zyskują niemal cielesną formę, a rozmowy mogą być podsłuchane lub niespodziewanie przerwane.
Żarówki gasną, wprowadzając jeszcze więcej mroku. Tylko łazienka pozostaje działającą, oświetloną strefą – przypomnieniem, że brud zawsze można zmyć. Słychać dobiegające z zewnątrz, często bardzo głośne hałasy obcych ludzi, co budzi refleksję, czy przypadkiem nas nie oceniają. Sąsiadka, piorąca ubrania po zmroku, zdaje się nieustannie komentować życie rodziny, podczas gdy w rzeczywistości po prostu odprawia własne rytuały.
To właśnie „The Humans”, nowa sztuka Stephena Karama, która ma właśnie swoją premierę w Laura Pels Theatre (Roundabout Theatre Company), w reżyserii Joe Mantello. To utwór o rodzinnym Święcie Dziękczynienia, i paradoksalnie, w kategorii jakości jest to niezły „pasztet” – choć z wyśmienitymi dodatkami i nadmiarem farszu.
Scenariusz Karama nie wnosi nic nowego, szczególnie odkrywczego ani intrygującego, zarówno w formie, jak i treści. W gruncie rzeczy sztampowe postacie robią i mówią sztampowe rzeczy. Mamy tu garść zwrotów akcji, trochę cierpkiego humoru, komizmu sytuacyjnego i kilka autentycznie wzruszających momentów. Pojawiają się kwestie klasowe i pokoleniowe, zdrady, zagubienie i oddanie. Mogłaby to być równie dobrze przedłużona świąteczna przygoda jakiegoś serialu telewizyjnego.
Są jednak dwa powody, dla których dzieło Karama staje na wysokości zadania: dialogi są wiarygodne i autentyczne, miejscami niesamowicie poruszające, a narracja jest bezkompromisowa – tak jak to często w rodzinach bywa. Nie ma tu łatwych rozwiązań ani szczęśliwych zakończeń – to po prostu wycinek z życia na przedmieściach.
Wszystko to sprawia, że jeśli sztuka ma nabrać dynamiki i sensu, to obsada musi wzbogacić materiał wybitnymi, przenikliwymi i w pełni przekonującymi kreacjami. Na szczęście zespół, który Mantello zaangażował do pracy nad tekstem Karama, jest bez wyjątku pierwszorzędny.
Jayne Houdyshell, jedna z najlepszych aktorek pracujących na Broadwayu, jest genialna jako Deirdre, seniorka rodu Blake’ów. Jest absolutnie autentyczna pod każdym względem. Sceny, w których pomaga swojej cierpiącej na demencję teściowej (świetna Lauren Klein), pełne są frustracji i rezygnacji; jej relacje z mężem i dziećmi są brutalnie szczere, ale podszyte zmęczoną, całkowicie bezgraniczną miłością.
Scena przy stole, w której Houdyshell nagle wzrusza się losem swoich córek, została rozegrana po mistrzowsku, podobnie jak jej przelotne milczenia i dąsy. Z niezwykłą precyzją Houdyshell kreśli portret kobiety, żony, matki, przyszłej teściowej i synowej, ze wszystkimi błogosławieństwami i ciężarami, jakie się z tym wiążą. Ukrywa swój ból, ale tak samo celebruje swoje troski, jak i radości.
Reed Birney w roli patriarchy tracącego wpływy jest znakomity. Ten wszechstronny aktor całkowicie zmienia swoją fizyczność, stając się chudym, łysiejącym i tracącym kontrolę Erikiem. Pokazuje oddanie bohatera kobietom w swojej rodzinie, ale też jego ograniczenia. Jest osądzający i drażliwy wobec partnera swojej córki, nie chce szukać pomocy i nie potrafi jej przyjąć, gdy jest mu potrzebna. Birney ukazuje samca alfa w fazie schyłkowej; człowieka zgubionego przez własną męskość.
Jako młodsza córka, Brigid, pełniąca rolę gospodyni wieczoru, Sarah Steele jest uosobieniem poirytowanej dobroci. Stara się uszczęśliwić wszystkich gości, pogodzić ich i nad wszystkim zapanować; jest idealną rozjemczynią, nawet jeśli często mówi przez zaciśnięte z irytacji zęby. Steele wkłada ogromny wysiłek w budowanie autentycznej więzi z postaciami Houdyshell i Birneya (co zresztą zostaje odwzajemnione z pełnym przekonaniem).
Arian Moayed świetnie radzi sobie w roli Richarda, partnera Brigid – outsidera, który jest „prawie” akceptowany. Jego cicha praca w kuchni jest dawkowna z wyczuciem, a gdy dochodzi do nieuniknionych, kłopotliwych spięć z rodziną dziewczyny, Moayed umiejętnie balansuje: zna swoją wartość, nie przeprasza za to, kim jest, ale też nie szuka niepotrzebnej konfrontacji. Budzi sympatię, choć ma silny charakter.
Jako Aimee, starsza siostra i – co dość przewidywalne – ta, której związek właśnie się rozpadł, Cassie Beck ma najtrudniejsze zadanie. Jej postać jest naszkicowana dość pobieżnie i aktorka niewiele ma do roboty poza tęsknotą za partnerką, z którą się rozstała, wykonaniem trudnego telefonu i irytowaniem się na przywary rodziców. Jednak Beck radzi sobie z tym znakomicie, odnajdując w swojej bohaterce niuanse i warstwy, które procentują.
Biorąc pod uwagę ograniczenia tekstu, Mantello wykonuje najlepszą robotę, jakiej można oczekiwać od reżysera. W pewnym momencie zastanawiałem się, czy sztuka nie zadziałałaby lepiej bez scenografii, ograniczona jedynie do stołu – czy surowość impresjonistycznej oprawy nie byłaby korzystniejsza. Ale nie: Mantello słusznie stawia na pełną scenografię, nawet tak oczywistą jak ta zaprojektowana przez Davida Zinna. Okazuje się bowiem, że w tej przewidywalności kryje się pewna niespodzianka.
Karam powinien być naprawdę wdzięczny obsadzie, zwłaszcza Houdyshell i Birneyowi; to oni nadają całości uziemiony realizm i przystępne aktorstwo, które sprawia, że „wielkie odkrycie” na końcu nie staje się po prostu śmieszne.
Mimo to, Roundabout z pewnością mogłoby znaleźć lepsze sztuki do promowania.
Sztuka „The Humans” będzie grana do 27 grudnia 2015 roku w Laura Pels Theatre. Zarezerwuj teraz.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności