WIADOMOŚCI
RECENZJA: Kupiec wenecki, Ambassadors Theatre ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
timhochstrasser
Share
Kupiec wenecki
Ambassadors Theatre
07.10.15
3 Gwiazdki
Od 2012 roku National Youth Theatre prezentuje dziesięciotygodniowy sezon repertuarowy w Ambassadors Theatre. Jest to zwieńczenie niezwykle cennego programu szkoleniowego dla młodych aktorów, który pozwala im na rozwój bez konieczności ponoszenia ogromnych kosztów związanych ze studiami w szkołach teatralnych. W każdym sezonie wystawiane są trzy sztuki, w których szesnaścioro wykonawców wciela się w różnorodne role. Tegoroczną propozycją szekspirowską jest adaptacja Kupca weneckiego autorstwa Toma Stopparda, wystawiona po raz pierwszy w Pekinie w 2008 roku, tuż przed Igrzyskami Olimpijskimi. Spektakl jest grany na scenografii do Stomp, rezydentnego show w nieco już wysłużonym, choć wciąż błyszczącym Ambassadors Theatre.
Jako wersja sceniczna, adaptacja Stopparda sprawdza się technicznie znakomicie. Czas trwania został skrócony do około dziewięćdziesięciu minut, co oznacza, że całość można by zagrać bez przerwy – i szczerze mówiąc, żałuję, że się na to nie zdecydowano. Zachowano klarowną linię fabularną, usuwając sporo wątków pobocznych bez większej straty dla dramaturgii. Skupiono się na zawarciu kontraktu i jego konsekwencjach, scenach z kasetkami w Belmont oraz kulminacyjnej rozprawie sądowej. Jedynie finałowy, skądinąd nużący wątek pierścieni Porcji i Nerissy, niepotrzebnie wstrzymuje wartkie tempo narracji.
Mam jednak pewne wątpliwości na poziomie postaci i emocji. W wyniku wprowadzonych zmian, to kupiec, a nie lichwiarz, znajduje się w centrum uwagi. Spektakl staje się bardziej historią Antonia niż Shylocka. Można by zapytać: i co z tego? W końcu tak brzmi tytuł sztuki. Gdyby jednak Antonio miał być głównym punktem zainteresowania Szekspira, autor nakreśliłby jego postać znacznie bardziej szczegółowo. Ma on być jedynie tłem dla Shylocka, katalizatorem zmuszającym nas do konfrontacji z trudnymi kwestiami leżącymi u podstaw tego dramatu. Jeśli to on staje się centralną postacią, nigdy nie mierzymy się z pełną mocą nierozwiązywalnych paradoksów tej sztuki.
Reżyserka Anna Niland zdecydowała się na bardzo współczesną inscenizację. Akcja przeniesiona jest do dzisiejszej Wenecji, a tematy, na które kładzie się nacisk, to kryzys migracyjny we Włoszech i demonstracje przeciwko polityce oszczędnościowej. Protestujący w maskach – weneckich lub świńskich – pojawiają się w kilku momentach, grożąc zakłóceniem porządku. To dość powierzchowne, gestykularne chwyty, które ustępują, gdy gra staje się poważniejsza. W scenie procesu wracamy do klasycznego stylu i widać, że wszyscy czują się w nim znacznie pewniej.
Bardziej skłania do refleksji próba rozwinięcia wątku Shylocka jako „obcego”, jak nazywa go Porcja w scenie procesu. Kryje się tu duży potencjał w ukazaniu jego nieustępliwości jako protestu przeciwko społeczeństwu, które bez skrupułów wykorzystuje go jako źródło kapitału, nie akceptując go ani jako lichwiarza, ani jako Żyda. Ta interpretacja nie rozwija jednak w pełni skrzydeł, częściowo przez mało wyrazistą rolę Luke’a Pierre’a, a częściowo przez to, jak Stoppard okroił tę postać, zwłaszcza usuwając wątki dotyczące relacji z córką Jessicą (Francene Turner), która stała się tu rolą drugoplanową.
Dramatycznymi punktami kulminacyjnymi są „dwie próby” – wybór kasetek w Belmont oraz sprawa długu Shylocka w Wenecji. Ta pierwsza w niewłaściwych rękach często zamienia się w przedłużający się skecz pantomimiczny, lecz tutaj otrzymaliśmy wyśmienite momenty komiczne. Paris Campbell gra Księcia Maroka jako obwieszonego złotem, tańczącego moonwalkera, który – co oczywiste – wybiera złoto. Jako Książę Aragonii, Lauren Lyle skrada show numerem „Tango por Dos”, który rozbawił widownię do łez. Z kolei Jason Imlach jako Bassanio i Melissa Taylor w roli Nerissy zamieniają finałowy wybór kasetki w zabawną parodię teleturnieju.
Scena procesu to test siły dla każdej odtwórczyni roli Porcji. Alice Feetham budowała swą kreację uważnie i analitycznie, wspierana przez doskonałą grę Andrew Hanratty’ego w roli Antonia, który idealnie oddał emocjonalne udręczenie. Choć Luke Pierre poprawnie podawał tekst, ze zdziwieniem odnotowałem, że jego Shylock pozostał w tym kluczowym momencie bardzo stonowany. Chciałoby się widzieć, jak Shylock niemal dotyka swojego triumfu, by za chwilę patrzeć, jak obraca się on wniwecz. Choć jest to rola dla aktora znacznie starszego i stanowi ogromne wyzwanie dla młodego wykonawcy, oczekiwałbym tu szerszej skali emocjonalnej.
W mniejszych rolach odnajdziemy wiele świetnych akcentów. Sugestie gejowskiego lub homoerotycznego podtekstu między Antoniem a Bassaniem wydały mi się obiecującym kierunkiem. Dużo radości sprawiły błyskotliwe interakcje między Nerissą (Taylor) a Gracjanem (Cole Edwards), a Bassanio w wykonaniu Imlacha miał w sobie godność sugerującą, że aktor ten świetnie odnajdzie się w przyszłości w wielkiej tragedii.
Zespół kreatywny sprawnie wykorzystał istniejącą scenografię. Przy ograniczonej przestrzeni z przodu, wykorzystano żaluzje, by otwierać głębię sceny dla efektów świetlnych i wejść chóru. Trzy drewniane skrzynie służyły jako meble sądowe, kasetki, bar w klubie nocnym i kantor Shylocka. Sugestie lokalizacji były wystarczające, zostawiając miejsce na sprawny ruch sceniczny i choreografię.
Oprawa muzyczna i dźwięk autorstwa Tristana Parkesa były rewelacyjne i pełne wyobraźni. Rozpoczęliśmy od leniwego numeru w klubie nocnym, by przenieść się do Belmont, które przypominało niekończącą się dyskotekę... i dlaczego nie? Porcja to bogata dziedziczka, która nie narzeka na brak czasu. W tej sztuce muzyka odgrywa magiczną rolę w różnych momentach, a tutaj jej różnorodność wzbogacała odbiór tekstu. Moim ulubionym akcentem było regularne skrzypienie lin, przypominające o niepewnym losie statków Antonia. Ten zespół ma potencjał, by stworzyć wspaniałą Burzę – Wenecja w ich wydaniu była miastem „pełnym głosów”, więc może to będzie wybór na przyszły rok?
To produkcja mądra, zręczna i dopracowana technicznie, bogata w nowe pomysły – niektóre powierzchowne, inne z prawdziwym potencjałem. Choć emocje nie zawsze płonęły tak mocno, jak mogłyby, i rzadko czuliśmy prawdziwy dyskomfort płynący z problematyki tekstu, spektakl stanowi świetną wizytówkę dla wielu utalentowanych aktorów. Nie dziwi informacja w programie, że wszyscy absolwenci tego programu znaleźli agentów i pracują w branży kreatywnej.
Spektakl Kupiec wenecki jest wystawiany w Ambassadors Theatre do 2 grudnia 2015 roku.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności