Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Pajama Game, Shaftesbury Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Piżamowe igraszki (The Pajama Game)

Shaftesbury Theatre

19 czerwca 2014

4 gwiazdki

Niezastąpionym, choć często niedocenianym filarem każdego profesjonalnego zespołu teatralnego jest dubler, czyli „understudy”. Bez nich spektakle po prostu nie mogą się odbyć, co potwierdziły ostatnio sceny w Donmar, Bush czy Hampstead. A jednak ogłoszenie o nagłej zastępstwie bywa przyjmowane westchnieniem zawodu lub buczeniem – publiczność najwyraźniej czuje się rozczarowana, że nie zobaczy „tego, co najlepsze”. To bez wątpienia dlatego obecnym trendem nie jest wygłaszanie komunikatów ze sceny, lecz dyskretne wsuwanie karteczek z informacją do programów.

Szkoda, że takie ogłoszenia należą do rzadkości. Nie ma nic bardziej frustrującego dla aktora niż sytuacja, w której jego wysiłek przypisywany jest komuś innemu – lub gdy on sam zbiera laury za cudzą pracę. Co więcej, jeśli widzowie nie wiedzą o zmianie w obsadzie, nie są w stanie w pełni docenić kunsztu artysty, który właśnie oglądają.

Wiele wielkich karier zaczęło się właśnie od zastępstwa. Bycie w pierwszej obsadzie nie oznacza wcale, że nikt inny nie zagrałby tej roli równie dobrze, ani że jesteś jedyną osobą wartą zobaczenia: słynna Elaine Paige nie była pierwotnym wyborem do roli Grizabelli w premierze „Cats”; Catherine Zeta-Jones i Bette Midler również zaczynały w zespole, by w końcu wypłynąć na szerokie wody.

Musical „The Pajama Game”, w inscenizacji Chichester Festival Theatre w reżyserii sir Richarda Eyre’a, grany obecnie w Shaftesbury Theatre, ma swoją własną historię legendarnych dublerów. Shirley MacLaine, która była dublerką Carol Haney w roli Gladys, weszła na scenę bez żadnej próby. Choć przywitano ją buczeniem, zakończyła występ owacją na stojąco – i tak narodziła się gwiazda.

Choć w innej roli, Lauren Varnham, wcielająca się wczorajszego wieczoru w postać Babe, może podążyć ścieżką MacLaine. Była absolutnie doskonała, dając niemal bezbłędny popis pełen energii i pasji. Widząc ją u boku Michaela Xaviera – przystojnego, nieco nieznośnego (postać, nie Xavier!), ale nieodparcie czarującego Sida – trudno wyobrazić sobie kogoś lepszego w tej roli. A jednak – Varnham jest „tylko” dublerką. Ale za to rewelacyjną.

Z librettem George'a Abbotta i Richarda Bissella oraz muzyką i tekstami Richarda Adlera i Jerry'ego Rossa (z nieoficjalnym udziałem Franka Loessera), „The Pajama Game” broni się jakością piosenek, a nie oryginalnością scenariusza. To solidna historia, mocno jednak osadzona w latach 50., która przetrwała próbę czasu głównie jako uroczy portret epoki. Decyzja Eyre’a, by nie uwspółcześniać realiów, a zamiast tego położyć nacisk na ludzkie odruchy i napięcia seksualne w miejscu pracy, była strzałem w dziesiątkę.

Efektem jest zachwycająca farsa napędzana burzliwym romansem Babe i Sida. Xavier czuje się jak ryba w wodzie w roli męskiego, pewnego siebie i ambitnego Sida; gra z humorem i szczerością, pewnie i gładko. Sposób, w jaki patrzy na Babe podczas pikniku – niezachwianie i z pożądaniem – zdradza romantyczną naturę jego bohatera. To inteligentna, niezwykle przyjemna kreacja, a jego głos wspaniale wybrzmiewa w partiach wokalnych. Wykonanie „Hey There” to prawdziwy majstersztyk. Xavier świetnie radzi sobie także w tańcu, co udowadnia w duecie „There Once Was A Man” – numerze zabawnym, stylowym i pełnym brawury.

Varnham jako Babe dotrzymuje mu kroku na każdym polu. Piękna, seksowna, rezolutna i pełna życia – prawdziwa dziewczyna marzeń. Varnham świetnie radzi sobie z nieco topornymi dialogami, wkładając w nie serce; śpiewa z cudowną barwą, ma doskonałe wyczucie komizmu i jest fantastyczną tancerką. Jej wersja „I'm Not At All In Love” była sensacyjna. Sceny z ojcem, które potrafią być nudniejsze niż patrzenie na schnącą farbę, w jej wykonaniu były wyjątkowo poruszające. Jej wyczucie czasu, przestrzeni, tempa i pauzy – pod każdym względem był to triumf. To talent, który warto obserwować w przyszłości.

Claire Machin w roli sekretarki Mabli jest w doskonałej formie, a jej wspólne sceny z Garym Wilmotem jako nieszczęsnym, chorobliwie zazdrosnym Hinesy’m to prawdziwa perła obu aktów. Ich duet „I’ll Never Be Jealous Again” porywa publiczność, a sytuacja z niefortunnymi spodniami Hinesy'ego w drugim akcie to komediowy szczyt wieczoru. Kunszt aktorski Machin jest niezrównany – wyciska z postaci Mabli wszystko, co najlepsze.

Wilmot jako Hinesy jest zrelaksowany i cudownie zwariowany. Jego naturalna lekkość łagodzi bardziej niepokojące cechy postaci (jak rzucanie nożami w każdego, kogo podejrzewa o romans z Gladys), co wychodzi spektaklowi na dobre.

Helen Ternent, kolejna dublerka, świetnie wypadła jako Gladys. Połączyła naiwność i urodę z zamiłowaniem do zabawy, co zaowocowało świetnymi numerami w „Steam Heat” i „Hernando’s Hideaway”. Tańczyła z ogromną precyzją, energią i charakterem.

Niewielki, ale fenomenalny zespół (ensemble) sprawnie odnajduje się w mniejszych rolach i scenach zbiorowych. Choć w otwierającym numerze „Hurry Up” zabrakło nieco wyraźnej dykcji, w „Once A Year Day” oraz „7 and a 1/2 Cents” artyści pokazali najwyższą klasę.

Gareth Valentine poprowadził orkiestrę ze swoim typowym mistrzostwem; muzyka w kanale (oraz popisowe solo na scenie) stała na najwyższym poziomie, jakiego można oczekiwać na West Endzie.

„The Pajama Game” może nie zmieni biegu historii musicalu, ale produkcja Eyre'a jest solidna i pełna autentycznego ciepła. To świetna propozycja na wieczór – czysta rozrywka. Z tą obsadą spektakl wypada znacznie lepiej niż w poprzednim sezonie w Chichester.

Wychodząc z teatru, nie sposób było jednak nie uśmiechnąć się pod nosem, słysząc widzów zachwycających się Joanną Riding w roli Babe i zastanawiających się, dlaczego „nie założyła blond peruki jak na zdjęciach”. Żal zarówno Varnham, jak i Riding. Chwała powinna trafiać do tego, kto na nią zapracował.

Zarezerwuj bilety na The Pajama Game

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS