WIADOMOŚCI
RECENZJA: The Permanent Way w The Vaults w Londynie ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Share
Julian Eaves recenzuje spektakl „The Permanent Way” Davida Hare'a, wystawiany obecnie w The Vaults Theatre w Waterloo.
Obsada „The Permanent Way”. The Permanent Way
The Vaults Theatre
20 września 2019
4 gwiazdki
To niezwykle trafne i wysokiej jakości wznowienie ciętego dramatu dokumentalnego Davida Hare'a, opartego na relacjach świadków, dotyczącego serii tragicznych wypadków kolejowych w pierwszych latach reprywatyzacji. Ten bezlitosny portret nieudolnych rządów i lekceważącej obojętności na ludzkie cierpienie jest dziś jeszcze bardziej przerażająco aktualny niż w czasie swojej premiery w National Theatre na przełomie tysiącleci. Producentka Debbie Hicks przygotowała produkcję ze świetną obsadą i w sprawnej reżyserii Alexandra Lassa, która doskonale prezentowałaby się na scenie, z której się wywodzi. A dzięki lokalizacji pod XIX-wiecznymi ceglanymi łukami wspierającymi największą stację końcową w Wielkiej Brytanii, sztuka czuje się tu podwójnie u siebie – stając się trafną metaforą państwowego rozkładu i moralnej degeneracji.
Kolej to jedno z najbardziej znanych, choć przypadkowych osiągnięć rewolucji przemysłowej: stworzona, by przyspieszyć transport węgla z północnych kopalń i ogrzać rozrastającą się stolicę zimą. Genialny pomysł, by wykorzystać ją nie tylko do transportu towarów, ale i płatnych pasażerów, dosłownie stworzył silnik, który blisko dwa stulecia później wciąż zmienia świat. Hare nie zajmuje się jednak historycznym studium innowacji technologicznych. Skupia się na katalogu zaniedbań i błędów, które doprowadziły do bezprecedensowych strat w ludziach tuż po wyprzedaży majątku British Rail. Przede wszystkim jednak punktuje bezduszną obojętność i opieszałość rządów (zarówno torysów, jak i laburzystów) w obliczu kolejnych katastrof, najwyraźniej niezdolnych do pojęcia osobistego dramatu, jaki wywołały. Jego celem, tu i w wielu innych dziełach, jest klasa rządząca – niekompetentna, niedbała i całkowicie niezdolna do zapewnienia humanitarnego przywództwa.
Obsada „The Permanent Way”.
Zgromadzeni w centralnej, prostokątnej przestrzeni (scenografia Ruth Hall), dziewięcioro aktorów tworzy rodzaj chóru, z którego wyłaniają się poszczególne postaci – niektóre znane, inne cieszące się złą sławą – by opowiedzieć „Davidowi” (jedyny zidentyfikowany odbiorca) makabryczną historię o tym, jak niegdyś potężny przemysł wpadał w kolejne krwawe pułapki, przedkładając – jak sugeruje ilustracja w programie – zysk nad pasażerów. Lass świetnie prowadzi zespół, płynnie zmieniając ich role, obejmujące dziesiątki postaci, przy oszczędnym oświetleniu Ricka Fishera oraz muzyce i oprawie dźwiękowej Roly'ego Witherowa. Intrygujący ruch sceniczny Sian Williams idealnie kieruje naszą uwagę tam, gdzie jest najbardziej potrzebna. To nie jest konwencjonalny dramat, ale nie jest to też suchy reportaż.
Tekst jest niezwykle dynamiczny, co pozwala tym wspaniałym wykonawcom na radykalne zmiany wcieleń. Anna Acton w jednej chwili jest bankierem inwestycyjnym, by za moment stać się zdruzgotaną matką w żałobie. Jonathan Coote z komicznym zacięciem wciela się w urzędników służby cywilnej i wyższą kadrę zarządzającą koleją. Paul Dodds jest odpychająco pompatyczny jako John Prescott i jeszcze bardziej odrażający jako rozgadany, sypiący nowomową Richard Branson. Jacqui Dubois tworzy klasową kreację matki w żałobie, którą poznajemy najlepiej i – podobnie jak reszta obsady – potrafi w dowolnym momencie wtopić się w chór dojeżdżających pasażerów czy pracowników kolei. Lucas Hare sprawdza się w rolach osób piastujących wysokie stanowiska. Gabrielle Lloyd lśni szczególnie jako jedna z ocalałych, podnosząc surowy język wywiadów (przeprowadzonych przez autora i obsadę Out of Joint pod wodzą Maxa Stafforda-Clarka) do rangi tragedii greckiej. Nieuchronność katastrofy oraz godność i szlachetność ludzkiego wytrwania w cierpieniu zdają się być ostatecznym tematem Hare'a.
Mocno wspierają to role Teja Obano jako ocalałego cierpiącego na PTSD oraz natchnionego pastora niosącego duchowe wsparcie poszkodowanym w katastrofach. Sakuntala Ramanjee oferuje subtelny portret znanej pacjentki oddziału oparzeń, zmuszonej nosić maskę podczas rekonwalescencji (kolejne nawiązanie do tradycji greckiej?). Wreszcie Jonathan Tafler – elegancki jako przedstawiciel burżuazyjnej władzy i przejmujący jako ojciec w żałobie. Wszyscy oni odgrywają jeszcze wiele innych ról. To spektakl błyskotliwy słownie, choć brakuje mu różnorodności teatralnej: kilka ławek jest przesuwanych tu i tam, ale na scenie właściwie niewiele się „dzieje”. Lass wykazuje się pomysłowością w ustawieniu postaci, ale nie do końca udaje mu się przełamać poczucie statyczności.
Jednak teraz, gdy kraj pędzi ku kolejnej katastrofie, wznowienie tej sztuki nie mogło trafić na lepszy moment. „Wierzyłem w dobro” – to refren powracający w ustach tych, którzy przekonali się, jak mało dobra można oczekiwać od decydentów, gdy mają coś do stracenia: jedyne, co otrzymują od władzy, to bezduszna interesowność. Serce pęka, patrząc na tych, którzy mieli nadzieję na lepsze życie, a stracili ją w wyniku chronicznych zaniedbań, złego zarządzania, cięć budżetowych i ignorowania zgłaszanych problemów. W tym sensie dramat Hare'a nie stracił nic ze swojej siły przekazu. Dzisiejsze iluzje mogą być inne, ale są równie kruche i podatne na upadek. Jeśli macie wątpliwości, po prostu spójrzcie na to, co dzieje się teraz w kraju i zastanówcie się, jak sytuacja rozwinie się w nadchodzących tygodniach i miesiącach.
Czytaj więcej Recenzji
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności