WIADOMOŚCI
RECENZJA: The Woman In White, Charing Cross Theatre ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Share
Chris Peluso jako Sir Percival Glyde spotyka Kobietę w bieli. Kobieta w bieli
Charing Cross Theatre,
4 grudnia 2017
5 Gwiazdek
Zarezerwuj teraz Kto wierzy w duchy? Każdy ma do opowiedzenia własną historię ze specyficznymi detalami, a moja dotyczy pewnej nocy sprzed lat, mniej więcej z czasu, gdy oryginalna produkcja tego musicalu kończyła swój cykl wspaniałych występów w Palace Theatre na West Endzie. Wracałem rowerem do domu po wieczornym wyjściu w Southampton, przecinając dolinę Itchen długim, prostym odcinkiem szosy; było zimno, a tumany mgły napłynęły znad cieśniny Solent, przesłaniając drogę przede mną i spowijając to, co za mną, nieprzeniknioną, cichą, białą ścianą oparów. I tam, środkiem drogi, ubrana jedynie w długą, białą koszulę nocną, kroczyła kobieta z rozpuszczonymi włosami opadającymi na ramiona i piersi, z pewnym siebie, lekko rozbawionym, a nawet wyzywającym wyrazem twarzy. Skąd się wzięła? I dokąd zmierzała? I dlaczego, u licha, kroczyła środkiem głównej drogi w środku chłodnej nocy, będąc tak skąpo odzianą? Jaka była jej historia?
Ashley Stilburn, Anna O'Byrne i Carolyn Maitland w musicalu Kobieta w bieli.
Spektakl zaczyna się od właśnie takiej zagadki i zgłębia ją z ogromnym oddaniem i zaangażowaniem. Zainspirowany powieścią o tym samym tytule autorstwa Wilkiego Collinsa, niemal współczesnego Dickensowi, z muzyką Andrew Lloyda Webbera, tekstami Davida Zippela i librettem Charlotte Jones, jest to zwarty, treściwie napisany show, skupiający się na klaustrofobicznym świecie dwóch przyrodnich sióstr: Laury Fairlie (lirycznie pełna pasji Anna O'Byrne) i Marian Halcombe (zmienna jak zawsze Carolyn Maitland). Pierwsza z nich przeznaczona jest do małżeństwa z Syrem Percivalem Glyde’em (Chris Peluso, grający z brutalną szczerością czarny charakter), druga zaś ma pozostać jej przybraną matką, podczas gdy ocalały rodzic, pan Fairlie (Anthony Cable, troskliwy, lecz oderwany od rzeczywistości), krąży po domu na wózku, przypominając generała Sternwooda z „Głębokiego snu”. Tak, Wilkie Collins to właściwie wynalazca gatunku thrillera noir i choć jego porywające opowieści nie kipią od psychologicznej głębi, wszelkie braki z nawiązką rekompensuje zdumiewająco teksturalna partytura Lloyda Webbera, pełna filmowych detali, (prawdziwie) melodramatycznego tła muzycznego oraz pełnych pasji i tęsknoty melodii, prowadzonych z nieomylnym wyczuciem teatralnej formy.
Carolyn Maitland jako Marian Halcombe w musicalu Kobieta w bieli
Scenariusz Jones przycina materiał źródłowy do zgrabnej, przystępnej formy, zachowując postacie, które świetnie odnajdują się w dusznej, kameralnej scenerii. Krąg dam domyka Anne Catherick (eteryczna Sophie Reeves), dawna porzucona zdobycz Glyde’a – który w naszych oczach staje się coraz bardziej podobny do Soamesa Forsyte'a, zmieszanego z jeszcze mniej atrakcyjnymi cechami awanturników z powieści Pallisera, i który cieszy się towarzystwem równie skompromitowanego moralnie partnera, śliskiego włoskiego hrabiego Fosco (Greg Castiglioni, wschodząca gwiazda z bardzo ładną linią górnych rejestrów). Fosco może być prawdziwym arystokratą, a może i nie, ale przybywa z lekarską torbą pełną leków i/lub pieniędzy. Tak, w tej krainie dawnych lat odnajdujemy wiele paraleli do naszego współczesnego świata: bogaci i potężni przyciągający pochlebców najbardziej wątpliwego rodzaju, którzy zamiast budzić potępienie, rzucają raczej złe światło na swoich pracodawców, po których należałoby się spodziewać czegoś więcej. Są tu także artyści, jak malarz Walter Hartwright (Ashley Stillburn, o wyśmienitym głosie), który przybywa, by uczyć damy malarstwa akwarelowego. Z przemyślanym wachlarzem ról drugoplanowych granych przez wszechstronny zespół (Christopher Blades, Olivia Brereton, Janet Mooney i Dan Walter) oraz jedno z trojga dzieci (Alice Bonney, Olivia Dixon i Rebecca Nardin), ta trupa jest jedną z najlepszych obecnie w Londynie.
Greg Castiglioni jako hrabia Fosco w musicalu Kobieta w bieli
Stają się oni jeszcze bardziej fascynujący, gdy przemawiają błyskotliwymi, elegancko frazowanymi tekstami pana Zippela: on i Jones sprawiają, że nawet czarne charaktery wydają się autentyczne i wiarygodne, a pozytywnym bohaterom fundują mnóstwo mrocznych zakamarków, co Lloyd Webber wykorzystuje z ogromną skwapliwością. Choć partytura zaczyna się dość uprzejmie, usypiając naszą czujność, szybko zostajemy wciągnięci w bagno egoizmu, podstępu, zdrady i chciwości, a muzyczny teren odpowiednio się do tego dostosowuje. W ten sposób odchodzimy od numerów rodem z music-hallu czy varieté w stronę złożonych atonalnych klastrów, których nie powstydziłby się późny Bernard Herrmann.
Carolyn Maitland, Ashley Stilburn, Anna O'Byrne w musicalu Kobieta w bieli
Nie tylko warstwa dźwiękowa dostarcza wrażeń. Styl wizualny spektaklu opiera się na olśniewająco wystawnej scenografii pomysłowego Morgana Large’a, którego sprawnie zmieniająca się dekoracja idealnie współbrzmi z filmowym rytmem scenariusza. Całość oświetlona jest ze zmysłowością przez eksperta Ricka Fishera, piękne kostiumy przygotował stały współpracownik teatru Jonathan Lipman, a za charakteryzację i peruki odpowiada inne znane nazwisko – Richard Mawbey. Pod czujnym okiem dyrektora artystycznego teatru, Thoma Southerlanda, ta produkcja ukazuje go w szczytowej formie, tworzącego niekończący się ciąg wyśmienicie wyważonych obrazów, które mogłyby wyjść prosto spod pędzla prerafaelitów. Co ciekawe, ten ruch artystyczny jest szczególnie bliski znanemu miłośnikowi i kolekcjonerowi sztuki, jakim jest Lloyd Webber, więc być może jest to kolejna estetyczna paralela godna zbadania. Tymczasem Southerland okazuje się mistrzem w operowaniu proporcjami i rytmem konwencji gatunkowych, wydobywając subtelne niuanse z każdego momentu spektaklu i manewrując między scenami za pomocą łagodnych, dyskretnych przejść o złudnej lekkości. Cressida Carre, jego zaufana choreografka, prowadzi ruch sceniczny i kroki taneczne z idealnie wyważonym smakiem.
Carolyn Maitland jako Marian Halcombe w musicalu Kobieta w bieli
Tymczasem poza sceną Simon Holt dyryguje dziesięcioosobowym zespołem, całkiem pokaźnym ansamblem jak na niemal nieistniejące kulisy tego teatru: jego podejście polega na śledzeniu akcji na scenie i towarzyszeniu aktorom, a nie narzucaniu im swojego tempa. Efekty są znakomite. Pochylamy się w fotelach, pragnąc wychwycić każdą piękną nutę partytury, każdą cenną sylabę doskonale wyważonego libretta, a wszystko to subtelnie nagłośnione przez Andrew Johnsona, którego projekt dźwięku pozwala na to, by nawet najbardziej intymna ekspresja wokalna niosła się bez wysiłku po całej sali. Lloyd Webber wraz z resztą zespołu mocno popracował nad skondensowaniem show do formatu kameralnego, przemyślenia wielu fragmentów partytury i nadzorowania błyskotliwych orkiestracji Davida Cullena: brzmienie poszczególnych partii jest wręcz hipnotyzujące i raz po raz dotyka serca najczulszym patosem. Podobnie zespół pracował nad przemodelowaniem tekstu, by dopasować go do nowych warunków, tworząc inscenizację, która płynie z gracją, płynnością, ekscytacją i pięknem. Wielkie brawa dla producentów: Patricka Graceya oraz stałych bywalców tego teatru, Stephena Levy’ego i Vaughana Williamsa, a także Adama Roebucka za doprowadzenie tego projektu do skutku.
W teatrze muzycznym, jak mawiał Andrew Lloyd Webber, tyle rzeczy może pójść nie tak, że niemal niemożliwe jest, by wszystko zagrało idealnie w tym samym czasie. Ale kiedy tak się dzieje, rezultaty są wspaniałe. I tak jest tutaj. To fantastyczne odkrycie na nowo cudownego spektaklu, który przemawia z przeszłości bezpośrednio do dzisiejszych problemów, mocny i potrzebny głos o tym, jak mężczyźni i kobiety żyją ze sobą. To nie jest przytulna, mieszczańska bajka, lecz twarde spojrzenie na relacje, pieniądze, władzę i przemoc; spektakl, który nie traktuje nas jak dzieci, lecz zwraca się do nas jak do myślących, czujących dorosłych, stawiając czoła trudnym wyzwaniom życiowym i dając nadzieję na to, jak możemy się z nimi zmierzyć, a może nawet je opanować. I to bez wątpienia przesłanie, które warto dziś usłyszeć.
KUP BILETY NA SPEKTAKL KOBIETA W BIELI
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności