Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Thoroughly Modern Millie, Landor Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Obsada Thoroughly Modern Millie. Fot. Richard Davenport Thoroughly Modern Millie

Landor Theatre

25 sierpnia 2015

3 gwiazdki

Niektóre musicale odnoszą sukces dzięki gwiazdom w rolach głównych. Inne zawdzięczają go genialnej muzyce. Jeszcze inne porywają widzów oszałamiającymi numerami tanecznymi. Część z nich po prostu opowiada świetną historię przy dźwiękach piosenek. Niektóre przecierają nowe szlaki, bawią się formą i gatunkiem, na nowo definiując istotę musicalu. Bywają też takie, które bazują na uwielbianych książkach, filmach czy sztukach.

Thoroughly Modern Millie nie pasuje do żadnej z tych kategorii i można by polemizować, czy ten materiał w ogóle broni się na scenie. Spektakl ratuje genialna piosenka tytułowa – prawdziwy zastrzyk energii, źródło dowcipu i szyku, która sprawdza się też jako nastrojowa melodia czy pieśń miłosna w wolniejszym tempie. Oparta na dziwacznym filmie klasy B, który zyskał status kultowego dzięki obsadzie, sztuka ta stała się przepustką do sławy dla Sutton Foster na Broadwayu i przyniosła Amandzie Holden nominację do nagrody Oliviera na West Endzie. Mimo to, samo dzieło pozostaje dziwnym, kampowym połączeniem melodramatu i farsy. Ożywia je muzyka, która – poza tytułowym hitem oraz dwoma numerami zapożyczonymi z operetek Gilberta i Sullivana (Ruddigore) oraz Victora Herberta (Naughty Marietta) – kompletnie nie zapada w pamięć.

Aby Thoroughly Modern Millie mogła w pełni wybrzmieć, musi być stylowa, zuchwała, pełna werwy, nienagannie wyśpiewana i doprawiona błyskotliwą, energetyczną choreografią. Całość musi tworzyć spójną, choć niedorzeczną, a przy tym wciągającą wizję, która oddaje ducha niemego kina (z zabawnymi dialogami podanymi w odpowiedni sposób, bo potraktowane zbyt naturalistycznie, stają się nużące). To jedna z tych rzadkich okazji, kiedy zasada „więcej znaczy lepiej” jest kluczowa, a przesadna skromność jest błędem.

W Landor Theatre oglądamy właśnie wznowienie Thoroughly Modern Millie w produkcji SDWC Productions, w reżyserii Matthew Iliffe’a, z kierownictwem muzycznym Chrisa Guard i choreografią Sama Spencera Lane’a oraz Freddiego Huddlestona. To energetyczna i pełna entuzjazmu produkcja, choć reżyser przyjął nieco zbyt zachowawcze podejście, co nie pozwoliło obsadzie w pełni rozwinąć skrzydeł, mimo kilku naprawdę udanych ról.

Thomas Inge, Chipo Kureya i George Hinson. Fot. Richard Davenport

Taniec to jedyny element, w którym konsekwentnie postawiono na styl, kamp i radosną przesadę. Obsada składa się ze świetnych tancerzy, a układy tętnią energią. Lane i Huddleston wykonali kawał dobrej roboty, dbając o precyzję – numery zbiorowe są dopracowane, każdy ruch jest zsynchronizowany. Zarówno „Thoroughly Modern Millie”, jak i „Forget About The Boy” wypadają wyśmienicie, a popisy stepowania George’a Hinsona, Thomasa Inge’a i całej żeńskiej części obsady robią duże wrażenie.

Andrew Riley zamienił przestrzeń Landor Theatre w tętniący życiem nowojorski tygiel lat 20., kreatywnie wykorzystując pięknie zaprojektowane parawany, pomysłową prowizoryczną windę i dużą przestrzeń taneczną, która w mgnieniu oka – niczym ruch frędzli przy sukience flapperek – zmienia się z biura w hotelową recepcję. Wygląda to krzykliwie i efektownie, idealnie oddając klimat epoki. Sam Waddington operuje światłem z wielkim wyczuciem, tworząc nastrój od romantycznego po tajemniczy, zależnie od potrzeb sceny.

Francesca Lara Gordon debiutuje profesjonalnie w roli Millie i udowadnia, że warto śledzić jej karierę. Świetnie tańczy i ma w sobie mnóstwo ikry. Przy takim talencie wokalnym w odpowiedniej roli byłaby rewelacyjna. Jednak pod okiem tego reżysera nie lśni tak, jak Millie lśnić powinna. Ta postać musi rozświetlać scenę samym wejściem, zarażać charyzmą i urokiem – nawet w scenie pokazującej jej niezwykłe umiejętności stenograficzne, w jej oczach powinien gościć ten specyficzny błysk.

Gordon radzi sobie z rolą całkiem dobrze, ale brakuje jej nieco wokalnej drapieżności i siły przebicia w wyższych rejestrach, by spektakl mógł naprawdę nabrać wiatru w żagle. Głównym problemem jest to, że aktorka stara się grać Millie zbyt naturalistycznie, co gryzie się z wymaganiami tej postaci.

Francesca Lara Gordon, Ben Stacey i Samuel Harris. Fot. Richard Davenport

Niestety, nie pomagają jej mężczyźni w życiu Millie. Obaj mają pewien styl, ale żaden nie wydaje się w pełni pasować do swojej roli. Ben Stacey ma w sobie ten urok chłopaka z sąsiedztwa, znany z amerykańskich seriali, ale brakuje mu pewności siebie, a paradoksalnie i wrażliwości, której wymaga jego postać. On również dysponuje przyjemnym głosem, który jednak traci na sile w górnych partiach. Świetnie za to tańczy i wkłada w postać mnóstwo wigoru. Najlepiej wypada w finałowych scenach, tworząc wraz z Gordon urocze zwieńczenie historii.

Samuel Harris jako Trevor Graydon III, szef i kandydat na męża Millie, wypada mniej przekonująco. Choć wygląda odpowiednio, zawodzi wokalnie i brakuje mu aury pewnego siebie kobieciarza. Graydon to człowiek majętny i uprzywilejowany, czego Harris nie potrafił do końca oddać. Jego głos brzmi doskonale w środkowej skali, ale przy wyższych dźwiękach staje się niepewny. W tej roli swoboda w „Sweet Mystery of Life” i sprawność w „The Speed Test” są absolutną podstawą, którym aktor niestety nie sprostał.

Najlepsze kreacje odnajdujemy w rolach drugoplanowych. Christina Meehan jako Miss Flannery to wspaniała „cholera” z sercem na dłoni, gdy już kogoś polubi. Jej peruka to majstersztyk, a ona sama idealnie wpisała się w klimat opowieści. Z kolei Sarah Marie Maxwell jako Miss Dorothy była absolutnie bezbłędna. Energiczna, wielkooka i piękna, z lekkością w głosie (choć w „Sweet Mystery of Life” bywało ryzykownie), wniosła powiew świeżości do roli naiwnej dziewczyny z tajemnicą.

Sarah Marie Maxwell i Alex Codd. Fot. Richard Davenport

W tym musicalu są dwie świetne role dla dojrzałych, komediowych aktorek i – nie wiedzieć czemu – obie powierzono młodym artystkom: Steph Parry jako złowrogiej, lecz głupkowatej Mrs Meers oraz Chipo Kureyi jako Muzzy. Żadna z nich nie miała szansy wiarygodnie oddać tych postaci ze względu na wiek. Obie są świetnymi tancerkami i wokalistkami, co udowodniły w numerach zespołowych, gdzie mogły być po prostu sobą. Wielka szkoda, że ich potencjał nie został lepiej wykorzystany.

Anthony Starr i Alex Codd jako Bun Foo i Ching Ho z wyczuciem balansowali na granicy farsy. Codd był szczególnie przekonujący, trafiając w punkt między komizmem a romantyzmem. Obaj świetnie tańczyli i z dużą swobodą odnaleźli się w tej slapstickowej konwencji.

Pod względem muzycznym, zwłaszcza w numerach zbiorowych, nie ma się do czego przyczepić. Guard pewnie trzyma stery przy instrumentach klawiszowych, a zespół jest świetnie przygotowany; harmonie są czyste, a dykcja nienaganna nawet podczas intensywnych choreografii. Skład małego zespołu muzycznego nie do końca mnie przekonał – być może same klawisze i perkusja brzmiałyby lepiej. Mimo to, poza drobnymi potknięciami, muzycy stanowili solidne oparcie dla artystów.

Zrealizowanie tego musicalu to zawsze spore wyzwanie, a trudność potęgują nietrafione wybory castingowe (Anne Vosser). Niemniej młoda obsada nadrabia to ogromnym zaangażowaniem, świetnym tańcem i kilkoma bardzo dobrymi kreacjami drugoplanowymi.

Trudno nie zacząć wybijać rytmu razem z Millie i jej paczką – i trudno nie czekać na kolejne projekty tych utalentowanych artystów.

Spektakl Thoroughly Modern Millie można oglądać w Landor Theatre do 13 września 2015 roku.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS