Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Trzy siostry, National Theatre w Londynie ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves recenzuje „Trzy siostry” Antoniego Czechowa, obecnie wystawiane na deskach Lyttleton Theatre w londyńskim National Theatre.

Sarah Niles, Rachael Ofori i Natalie Simpson w „Trzech siostrach”. Fot. The Other Richard Trzy siostry

National Theatre (Lyttleton),

5 gwiazdek

Zarezerwuj bilety

To jedna z tych zachwycających produkcji, w których wiele różnych energii splata się w jednym momencie, tworząc w teatrze doprawdy wyjątkowe doświadczenie.  Tutaj nieśmiertelna historia o losach rodzeństwa autorstwa Antoniego Czechowa zyskuje nową, odświeżającą oprawę w afrykańskim stylu. Akcję przeniesiono do Nigerii w okresie po odzyskaniu niepodległości, naznaczonym traumą wojny w Biafrze (Biafra to nazwa secesyjnej części kraju, która po krwawej walce została ponownie włączona do federacji zdominowanej przez Lagos).  Nigeryjski dramaturg Inua Ellams, patrząc na te wydarzenia przez pryzmat niedawno sfilmowanej powieści Chinua Achebe „Wszystko rozpada się”, odnajduje mnóstwo analogii między Czechowowskimi, znudzonymi mieszczanami z prowincji a swoimi swojskimi, choć nierozsądnymi afrykańskimi rebeliantami.  Choć to, co oglądamy, wiernie podąża za fabułą rosyjskiego dramatu, fakt, że świat bohaterów rozdziera konflikt narodowy, nadaje im wręcz epicki wymiar, którego brakuje w oryginale.  W rzeczywistości częściej znajdujemy się tu w świecie bliższym „Przeminęło z wiatrem” niż „Wujaszkowi Wani” czy „Wiśniowemu sadowi”.

Anni Domingo i Sarah Niles. Fot. The Other Richard

Widać to również w decyzji Ellamsa, by wyraźnie rozjaśnić ton, szczególnie w pierwszej połowie, która staje się wręcz frywolnie lekka, przypominając dynamiczną operę mydlaną (jak „Bracia i siostry”?) lub rozpieszczoną południową szlachtę z kart powieści Margaret Mitchell, tuż przed tym, jak ich cywilizacja zostaje zdmuchnięta z powierzchni ziemi.  Całość dopełnia wizja, której energicznie i dynamicznie nadała kształt reżyserka Nadia Fall. Widzowie, którzy pamiętają jej mistrzowskie „Dara” na tej samej scenie, docenią jej umiejętność – tutaj jeszcze doskonalszą – łączenia wielkiego narracyjnego rozmachu z drobiazgową analizą relacji władzy między płciami, a w szczególności wpływu małżeństwa na życie kobiet i mężczyzn.  Fall konsekwentnie i bezbłędnie przesuwa środek ciężkości między sferą domową a państwową, serwując nam filozoficzną interpretację historii zbudowaną na fundamencie złożonych i subtelnych relacji międzyludzkich.

Ken Nwosu i Natalie Simpson. Fot. The Other Richard

Nigdzie nie wyraża się to intensywniej niż w grze aktorskiej głównych postaci.  Sarah Niles jako najstarsza córka, Lolo, jest silna, zdeterminowana, pełna współczucia i dobroci. Lolo pozostaje niezależna – poza więzią z dziećmi, które uczy w swojej szkole – i jest chyba najbliższa „głosowi autora”. Jej rozgadana młodsza siostra, Udo, grana przez Racheal Ofori, jest bardziej intensywna i przepełniona pasją, a stawkę zamyka Natalie Simpson jako małomówna, lecz pełna ognia Nne Chukwu.  Jednak podczas gdy ta trójka dominuje w dialogach, najbardziej porywającą teatralną trajektorię kreśli Abosede w wykonaniu Ronke Adekoluejo, której genialnie przebiegłe wykorzystywanie każdej sytuacji pozwala jej nieuchronnie piąć się ku absolutnej władzy nad rodziną.  Kluczem do jej sukcesu jest zrozumienie, jak manipulować mężczyznami: Dimgba (Tobi Bamtefa), jej idealistyczny, ale lekkomyślny brat, który prowadzi rodzinę ku upadkowi, zostaje przez nią łatwo rozegrany. Potem Abosede obiera sobie jeszcze większy cel – niewidocznego na scenie, ale wszechobecnego Benedicta Uzomę, który ich wykupuje i ewidentnie jest jej następną ofiarą.

Obsada „Trzech sióstr”. Fot. The Other Richard

W ten prosty, a zarazem pełen napięcia scenariusz wpleciony jest długi, momentami wręcz shawowski dyskurs o charakterze państwowości, polityce, pieniądzach i – niezmiennie – kolonializmie.  Podobnie jak w „Śmierci i koniuszym króla”, wystawianym w tym teatrze kilka lat temu, cień Brytyjczyków poszukujących łupów kładzie się na Nigerii grubą kreską.  Ostatecznie, co jasno komunikuje Oyinyechukwu (Sule Rimi) w pełnym goryczy zakończeniu dramatu, nowi władcy spacyfikowanego kraju upierają się przy utrzymaniu anglocentrycznego systemu edukacji. Systemu, w którym nigeryjskie dzieci uczy się na przykład, że brytyjski podróżnik z przełomu XIX wieku, Mungo Park, „odkrył” źródła rzeki Niger.  Ta perspektywa zostaje narzucona Lolo, która awansowała na dyrektorkę miejscowej szkoły, by podkreślić jej bezsilność wobec triumfującej państwowej kontroli. Ból, który z tego powodu odczuwa, zmienia jej tragedię – i tragedię jej rodziny – w tragedię całej Afryki.  Nic dziwnego, że pod koniec sztuki widownia wstała jak jeden mąż, by uznać siłę tego przekazu i nagrodzić tak wykwintną, piękną i zapadającą w pamięć formę jego wyrazu.

Wróć do strony głównej

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS