WIADOMOŚCI
RECENZJA: Versailles, Donmar Warehouse ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
stephencollins
Share
Versailles
Donmar Warehouse
6 marca 2013 r.
4 gwiazdki
Gdyby George Bernard Shaw pokusił się o napisanie sztuki o machinacjach towarzyszących podpisaniu Traktatu Wersalskiego i druzgocącym wpływie I wojny światowej na Anglię, to z jednym tylko zastrzeżeniem, mogłaby ona wyglądać i brzmieć niemal identycznie jak fascynujące i pochłaniające dzieło Petera Gilla, Versailles. Sztuka jest obecnie wystawiana w Donmar, w przepięknej reżyserii samego Gilla.
Sztuka Gilla jest intrygująca i skłania do refleksji; to rodzaj dramatu retrospektywnego, ale także opowieść o miłości i walce klasowej. Momentami bywa dość dydaktyczna i momentami wydaje się nazbyt „wszystkowiedząca”, w sensie, że wydarzenia z minionego stulecia są przewidywane lub roztrząsane przez postaci z roku 1919.
Ale w rzeczywistości o to właśnie chodzi. Gill nie skupia się wyłącznie na momencie historycznym, lecz wykorzystuje koncept sztuki, by zgłębić pojęcia akceptacji, tolerancji, odrzucenia i dalekowzroczności. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość splatają się w tym mistrzowskim dziele, wzajemnie rzucając na siebie światło. Historia może się powtarzać, ale to samo dzieje się z przyszłością.
Historycy przypomną, że John Maynard Keynes podał się do dymisji w związku z decyzjami podjętymi w Paryżu w 1919 roku, które miały na celu ukaranie Niemiec i utrzymanie ich w stanie upadku, by nie mogły sprawiać problemów. Keynes uważał tę karę za zbyt surową, a ekonomiczną rzeź Niemiec dokonaną w imię pokoju za zarzewie przyszłego konfliktu.
O tym, że do kolejnego konfliktu doszło, wiemy doskonale. Natasza kwestia tego, czy Traktat Wersalski i jego postanowienia do tego doprowadziły, pozostaje przedmiotem zażartych dyskusji.
Dramat Gilla składa się z trzech aktów. Pierwszy rozgrywa się w hrabstwie Kent, w domu rodzinnym Rawlinsonów. Najstarszy syn, Leonard, urzędnik państwowy zajmujący się kwestią niemieckich zasobów węgla, szykuje się do wyjazdu do Paryża. Jego siostrze oświadcza się Hugh – młody człowiek, który wrócił z frontu i czeka na zwolnienie ze służby. Ich przyjaciele, państwo Chater, pogrążeni są w żałobie po stracie syna Geralda, żołnierza poległego na froncie.
Akt drugi przenosi akcję do Paryża, gdzie Leonard bezskutecznie próbuje przekonać przełożonych, że sankcje nałożone na Niemcy są zbyt dotkliwe.
W akcie trzecim Leonard wraca do Kent po rezygnacji ze stanowiska. Pełen złości i frustracji, atakuje swoją konserwatywną rodzinę i przyjaciół o torysowskich poglądach. Jego siostra odrzuca oświadczyny Hugh. Przy kilku głębszych, cała rodzina spiera się o to, co w życiu istotne, jakie wartości są godne kultywowania i walki. Ojciec Geralda traci panowanie nad sobą, załamując się po stracie syna. Akceptuje fakt, że Gerald odszedł na zawsze – a ta akceptacja niesie skutki dla wszystkich pozostałych.
Zatem pierwszy akt traktuje o nadziei i przyszłości; drugi o pragmatyzmie i teraźniejszości; trzeci o konsekwencjach, przeszłości i przyszłości. Finałowa scena przedstawia epizod sprzed rozpoczęcia pierwszego aktu: moment, w którym Gerald wyrusza na wojnę.
Gerald i Leonard byli bowiem potajemnie kochankami, choć to Leonard zerwał tę relację przed wyjazdem Geralda na front – i być może właśnie dlatego Gerald zdecydował się pójść na wojnę. By uciec. By zginąć. Decyzja Leonarda, by nie pocałować Geralda na pożegnanie, będzie go prześladować; przez wszystkie trzy akty przewijają się sceny, w których duch Geralda nawiedza Leonarda, by go testować, dyskutować z nim i dzielić jego życie.
Ponieważ Leonard nie potrafi go pożegnać i żałuje, że nie spróbował zawalczyć o ich związek mimo trudności (Gerald był rozwiązły) – w ten sam sposób, w jaki Leonard nie chce porzucić przekonania, że sankcje węglowe wobec Niemiec były opresyjne, a Traktat mógł być lepszy, sprawiedliwszy, mniej kapryśny. Podobnie jak Leonard nie wybiegł w przyszłość, by rozważyć życie u boku Geralda mimo jego wad, tak alianci nie potrafili przewidzieć, jak Niemcy poradzą sobie z karą i jak na nią zareagują.
Hugh to postać nieco bezbarwna, poczciwy i nieco naiwny typ, który chce po prostu poślubić Mabel i z entuzjazmem wyrusza na wojnę, by spełnić swój obowiązek i być może udowodnić dziewczynie, że jest wart jej ręki. Niestety, ona nie jest zainteresowana, lecz pod presją matki i w poczuciu, że odrzucenie oświadczyn w trakcie wojny lub tuż po niej byłoby nie fair, milczy. Hugh jest zrozumiale zdruzgotany – po przetrwaniu koszmarnego konfliktu przybył negocjować „unię”, a po miesiącach oczekiwania zostaje odtrącony, z bezpowrotnie zniszczonymi perspektywami. Szuka schronienia u kolegi ze szkolnych lat, który powoli wraca do siebie po wojennych traumach.
Tak więc na wiele sposobów Hugh reprezentuje Niemcy podczas negocjacji traktatowych, a Rawlinsonowie i Chaterowie reprezentują aliantów – pewnych swoich racji, lecz nieświadomych ich skutków lub mających je za nic.
Gill radzi sobie z tym wszystkim doskonale, a jednocześnie sprawia, że sztukę odbiera się jako subtelny, lekko komediowy dramat rodzinny. To dzieło błyskotliwe, pomysłowe i po prostu świetne.
Podobnie zresztą jak obsada.
Josh O’Connor jest fenomenalny jako Hugh, tworząc z niewielkiej roli pełnokrwistą, niesamowicie urokliwą postać. Po mistrzowsku oddaje poczucie całkowitego zdruzgotania przez Mabel, bez zbędnej egzaltacji czy wysiłku. To kreacja najwyższej próby.
Gwilym Lee sprawia, że Leonard tętni inteligencją, urokiem i – ostatecznie – wściekłością. Jest niezmiennie znakomity, a jego sceny z Geraldem (duchem granym przez Toma Hughesa) są wręcz boskie, pełne niuansów, smutku i miłości. Ich finałowa wspólna scena, niezręczne pożegnanie przed wyjazdem Geralda na wojnę, jest nieprawdopodobnie autentyczna i bolesna. Hughes jest idealny: męski, energiczny, rześki i bardziej żywy jako zmarły, niż niektóre inne postaci za życia.
Francesca Annis i Barbara Flynn są cudowne w rolach matek. Flynn jako spięta, nawiedzona żałobą matka, która tłumi emocje, jest szczególnie przejmująca; jej ledwo maskowana pogarda dla Leonarda, gdy ten ogłasza rezygnację z urzędu, została oddana niezwykle subtelnie. Edith w wykonaniu Annis rozpaczliwie kurczowo trzyma się przeszłości i świata, który wydaje jej się znany.
Christopher Godwin błyszczy jako ojciec Geralda; moment, w którym załamuje się i płacze za utraconym synem, jest wstrząsający, stanowiąc swoisty lament nad przeszłością. Flynn ma podobną scenę, ale jej ból dotyczy przyszłości. Strata syna – potencjalna czy realna – jest druzgocąca dla obojga, lecz z różnych powodów. Strachu i Żalu. Można tylko przypuszczać, jak wielką rozpacz czułoby każde z nich, gdyby wiedzieli o miłości syna do Leonarda.
W obsadzie nie ma słabych ogniw, ale na szczególną uwagę zasługują Edward Skillingback jako urzędnik Henry oraz Helen Bradbury jako niezależnie myśląca Constance.
Scenografia Richarda Hudsona zachwyca, a wyczucie epoki jest doskonale wyważone. Rodzina Rawlinsonów znajduje się w trudnej sytuacji finansowej, co widać w lekko spłowiałych meblach, tapicerkach i kostiumach. Scena aż tętni poczuciem kurczowego trzymania się przeszłości.
Oświetlenie Paula Pyanta jest znakomite – zakładając, że gra cieni towarzysząca wydarzeniom jest tak celowa, jak się wydaje. Cienie nasycają akcję atmosferą wspomnień, ukrytych prawd i bezpowrotnie utraconego światła. Efekt ten, świadomy czy nie, stanowi integralną część spektaklu.
Gill wykorzystuje muzykę i taniec jako powracający motyw, co skutecznie wzmacnia poczucie nostalgii i tworzy sferę komfortu w tej skądinąd bardzo niewygodnej sztuce. Migawki wirującej obsady, tańczącej lub poruszającej się z gracją po scenie, dają wyraźne odczucie wiru historii oraz sposobu, w jaki fakty, nadzieje i kłamstwa splatają się, tworząc rzeczywistość.
To właśnie ten rodzaj teatru, z którego słynie Donmar. Współczesny klasyk.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności