Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Vincent River, Trafalgar Studios 2, Londyn ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves recenzuje sztukę Philipa Ridleya „Vincent River” z Louise Jameson i Thomasem Mahym w rolach głównych, wystawianą obecnie w Trafalgar Studios.

Louise Jameson i Thomas Mahy w spektaklu Vincent River. Fot. Scott Rylander Vincent River Trafalgar Studios 2,

21 maja 2019

5 gwiazdek

Rezerwuj teraz

Philip Ridley to mistrz epickiej miniatury. Bierze na warsztat drobny moment, precyzyjnie nakreślone zdarzenie, pojedynczą postać czy duet robiący coś niewytłumaczalnego, dziwnego lub ekscytującego, i wyciska z tego esencję. Bada niezliczone aspekty ludzkiej natury w świetle swojego dociekliwego umysłu, konfrontując nas z najmroczniejszymi, najbardziej przerażającymi instynktami i nie spoczywa, póki nie wystawi ich na widok publiczny. Nie powiedziałbym, żebym kiedykolwiek poczuł emocjonalną więź z jego bohaterami – autor zdaje się nie tyle z nimi utożsamiać, co przyglądać im się z chłodnym dystansem, niczym twórca antycznej tragedii.

Dla aktora i reżysera jego tekst to nie lada wyzwanie: hermetyczne wypowiedzi raczej maskują niż ujawniają motywacje, a wirtuozerskie, rozbudowane monologi nieustannie grożą zaburzeniem równowagi i tempa dramatu. Jego sztuki to swoisty tor przeszkód, na którym nawet najzdolniejsi artyści muszą wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. Na szczęście w obecnej inscenizacji tego dwudziestoletniego już duodramu o spotkaniu pogrążonej w żałobie matki z młodym mężczyzną, który może wiedzieć coś o śmierci jej syna, mamy do czynienia z idealnym porozumieniem dusz – i talentów.

Louise Jameson i Thomas Mahy w spektaklu Vincent River. Fot. Scott Rylander

Louise Jameson daje popis kunsztu w roli-marzeniu, która pozwala aktorce na wydobycie całej gamy barw: od surowej, matczynej kontroli po krzyk rozpaczy, od ciętej, wschodnio-londyńskiej złośliwości po upalenie się i cudownie niestosowny, zmysłowy pocałunek z chłopakiem w wieku jej syna. A to tylko ułamek. To wspaniały pokaz warsztatu aktorskiego; prawdziwą przyjemnością jest patrzeć, jak Jameson błyskawicznie zmienia tonację, by uchwycić każdy przelotny niuans znaczeniowy czy cień emocji, zgrabnie prowadząc nas przez opowieść.

Jako jej gość i źródło tylu przełomowych informacji, Thomas Mahy prezentuje się z godnym podziwu opanowaniem. Zaczynając od roli, która w tekście wydaje się niemal jednowymiarowa, stopniowo ewoluuje, stając się fascinująco złożoną postacią. Scenariusz nie zawsze dostarcza mu wszystkich psychologicznych uzasadnień, by niektóre z jego bardziej radykalnych deklaracji czy czynów brzmiały wiarygodnie. Na szczęście, w ciągu krótkich 80 minut trwania spektaklu, nie ma czasu, by zbyt długo się nad tym zastanawiać.

Louise Jameson i Thomas Mahy w spektaklu Vincent River. Fot. Scott Rylander

Tymczasem surowa, oszczędna scenografia i kostiumy Nicolaia Harta Hansena – w połączeniu z mistrzowskim reżyserem świateł Marty'm Langthornem – od pierwszej sceny kierują sztukę zdecydowanie w stronę ekspresjonizmu, nieustannie flirtując przy tym z naturalistyczną dosłownością. Wszystko, co widzimy i słyszymy, ma wymiar symboliczny. I nikt w tym zespole nie rozumie tego lepiej niż reżyser.

Robert Chevara powołał tę sztukę do życia kilka lat temu w The Park i łatwo zrozumieć, dlaczego on oraz producenci Danielle Tarento i Stephen M Levy nie chcą się z nią rozstawać. Chevara wyraźnie dostrzega, że to dzieło znacznie wykraczające poza sumę swoich składowych. W jego wizji to dramat, który płynnie przekracza ramy swojej scenerii i rzuca nas wprost w konfrontację z najmroczniejszymi zakamarkami ludzkiej psychiki. Obnaża nasze słabości, wady, okrucieństwo, głupotę i próżność, nie oferując przy tym żadnego lekarstwa ani pocieszenia, zostawiając nas samych z własnym bałaganem. Reżyser wie dokładnie, jak wyartykułować ten przerażający spektakl, stosując nienaganne tempo oraz mistrzowskie operowanie ruchem i ciszą.

Płynie stąd lekcja o tym, jak powinniśmy żyć – jako jednostki i jako społeczeństwo. To dzieło poważne, u którego podstaw leżą wysokie ideały, a nie pusta chęć zapewnienia rozrywki. Może nie jest doskonałe, ale czy ktokolwiek z nas jest?

KUP BILETY NA VINCENT RIVER

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS