Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Kto się boi Virginii Woolf? w Harold Pinter Theatre ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Matthew Lunn

Share

Conleth Hill i Imelda Staunton w sztuce „Kto się boi Virginii Woolf?”. Kto się boi Virginii Woolf?

The Harold Pinter Theatre

10 marca 2017

5 gwiazdek

Zarezerwuj bilety

Wiele lat przed napisaniem sztuki Edward Albee zauważył napis „Kto się boi Virginii Woolf?” nabazgrany mydłem na łazienkowym lustrze. Wydało mu się to kwintesencją intelektualnego żartu. Tytuł, będący grą słów z klasyczną piosenką Disneya „Kto się boi wilka złego?”, stawia pytanie o to, czy można żyć bez złudzeń – to motyw często poruszany w twórczości samej Woolf.

Iluzja stanowi serce tego fascynującego i przenikliwego dzieła, będącego druzgocącą, a zarazem oczyszczającą dekonstrukcją amerykańskiego snu. Inscenizacja Jamesa Macdonalda nie tylko podkreśla brutalne piękno tekstu, ale także „doskonałe poczucie absurdu” charakteryzujące opowieść, w której groza przeplata się z komizmem. Kreacje Conletha Hilla i Imeldy Staunton są fenomenalne, a dzięki znakomitemu wsparciu Luke'a Treadawaya i Imogen Poots, spektakl bez taryfy ulgowej obnaża głębię ludzkiego nieszczęścia.

Imelda Staunton i Conleth Hill w „Kto się boi Virginii Woolf?”.

Wracając we wczesnych godzinach porannych z przyjęcia u rektora, profesor historii George (Conleth Hill) i jego żona Martha (Imelda Staunton) piją drinka i wymieniają złośliwości. Martha ujawnia, że profesor biologii Nick (Luke Treadaway) wraz z żoną Honey (Imogen Poots), których poznali tego wieczoru, wpadną do nich na „rozmowę przy kieliszku”. Młoda para przybywa, a dialogi między George'em i Marthą stają się coraz bardziej napięte. To, co następuje później, to seria sadystycznych i wieloznacznych gier, które przekraczają granice rzeczywistości i zdrowego rozsądku, obnażając kruche fundamenty obu małżeństw.

Zmiany tonacji oraz nieustanna roszada w układzie sił między bohaterami są prowadzone po mistrzowsku. Fundamenty pod to kładzie pierwszy akt, który w dużej mierze jest bardziej komediowy niż kolejne części. Groźby przemocy są podszyte drwiną, co szczególnie zapada w pamięć w scenie, gdy George strzela do Marthy z karabinu, z którego ku salwom śmiechu wyskakuje wielki parasol.

Luke Treadaway i Imogen Poots w „Kto się boi Virginii Woolf?”.

Wygasający śmiech staje się motywem przewodnim. Tytułowy żart, śpiewany na przyjęciu ku ogólnej wesołości, powraca w trakcie sztuki w coraz bardziej mrocznych odstępach. Historia George'a opowiedziana Nickowi o koledze, który ku rozbawieniu znajomych pomylił zamówienie w barze, zostaje skwitowana wyznaniem, że chłopak nieumyślnie zabił najpierw matkę, a potem ojca w dwóch makabrycznych wypadkach. Śmiech, który „stał się powszechny, lecz nie ustawał”, staje się gorzką metaforą doświadczenia widza – powracanie do komicznych motywów w tragicznych momentach nadaje nawet najmroczniejszym scenom niepokojący, humorystyczny rys.

Szczególnie imponującym przykładem manipulacji dynamiką władzy jest sposób, w jaki Macdonald wykorzystuje alkohol – źródło odwagi i katalizator fantazji – do napędzania akcji. W akcie pierwszym George tłucze butelkę, gdy inwektywy Marthy trafiają w czuły punkt. Jego strzaskana męskość zostaje dodatkowo podkreślona przez jej zjadliwą uwagę, że „przy jego pensji” ma nadzieję, iż butelka była pusta. Później nieudana schadzka Nicka z Marthą, spowodowana alkoholową impotencją, pozwala George'owi przejść z roli wyśmiewanego w rolę prześmiewcy i spiskować z żoną, by traktować Nicka jak „chłopca na posyłki”.

Ta okrutna, a jednocześnie intymna więź między małżonkami opiera się na nadużywaniu władzy nad gośćmi i jest jedną z wielu prób ich korumpowania. Honey również jest pojona alkoholem, a jej chichoty i dziecięce okrzyki nawołujące do „przemocy!” ustępują miejsca szlochom nad domniemaną bezpłodnością, co tworzy smutną paralelę z Marthą. Produkcja wspaniale sugeruje, że gry psychologiczne Marthy i George'a potrzebują widowni, aby małżonkowie mogli spojrzeć na swoje cierpienie z nowej perspektywy. Na szczególną uwagę zasługuje przejmujący monolog Marthy skierowany do Nicka o tym, jak często wraz z George'em płaczą, co nadaje zakończeniu sztuki ogromny ładunek patosu.

Imelda Staunton w „Kto się boi Virginii Woolf?”.

Występ Imeldy Staunton to potwierdzenie jej statusu jednej z najwybitniejszych gwiazd West Endu. Choć jej Martha jest postacią głośną i apodyktyczną, aktorka przemyca w niej tysiące desperackich próśb o czułość, które pozostawiły ją bezbronną i pozbawioną miłości. Jej poczucie zdrady, gdy George łamie reguły ich gry, jest absolutnie fascynujące. Staunton rzuca wyzwanie naszym wyobrażeniom o szczerości, dobroci i wierności z niezwykłą empatią i wyczuciem.

George w wykonaniu Conletha Hilla jest równie imponujący. Czy to tańcząc nieporadnie do Beethovena, czy z powagą opowiadając nieprawdopodobną historię, Hill tworzy postać paradoksalną – człowieka tak skrupulatnie enigmatycznego, że ma problem z nawiązaniem szczerych relacji. Pod tą maską Hill świetnie oddaje narastającą panikę człowieka, który wie, że w każdej chwili może pęknąć i panicznie się tego boi. Z tego powodu sposób, w jaki beznamiętnie opowiada o historii syna swojego i Marthy, by zadać jej jak największy ból, jest jednocześnie mrożący krew w żyłach i rozpaczliwie smutny.

Obsada spektaklu „Kto się boi Virginii Woolf?”.

Nick i Honey są bez wątpienia parą stojącą w cieniu, jednak kreacje Treadawaya i Poots zapadają w pamięć nie tylko jako tło dla George'a i Marthy, ale jako krytyka oczekiwań społecznych wobec młodych par. Nick w interpretacji Treadawaya jest na pozór odpychająco ambitny, postrzegając relację z Marthą jako szczebel w karierze uniwersyteckiej. Jednak arogancja Nicka jest temperowana przez męski lęk przed fizyczną i emocjonalną bezradnością, co pięknie wybrzmiewa w interakcjach z Poots, pełnych na zmianę czułości i pogardy.

Poots kradnie uwagę w kilku scenach, zwłaszcza gdy z naciskiem nazywa męża „kochanym”, ukazując skrywany dotąd gniew, który jest autentycznie szokujący. Nadaje swojej postaci – tak często pozbawionej godności, tańczącej pijacko w samotności czy spędzającej sporą część sztuki z butelką za kulisami – zarówno humor, jak i ludzki wymiar. Jest to szczególnie widoczne, gdy George zwraca się do niej coraz bardziej nacechowanymi seksualnie pieszczotliwymi określeniami. Choć Honey wydaje się urzeczona, jej powściągliwość w odpowiedzi nie wynika ze skromności, lecz z samotności i pragnienia uczucia ze strony męża. To niezwykle obiecujący debiut na West Endzie.

Inscenizacja „Kto się boi Virginii Woolf?” w reżyserii Jamesa Macdonalda to zapierająca dech w piersiach wiwisekcja ludzkiego nieszczęścia, oparta na czterech genialnych kreacjach aktorskich. Jeśli w tym roku uda mi się zobaczyć lepszy spektakl, będę mógł uznać się za wyjątkowego szczęściarza.

Zdjęcia: Johan Persson

REZERWUJ BILETY NA „KTO SIĘ BOI VIRGINII WOOLF?”

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS