WIADOMOŚCI
RECENZJA: Youth Without God, Coronet Theatre ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Share
Julian Eaves recenzuje spektakl Młodzież bez Boga, w adaptacji Christophera Hamptona i reżyserii Stephanie Mohr, wystawiany obecnie w Coronet Theatre.
Malcolm Cumming - Neumann, Finnian Garbutt - Bauer, Raymond Anum - Ziegler, Owen Alun - Reiss, Nicholas Nunn - Trauner, Brandon Ashford - Feuerbach. Fot.: Tristram Kenton Młodzież bez Boga
Coronet Theatre
23 września 2019
3 Gwiazdki
Dla każdego, kto uważa, że historia lubi się powtarzać i dostrzega w nastrojach naszych czasów niepokojące podobieństwo do tego, co dotknęło świat kilka pokoleń temu, surowa powieść Ödöna von Horvátha „Młodzież bez Boga” („Jugend ohne Gott”) stanowi doskonałą lekcję przestrogi. Opublikowana w Amsterdamie w 1937 roku, ukazuje życie w nazistowskich Niemczech z perspektywy małego miasteczka, oczami lokalnego nauczyciela – sarkastycznego, zdystansowanego obserwatora (przypominającego samego Horvátha?), którego mimo wszystko dręczy potrzeba poszukiwania prawdy. Horváth był przede wszystkim dramaturgiem, który zwrócił się ku prozie tylko dlatego, że po dojściu nazistów do władzy nie mógł wystawiać swoich sztuk. Przez lata powstawały różne adaptacje – niektóre idące daleko w stronę modernizacji i nadania opowieści współczesnego wydźwięku, inne bardziej tradycyjne. Dziesięć lat temu w Wiedniu Christopher Hampton, specjalista od przenoszenia europejskich autorów na scenę, zaprezentował swoją inscenizację, która przeszła długą drogę tłumaczeń z i na język niemiecki. Ta staranna i pełna szacunku anglojęzyczna wersja Hamptona trafiła właśnie do bohemy z Notting Hill Gate, do rozsypujących się, neobarokowych wnętrz Coronet Theatre – w czasie, gdy świat wokół nas zdaje się po raz kolejny osuwać w stronę prawicowej, populistycznej demagogii.
Christopher Bowen, David Beames, Finnian Garbutt, Anna Munden, Nicholas Nunn, Raymond Anum, Alex Waldmann. Fot.: Tristram Kenton
Za reżyserię odpowiada kolejna nowa postać ze świata środkowoeuropejskiego, głównie niemieckojęzycznego teatru – Stephanie Mohr, debiutująca w Wielkiej Brytanii. Wspólnie ze scenografem Justinem Nardellą proponuje interpretację osadzoną w epoce, ujętą w ramy trzech ścian-tablic, po których obsada pisze i rysuje kredą wraz z biegiem narracji. Sześciu młodych aktorów, których po raz pierwszy widzimy z akordeonami przewieszonymi przez ramiona, wciela się w postacie uczniów – w podkolanówkach i krótkich spodenkach. Towarzyszy im jedna młoda aktorka, trzech mężczyzn i kobieta w pozostałych rolach. Jak na tak kameralny teatr, obsada wydaje się liczna. Można jednak odnieść wrażenie, że inscenizacja nie do końca wie, jak w pełni wykorzystać te zasoby.
Nicholas Nunn. Fot.: Tristram Kenton
Fabuła, o ile można tak powiedzieć, ma znamiona thrillera, a z czasem staje się zagadką kryminalną. Kto jednak jest jej motorem i jaki ma cel? Zaczynamy od skargi rodzica (jedna z wielu sprawnie zagranych ról Christophera Bowena), by przejść do poważniejszych dochodzeń prowadzonych przez nauczyciela (łagodny i dziwnie wyzuty z emocji Alex Waldmann) oraz lokalnego prokuratora (jedno z wielu udanych wcieleń Davida Beamesa). W tym samym czasie młodzież prowadzi własne śledztwa. Uchwycenie atmosfery wszechobecnego szpiegowania, wścibstwa – i powszechnej winy – to trudne zadanie, które tutaj udało się zrealizować jedynie połowicznie. Im dłużej śledzimy spektakl, tym bardziej czujemy, w którą stronę powinien lub mógłby zmierzać, i zastanawiamy się, dlaczego nie udaje mu się tam dotrzeć, a przynajmniej dlaczego nie przekonuje nas, że jest na właściwej ścieżce. Jest tu kilka interesujących elementów, ale ma się wrażenie, że nie stworzyły one spójnej całości.
Malcolm Cumming, David Beames, Nicholas Nunn, Brandon Ashford, Raymond Anum, Christopher Bowen, Finnian Garbutt, Alex Waldmann
Czego brakuje? Jedna z myśli jest taka: teatr niemiecki, który znam, opiera się na bogactwie samego języka i intensywności przekazu, która jest wręcz szokująco bezpośrednia w porównaniu z bardziej opisowym, naturalistycznym podejściem preferowanym w brytyjskim teatrze. Oglądając tę sztukę, nieustannie tłumaczyłem dialogi z powrotem na niemiecki. Przykładowo: zdanie „Księżyc zniknął za chmurą” brzmi po angielsku po prostu ładnie i obrazowo, ale „Der Mond verschwand hinter einer Wolke” niesie w sobie potężny ładunek niemieckiego romantycznego symbolizmu, przywołując obrazy Caspara Davida Friedricha i całą filozoficzną, „światopoglądową” siłę sprzeciwu wobec wartości oświeceniowych, która legła u podstaw niemieckiego nacjonalizmu. Tego wszystkiego nie da się oddać zwykłym stwierdzeniem o księżycu. Trzeba sięgnąć po inne środki, by ten dramat przemówił. Ale jakie to środki i jak je wyrazić?
Clara Onyemere. Fot.: Tristram Kenton
To właśnie wyzwanie, przed którym stanął Coronet, wystawiając to fascynujące dzieło. To odważny krok dla tej eksperymentalnej i skłonnej do ryzyka sceny. Widziałem spektakle, którym to się świetnie udawało. Innym razem hazard nie do końca się opłaca. W tym przypadku można znaleźć powody do zadowolenia. Uwagę zwraca pełna powagi gra debiutującego w teatrze Finniana Garbutta jako Franza Bauera. Anna Munden tworzy trwałe wrażenie mimo skromnie napisanej roli Evy. Nicholas Nunn wnosi dawkę grozy jako Dieter Trauner, a Malcolm Cumming pojawia się sugestywnie jako duch. Jednak melancholia Raymonda Anuma w roli wahającego się Roberta Zieglera nie pomaga mu pogodzić sprzeczności wpisanych w tę postać. Skład uczniowski uzupełniają Owen Alun (Heinrich Reiss) i Brandon Ashford (Arno Feuerbach – cóż za filozoficzne nazwisko!). Clara Onyemere ma chyba najtrudniejsze zadanie, wcielając się w trzy bardzo szkicowo nakreślone postacie.
Przy przygaszonym oświetleniu Joshuy Carra i bardzo nierównym poziomie dźwięku Mike'a Winshipa, jest to spektakl, w którym trudno poczuć się „u siebie”. Szkoda. Oryginalna powieść była wysoko ceniona przez Thomasa Manna i łatwo zrozumieć dlaczego. Horvát i Mann dzielą wiele wspólnych cech estetycznych i filozoficznych. Moim zdaniem język Horvátha jest bardziej krzepki i żywy niż u Manna, co zapewne wynika z jego artystycznej ewolucji w stronę słowa mówionego, a nie pisanego, ale łączą ich wspólne wartości i miłość do kultury, którą widzieli zagrożoną barbarzyństwem Trzeciej Rzeszy. Obaj są obsesyjnymi kronikarzami walki między cnotami a wadami świata niemieckojęzycznego. W dzisiejszych czasach warto sobie o tym przypomnieć, nawet jeśli robimy to poprzez niedoskonałą realizację tego trudnego, lecz intrygującego dzieła.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności