WIADOMOŚCI
WYWIAD: Tim Driesen o brytyjskiej trasie musicalu Jersey Boys
Opublikowano
Autor:
douglasmayo
Share
Tim Driesen. Fot. Phil Tragen Po fenomenalnych siedmiu latach musical Jersey Boys wciąż święci triumfy na West Endzie i nic nie wskazuje na to, by miał zejść z afisza. W momencie, gdy krajowa trasa tego międzynarodowego hitu rusza w Manchesterze, BritishTheatre.com spotkało się z odtwórcą roli Frankiego Valliego – Timem Driesenem, aby porozmawiać o spektaklu i wyzwaniach związanych z wcielaniem się w postać żyjącej legendy. Dopiero co wróciłeś z Utrechtu, gdzie również grałeś Frankiego Valliego – to musiało być ciekawe doświadczenie.
„Przejście z języka holenderskiego na angielski to pewnego rodzaju szok kulturowy. W Utrechcie piosenki śpiewaliśmy po angielsku, ale libretto było po holendersku. W lutym ubiegłego roku miałem krótki epizod w tej roli na West Endzie, więc znałem tekst, ale to jest nieco inna produkcja. To niemal jak zaczynanie od zera z zupełnie nową grupą ludzi w nowej inscenizacji, co jest wspaniałe”.
„Oznacza to jednak, że nie można tak po prostu wejść w rolę z marszu. Trzeba wrócić do podstaw, sprawdzić chemię między aktorami i to, jak układają się sceny. Scena jest tu też nieco mniejsza, więc moje szybkie zmiany kostiumów nie muszą być aż tak błyskawiczne, bo mam mniejszy dystans do pokonania. To zdecydowanie wyzwanie”.
Wspomniałeś w mediach społecznościowych, że czujesz, iż jest to jeden z najlepszych spektakli, w jakich brałeś udział. Czym różni się od Twoich poprzednich projektów?
„Bądźmy szczerymi – każdy aktor chce być na scenie w każdej scenie, śpiewać każdy wielki numer, być jak najbardziej widocznym i mieć świetne kostiumy. Jako Frankie właściwie nie schodzisz ze sceny. To wszystko, czego aktor może pragnąć w musicalu. Niektórzy porównują tę rolę do męskiego odpowiednika Elphaby z Wicked, pod tym względem, że śpiewasz niemal wszystkie piosenki w całym show”.
„Jersey Boys to historia zespołu, który próbuje przebić się na szczyt. Zawsze chciałem być w boysbandzie. W przeszłości grałem w Never Forget (musical oparty na hitach Take That), więc przeszedłem drogę od stania w tle, śpiewania chórków i tańczenia choreografii, do bycia w samym centrum w eleganckim garniturze i śpiewania głównych partii”.
„To świetny show i daje mnóstwo satysfakcji, kiedy co wieczór zabiera się widzów w tę podróż, opowiadając o losach zespołu i ich walce o sukces”.
„Ta historia mogłaby dziać się kiedykolwiek – równie dobrze dzisiaj, poza faktem, że zmienili się wykonawcy i styl muzyczny. Chociaż, biorąc pod uwagę, że Beggin' było hitem Madconu parę lat temu, widać, że muzyka z lat 60. jest wciąż tak samo świeża jak dawniej. To opowieść o dążeniu do celu, osobowościach muzyków i ich relacjach. W powietrzu lata mnóstwo testosteronu”.
Jak wielkim wyzwaniem wokalnym jest ten spektakl?
„Wokalnie to potężne zadanie. Rozgrzewam się przez około 45 minut przed każdym występem. Kluczowe jest też nawadnianie się w trakcie show. Naprawdę nie można imprezować ani wychodzić tak często, jak by się chciało. Trzeba wielu poświęceń, żeby co wieczór wydobyć z siebie ten konkretny dźwięk i by brzmiał on dobrze – tutaj nie da się niczego 'odfajkować'. Nie można odpuścić, trzeba dawać z siebie wszystko co noc. Ale warto, gdy śpiewa się takie utwory jak Sherry czy Can't Take My Eyes Off You. Reakcja publiczności wynagradza ten trud. To daje ogromną satysfakcję”.
Sinead Long, Lewis Griffiths, Tim Driesen, Sam Ferriday i Stephen Webb, fot. Helen Maybanks
„W typowym tygodniu gram sześć z ośmiu spektakli. Podobnie jak w każdej innej produkcji Jersey Boys na świecie, drugi aktor gra pozostałe dwa przedstawienia”.
Niezbyt często zdarza się okazja do grania postaci, która wciąż żyje. Czy dla wykonawcy wiąże się to z jakimiś trudnościami?
„Zawsze ma się to z tyłu głowy, ale plusem dla aktora jest to, że niewielu ludzi wie, jacy oni byli prywatnie. W tamtych czasach o artystach stojących za piosenkami nie wiedziano zbyt wiele, dopóki ten musical się nie pojawił. Więc do pewnego stopnia tworzymy wyobrażenie o The Four Seasons, dodając do tego odrobinę artystycznej licencji i teatralnej ekspresji”.
Jaka widownia przychodzi na Jersey Boys?
„Mamy bardzo duży przekrój wiekowy. Najmłodszy widz, o którym wiem, miał około siedmiu lat, a najstarszy był po dziewięćdziesiątce. Wspaniałe w tej muzyce jest to, że jest ponadczasowa. Dziadkowie przyprowadzają wnuki, by pokazać im utwory, których słuchali w młodości, i co niesamowite, często to właśnie dzieciaki proszą rodziców, by pójść na to jeszcze raz”.
„Zdarzają się dzieci, które przychodzą w uszytych na zamówienie czerwonych marynarkach i naprawdę dają się porwać atmosferze. To jest właśnie najpiękniejsze w doświadczaniu teatru na żywo – tego nie da się po prostu pobrać z sieci. Nic nie zastąpi żywego brzmienia zespołu i głosów wokalistów. Jesteśmy szczęściarzami, mając tak świetne piosenki i historię, którą ludzie chcą oglądać”.
Odwiedź stronę trasy Jersey Boys, aby sprawdzić daty występów. Dowiedz się więcej o Timie, odwiedzając jego stronę internetową.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności