Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Blackout, Drayton Arms Theatre ✭✭

Opublikowano

Autor:

Daniel Coleman-Cooke

Share

Blackout

Drayton Arms Theatre

13 października

2 gwiazdki

Młody dramaturg Tim Cook wyrobił sobie solidną markę na scenach Fringe'u – jego sztuka „Crushed” zdobyła nagrodę za najlepszy nowy tekst (Best New Play) podczas tegorocznego Brighton Fringe.

Jedna z jego wcześniejszych prac, „Blackout”, jest obecnie wystawiana w Drayton Arms. To intrygujący „postapokaliptyczny thriller psychologiczny”, którego akcja rozgrywa się podczas awarii prądu w Swindon.

Cyniczny Mark (Tim Cook) zyskał nową sąsiadkę – nadpobudliwą i obdarzoną wybujałą wyobraźnią Tracy (Amani Zardoe). Skazani na nagłe ciemności, dotrzymują sobie towarzystwa, lecz ich niepokój rośnie, gdy następnego ranka słońce nie wschodzi, a mrok nie ustępuje.

Punkt wyjścia jest interesujący, a sztuka obfituje w dramatyczne momenty i cięte riposty. Główną przeszkodą wydaje się jednak fakt, że żadna z postaci nie budzi szczególnej sympatii. Mark jest tak wielkim mizantropem, że trudno nawiązać z nim więź, zaś Tracy irytuje i popada w histerię na tyle skutecznie, że trudno jej kibicować.

Spektakl obciążono także interludiami muzycznymi, które zupełnie nie pasują do klimatu całości. „Blackout” ma z założenia surowy wydźwięk, więc próba przekształcenia go w quasi-musical wydaje się chybiona i nielogiczna (czy ktokolwiek w obliczu totalnego braku prądu miałby ochotę lub możliwość grać na gitarze?!).

Mimo to, Cook i Zardoe dysponują przyjemnymi głosami, co sprawia, że piosenki brzmią lepiej, niż można by przypuszczać. Choć grają frustrujące postacie, oboje są aktorami operującymi niuansem i potrafią wydobyć głębię emocjonalną; scena, w której rozmawiają o ostatnich godzinach życia dziewczyny Marka, jest zagrana wyjątkowo dobrze.

Niestety ciągłe żarty bywają męczące, a dramaturgia całości momentami kuleje. Tempo końcówki budzi zastrzeżenia – sprawia wrażenie pośpiesznej, przez co finałowy punkt kulminacyjny nie trafia w dziesiątkę. Sztuka trwa nieco ponad godzinę; bardziej rozbudowane zakończenie byłoby mile widziane i pozwoliłoby odpowiedzieć na wiele pytań (choćby o to, dlaczego właściwie zgasły światła).

Inscenizacja jest prosta, lecz dość skuteczna, choć jak na spektakl zatytułowany „Blackout”, na scenie nie było zbyt ciemno. Oczywiście aktorzy muszą widzieć, co robią, ale dziwnie oglądało się bohaterów potykających się przy stosunkowo dobrym oświetleniu. Większy mrok mógłby też dodać dreszczyku kilku „scenom grozy” rozrzuconym w trakcie przedstawienia.

„Blackout” to dzieło autora, który ma przed sobą świetlaną przyszłość, oparte na dobrym pomyśle i zawierające przebłyski talentu. Choć wspaniale jest widzieć młodych twórców wystawiających nowy materiał, tekst wymagałby szlifu, by odnieść sukces na innych scenach.

Spektakl Blackout jest grany w Drayton Arms Theatre do 17 października 2015 roku.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS