WIADOMOŚCI
RECENZJA: From Ibiza To The Norfolk Broads, Waterloo East Theatre ✭✭
Opublikowano
Autor:
Sophie Adnitt
Share
From Ibiza to the Norfolk Broads
Waterloo East Theatre
20 października 2016
2 gwiazdki
Poznajcie Martina, nastolatka z bagażem problemów – od zaburzeń odżywiania po matkę alkoholiczkę – i wszechogarniającą obsesją na punkcie Davida Bowiego. W dniu osiemnastych urodzin chłopak otrzymuje list od nieobecnego ojca (równie wielkiego fana artysty) oraz zestaw instrukcji, które zabiorą go w podróż po Londynie śladami ich idola. Sam pomysł brzmi obiecująco, a w mediach społecznościowych szeptano nawet, że spektakl może stać się nieoficjalnym dopełnieniem pokazywanego w Kings Cross Theatre Lazarusa (napisanego przez samego Bowiego). Dla najwierniejszych fanów, wciąż opłakujących tegoroczną śmierć Starmana, był to nieoczekiwany, atrakcyjny „dwupak”. Niestety, From Ibiza to the Norfolk Broads rozczarowuje na wielu płaszczyznach, a największym problemem jest wrażenie, że cała produkcja nie jest jeszcze gotowa do wystawienia przed publicznością. Synchronizacja dźwięku i obrazu wymaga sporego dopracowania. W pewnym momencie na tyłach sceny wyświetlany jest montaż zdjęć samego Bowiego – to mało finezyjny zabieg, który niewiele wnosi do sztuki, a puszczane z odtworzenia utwory często zagłuszają Alexa Waltona, jedynego aktora na scenie. Inne elementy wydają się wymuszone. Dowiadujemy się, że Martin nie jest jak rówieśnicy – nie chodzi do pubów ani klubów, nie ogląda się za dziewczynami i nie słucha (mówi to z wyższością i pogardą) muzyki z list przebojów. Nie ma nawet (o zgrozo!) telefonu! Woli zostać w domu i czytać egzystencjalną poezję Baudelaire’a i spółki. Ta próba bycia oryginalnym na siłę jest tak wtórna, że aż wręcz zabawna w swojej nieaktualności. W Martinie nie ma nic naprawdę nieszablonowego; sprawia wrażenie postaci z minionej epoki, mimo że akcja toczy się w 2013 roku (o czym świadczy jego zapał do zakupu nowej wówczas płyty The Next Day). Sam Martin to postać raczej niesympatyczna, pretensjonalna i niewiarygodnie naiwna.
Scenariusz Adriana Berry’ego nie pomaga. Banał goni banał, a zakończenie można przewidzieć w momencie, gdy Martin czyta list od ojca. Poetyckie opisy zamieniają się w grafomanię, a rozmowy między bohaterami brzmią sztucznie. Zastosowana zawiła składnia być może nieźle wygląda na papierze, ale zupełnie nie pasuje do ust nastoletniego chłopca i jego matki. Nikt tak nie mówi – nawet David Bowie.
Spektakl trwa 75 minut, ale dłuży się tam, gdzie nie powinien. Fragment, w którym Martin odwiedza dom rodzinny Bowiego i jego podstawówkę, ciągnie się w nieskończoność, podczas gdy intrygujące lata spędzone w Soho zostały zaledwie zasygnalizowane. Wygląda to tak, jakby twórcy pracowali pod presją czasu i nagle zorientowali się, że muszą upchnąć materiał na kolejną godzinę w ostatnich dwudziestu minutach – ucierpiała na tym spójność fabuły.
Walton jest dynamicznym solistą i nieźle radzi sobie z kreowaniem postaci, zwłaszcza gdy płynnie przechodzi od roli młodego Martina do cynicznego właściciela sklepu muzycznego w błyskawicznym dialogu. Niestety, jego występ traci na sile, gdy wychodzi z roli i staje się narratorem. Nie pomaga mu reżyseria Berry’ego, która więzi go w jednym miejscu, ani scenariusz, zmuszający aktora do beznamiętnego wygłaszania faktów w sposób podręcznikowy, bez szczypty polotu.
Bowie był postacią fascynującą, a jego twórczość i wizerunek to kopalnia tematów na świetne widowisko. Niestety, twórcy From Ibiza to the Norfolk Broads zignorowali najlepsze fragmenty materiału źródłowego na rzecz sztuki tak narcystycznej, że aż zniechęcającej widza. Mówiąc wprost: spektakl jest nudny. Davida Bowiego można było oskarżyć o wiele rzeczy, ale nigdy o bycie nudnym. Przesłanie (że życie jest bezwartościowe, jeśli nie jesteś utalentowany i kreatywny) brzmi raczej obrażalsko i samolubnie niż poruszająco, a wieńczy je frustrująco niejednoznaczny finał. Nie ma tu nic odkrywczego ani dla zagorzałych fanów, ani dla niedzielnych słuchaczy, a muzyka, którą Martin tak uwielbia, jest wykorzystana boleśnie oszczędnie. Krótko mówiąc – nawiązując do tekstów mistrza – From Ibiza to the Norfolk Broads aspiruje do miana „the freakiest show”, ale w efekcie okazuje się raczej nużącym rozczarowaniem.
Wystawiane do 6 listopada
KUP BILETY NA SPEKTAKL FROM IBIZA TO THE NORFOLK BROADS
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności