WIADOMOŚCI
RECENZJA: Hamnet, Garrick Theatre w Londynie ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
timhochstrasser
Share
Tim Hochstrasser recenzuje spektakl Hamnet w wykonaniu Royal Shakespeare Company, który można obecnie oglądać w Garrick Theatre w Londynie.
Madeleine Mantock, Tom Varey i Ajani Cabey. Fot.: Manuel Harlan Hamnet
Garrick Theatre
3 gwiazdki
Powieść Maggie O’Farrell była jednym z literackich hitów czasu lockdownu. Jej liryczne podejście do tematu rodziny, radzenia sobie ze stratą oraz kontrastu między życiem w mieście a na wsi idealnie wpisało się w tamten czas. Lolita Chakrabarti dokonała adaptacji scenicznej dla RSC w Stratfordzie, gdzie premiera odbyła się w kwietniu. Teraz spektakl w reżyserii Eriki Whyman trafia na deski londyńskiego teatru.
Tom Varey i Madeleine Mantock. Fot.: Manuel Harlan
Pierwszą rzeczą, którą należy zaznaczyć, jest fakt, że sztuka znacząco różni się od książki. Podczas gdy powieść – wzorem wielu współczesnych dzieł – swobodnie operuje czasem i chronologią, tutaj otrzymujemy dość linearną narrację. Zaczynamy od zalotów Szekspira do Anne/Agnes Hathaway, po czym następuje szczegółowa, może nawet zbyt drobiazgowa ekspozycja ich życia rodzinnego w Stratfordzie. Dopiero w drugiej części poznajemy ich syna, Hamneta, i zaczynamy rozumieć jego kluczowe znaczenie dla tej historii. Być może była to zmiana konieczna, a nawet nieunikniona – częste retrospekcje i zmiany scen mogą być w teatrze nużące, nawet przy użyciu najnowocześniejszej technologii. To, co działa w wyobraźni czytelnika, wymaga innej struktury na scenie. Rodzi to jednak pytanie, czy każda powieść faktycznie nadaje się do adaptacji teatralnej. Czasami najlepiej pozwolić dziełu sztuki pozostać w jego oryginalnej formie…
Mhairi Gayer, Alex Jarrett, Madeleine Mantock i Ajani Cabey. Fot.: Manuel Harlan
Sztuka opiera się na założeniu, że kluczowe motywy w twórczości Szekspira zostały ukształtowane przez wydarzenia z jego życia prywatnego, o którym wiemy przecież niewiele. Wiemy jednak na pewno, że przełomowym momentem była śmierć jego jedenastoletniego syna podczas zarazy w 1596 roku. Twórcy sugerują, że samo powstanie „Hamleta” i wiele jego głównych tematów miało swoje źródło w tej tragedii. Zostaje to wyłożone bardzo dosłownie w drugiej części, gdy aktor grający Hamneta pojawia się w finałowej scenie, wygłaszając monolog ze sztuki na zrekonstruowanej scenie Globe.
Niestety, mimo całej staranności i talentu włożonego w tę produkcję, mamy tu do czynienia z nadmiarem opisywania, a niedostatkiem pokazywania. Zbyt dużo tu ekspozycji, a za mało dramatu wynikającego naturalnie z materiału. Desperackie pragnienie Hamneta, by ocalić siostrę bliźniaczkę kosztem własnego życia, oraz kulminacyjne sceny w Londynie, nie rekompensują ostatecznie drobiazgowego przedstawienia życia domowego w Stratfordzie – choć inicjatywa, by oddać Agnes Hathaway należne jej miejsce w tej historii, jest jak najbardziej godna pochwały.
Peter Wright i Karl Haynes. Fot.: Manuel Harlan
Uczciwie trzeba przyznać, że strona realizatorska zasługuje na wiele pochwał. Scenograf Tom Piper stworzył niezwykle elastyczną przestrzeń, opartą na pomysłowych konstrukcjach ciesielskich. Wczesne sceny dominuje drewniana konstrukcja dachu (A-frame), pod którą Will i Agnes zaczynają małżeńskie życie w przybudówce domu rodziców. Od tego momentu przestrzeń otwiera się na wielu poziomach, aż w finale wyłania się sama scena Globe, z balkonami, które płynnie łączą się z wnętrzem Garrick Theatre, wciągając widzów w piękny, teatralny uścisk podczas kulminacyjnego rozwiązania akcji.
Obsada i jakość wykonania są starannie przemyślane. To spektakl zespołowy, w którym aktorzy płynnie i wiarygodnie przestawiają meble i rekwizyty, utrzymując rytm akcji. Madeleine Mantock w roli Agnes tworzy silny, spójny portret niedocenianej kobiety, którą O’Farrell wyposażyła w szamańskie moce i niezależność. Tom Varey ma trudne zadanie ukazania przemiany Szekspira z zagubionego, choć wykształconego młodzieńca, w zawodowego dramaturga. Scenariusz mu tego nie ułatwia – nie wyjaśnia w pełni jego rozwoju w Londynie, a jednocześnie nie czyni z niego jedynie postaci tła widzianej oczami żony.
Frankie Hastings i Tom Varey. Fot.: Manuel Harlan
W rolach drugoplanowych oglądamy kawał solidnego aktorstwa. Dużo czasu poświęcono rodzicom Willa, zwłaszcza jego apodyktycznemu, nadużywającemu alkoholu ojcu, Johnowi, który był rękawicznikiem. Jednym z subtelnych atutów sztuki jest sposób, w jaki motyw rękawiczek i dłoni powraca jako stały punkt odniesienia, podobnie jak później w dziełach Szekspira. Domowy świat, nad którym czuwają Peter Wight jako ojciec i Liza Sadovy jako matka, jest przekonujący, jednak jest go po prostu za dużo, przez co spektakl traci tempo – za wyjątkiem scen z udziałem Sarah Belcher w roli zapadającej w pamięć, jadowitej macochy. Akcja nabiera rumieńców w drugim akcie, gdy na scenę wkraczają dzieci. Phoebe Campbell, Alex Jarrett i Ajani Cabey tworzą trzy zachwycające i wyraziste kreacje, pełne energii i emocjonalnej głębi.
Choć cała produkcja oferuje wiele momentów czystej przyjemności i satysfakcji, ostatecznie nie staje się niczym więcej niż sumą swoich utalentowanych i starannie dopracowanych części.
W Garrick Theatre do 17 lutego 2024 roku
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności