Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Pomona w National Theatre ✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Share

Pomona w Teatrze Narodowym. Zdjęcie: Manuel Harlan Pomona

16.09.15

National Theatre (Teatr Narodowy), Temporary Theatre

2 Gwiazdki

Kup Bilety Pomona to dystopijny thriller z elementami tajemnicy, którego akcja osadzona jest we współczesnym Manchesterze. Sztuka Alistaira McDowalla zadebiutowała w Orange Tree Theatre w Richmond w 2014 roku, a teraz trafia na scenę narodową jako wspólna produkcja trzech teatrów, w tym Royal Exchange Theatre w Manchesterze, gdzie zostanie wystawiona w ostatniej części roku. Spektakl grany jest bez przerwy.

Akcja toczy się wokół wielkiego, siedmiobocznego włazu kanalizacyjnego, który w pewnym momencie dramatu niepokojąco zalewa się krwią. Na scenie brak mebli, jednak połączenie złowieszczej ścieżki dźwiękowej i skomplikowanych sekwencji świetlnych buduje atmosferę miejskiej alienacji oraz pełnych napięcia, potencjalnie brutalnych spotkań.

Obserwujemy kilka luźno powiązanych wątków skupionych wokół sześciu postaci: Ollie (Nadia Clifford) przyjeżdża do Manchesteru w poszukiwaniu zaginionej siostry; Fay (Rebecca Humphries), prostytutka, stara się jej pomóc, lawirując w groźnym półświatku rządzonym przez burdelmamę Gale (Rochenda Sandall) i brutalnych klientów. Poznajemy też Zeppo (Guy Rhys), złowrogiego magnata nieruchomości, który chroni się przed wrogami, nieustannie krążąc samochodem po obwodnicy Manchesteru. Osobno funkcjonuje Keaton (Sarah Middleton), która raz ingeruje w akcję, a innym razem stoi z boku w masce mitycznego Cthulhu. Obsadę dopełnia para ochroniarzy, Charlie (Sam Swann) i Moe (Sean Rigby), którzy z niepokojem strzegą wejścia do Pomony – opuszczonego terenu w centrum Manchesteru, położonego między dwoma odcinkami kanału.

Na teren wjeżdżają i wyjeżdżają ciężarówki, ale co przewożą? Czy ma to związek z tajemniczymi zaginięciami w centrum miasta, o których Zeppo wspomina na samym początku? Czy zaginiona siostra jest częścią tej historii? Czy dom publiczny, w którym pracuje Fay, handluje organami? Czy Moe i Charlie planują morderstwo? Czy Ollie zdoła wejść do Pomony i co tam zastanie? Te i wiele innych pytań pojawia się w ciągu 100 minut spektaklu, jednak powiązania między nimi nigdy nie zostają w pełni wyjaśnione.

Być może wynika to z faktu, że cała akcja jest częścią złożonej gry fabularnej RPG w stylu „Dungeons & Dragons”. Czy Charlie i Keaton tworzą scenariusze, o których rozstrzyga rzut kością, co oznaczałoby, że spójna historia w ogóle nie istnieje? W jakiej kolejności dzieją się zdarzenia i czy to również jest dziełem przypadku? Wszystko to pozostaje w sferze domysłów.

Otrzymujemy więc sekwencję pojedynczych scen, z których wiele jest świetnie napisanych i zagranych, ale nie łączą się one w solidną narrację ani emocjonalną całość. Należy założyć, że był to zamierzony zabieg autora – wielu recenzentów chwaliło ten opór wobec tradycyjnych form, widząc w nim stylowe połączenie naturalizmu z fantastyką, miejskiego zagubienia z rytuałami gier oraz thrillera sci-fi z mrocznym światem H.P. Lovecrafta.

Przyznaję, że mogło mi coś umknąć, a młodsza część widowni na pokazie prasowym była zachwycona; dla mnie jednak był to ostatecznie pretensjonalny miszmasz pomysłów, który nie stworzył spójnej całości. „Cesarz nie miał na sobie szat” wystarczająco długo, bym mógł przejąć się losem bohaterów czy dać się porwać kreowanej atmosferze.

Na poziomie detali aktorzy wykonali kawał dobrej roboty. Humphries z wielkim wyczuciem oddała emocjonalne wyczerpanie pracownicy seksualnej. To nie była kolejna kreacja „prostytutki o złotym sercu” – pokazała prawdziwą czułość tam, gdzie była potrzebna, i zimny realizm w mocnej scenie z Rigbym, dla którego jest słuchaczem w rozmowach o jego brutalnych fantazjach i przeszłości.

Wszystkie sceny z udziałem Charliego również zapadały w pamięć dzięki niuansom Sama Swanna, który świetnie oddał nieśmiałość i dawkę humoru, której brakowało w pozostałych częściach tekstu. Przekonująco ożywił sekcje poświęcone grze fabularnej, zanim ta energia rozmyła się w fabularnym chaosie. Postać ta jest napisana znacznie głębiej niż inne, z intrygującym językiem obrazowania. To pokazuje, że autor potrafi kreować wielowymiarowe postacie, gdyby tylko zdecydował się pójść w tym kierunku.

Mam świadomość, że taka krytyka może brzmieć nieco staroświecko, a w tym gatunku nie chodzi o dosłowne łączenie wszystkich kropek. Materiał wyjściowy jest obiecujący, ale gdyby wybrano i pogłębiono kilka z licznych wątków, spektakl zyskałby na sile. Obecnie odnosi się wrażenie, że to, co jest jasne dla zamkniętej grupy twórców, wymagałoby przetestowania na szerszej publiczności, co mogłoby pomóc w lepszym zarysowaniu fabuły i nastroju.

Jak można się spodziewać po Teatrze Narodowym, oprawa wizualna, kostiumy, dźwięk i światło stoją na najwyższym poziomie. Reżyser Ned Bennett sprawnie prowadzi akcję, świetnie wykorzystując otwartą przestrzeń sceny. Problem polega na tym, że spektakl jest nazbyt przekombinowany, uwikłany we własne nawiązania i formę. Jest tu mnóstwo „hałasu i wściekłości”, z których ostatecznie niewiele wynika.

Spektakl Pomona w National Theatre jest grany do 10 października

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS