Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Burnt Part Boys, Park Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Joseph Peacock, David Leopold i Chris Jenkins w spektaklu The Burnt Part Boys. Zdjęcie: Sacha Queiroz The Burnt Part Boys

Park Theatre

22 sierpnia 2016 r.

3 gwiazdki

To pasja Matthewa Iliffe’a stoi za pojawieniem się na scenie opowieści Mariany Elder o młodzieńczych dążeniach i przygodach w górniczym miasteczku w Wirginii Zachodniej, przeplatanej rześką, jasną, przesyconą brzmieniami country muzyką Chrisa Millera i Nathana Tysena. Reżyser przeszedł długą drogę od swojej sprawnej inscenizacji „Thoroughly Modern Millie” pokazywanej w Landor w zeszłym sezonie. Tym razem odrzucił całą teatralną machinę, prezentując nieprzerwany, 90-minutowy dramat na niemal pustej scenie. Efekt ten – dzięki scenografii i kostiumom Rachel Wingate (zaledwie pół tuzina drewnianych krzeseł i sufit przesłonięty mnóstwem lin) oraz tradycyjnemu już geniuszowi nastrojowego oświetlenia Charliego Morgana-Jonesa – jest uderzający. Muzykę zapewnia prowadzony twardą ręką przez Nicka Barstowa, głównie akustyczny zespół, a w kameralnej przestrzeni Studio w Park Theatre obsada swobodnie balansuje między tekstem mówionym a (nieamplifikowanym) śpiewem. Przenosimy się do roku 1962, co potwierdza ówczesny komunikat radiowy. Realistyczny wydźwięk dzieła podkreślają często dość gęste akcenty z Wirginii Zachodniej. To piękne, kompletne dzieło teatralne, a niezwykle sugestywna wizja Iliffe’a sprawia, że jest on twórcą, którego dalsze kroki należy uważnie śledzić.

Jego obecny wybór, by zaprezentować swój warsztat reżyserski i inscenizacyjny, to popis wirtuozerii z licznymi zmianami lokalizacji – od domowych wnętrz, przez las i góry, aż do samej kopalni, wchodząc i wychodząc (być może) z różnych poziomów świadomości. Świadectwem jego umiejętności jako reżysera i choreografa jest fakt, że osiąga to z taką naturalnością i lekkością. Stymuluje wyobraźnię widzów, zmuszając ich do wizualizacji, zastanowienia i refleksji. I faktycznie, skłania nas do myślenia. W tym miasteczku, które tak sugestywnie wyczarowuje w naszej głowie, pierwszą rzeczą, o którą chcemy zapytać, jest: Gdzie podziały się wszystkie kobiety?

Ten męski świat, który nam zaserwowano, jest osobliwie pozbawiony kobiecego pierwiastka. Musimy czekać do późnych etapów przedstawienia, aż dość nieoczekiwanie pojawi się jedyna żeńska postać i zaznaczy swoją silną obecność – wspaniale zagrana przez pełną pasji i energii Grace Osborn. To aktorka, którą podziwiam od dawna i która, moim zdaniem, robi najwięcej, by nadać spektaklowi serce, którego ewidentnie łakną jego tęskne, proste melodie.

Jednak mimo jej usilnych starań, los nie sprzyja bohaterom. Dwie pary przyjaciół – obyty w świecie i odpowiedzialny starszy brat Jake (Chris Jenkins) ze swoim kompanem od kieliszka Chetem (David Leopold) oraz młodzi Pete (Joseph Peacock) i Dusty (Ryan Heenan) – wyruszają w osobne podróże w dzicz, by dotrzeć do kopalni porzuconej 10 lat wcześniej po katastrofie, w której zginęli ich ojcowie. Wokół nich okresowo pojawia się chór pięciu zmarłych ojców, by nam serenadować, a jeden z nich, David Haydn, objawia się częściej jako postać nie kogo innego jak Jima Bowiego. Jego syn, młody Pete, idealizuje bohaterów swojego ulubionego filmu „Alamo” i wydaje się fantazjować o tym, że jego zmarły ojciec jest jednym z nich (przynajmniej tak mi się wydaje).

Jeśli taka sytuacja angażuje Państwa emocjonalnie, istnieje spora szansa, że ten spektakl przypadnie Wam do gustu. Reżyserowi najwyraźniej przypadł. Czerpie on silnie z amerykańskiego dziedzictwa literackiego – od „Opowieści opowiedzianych na nowo” Nathaniela Hawthorne’a, przez romanse innych pisarzy nurtu ruralistycznego, po tajemnice Edgara Allana Poego i historie o chłopcach poszukujących w życiu autorytetu ojca. Istotnie, to niemal wyłącznie męskie środowisko przywodzi na myśl filozoficzne i psychologiczne zagadki Melville’a. Zauważmy jednak, że kiedy wspomniani autorzy piszą o świecie zdominowanym przez mężczyzn, jasno uzasadniają tę decyzję, zazwyczaj poprzez wybór miejsca akcji (statek na morzu, armia na froncie itp.).

Jeśli to są tematy, które rozpalają Państwa wyobraźnię, przedstawienie porwie Was swym urokliwym stylem. Iliffe w pełni oddaje sprawiedliwość tej estetyce: on się w niej pławi. Warto jednak pamiętać, że niedawno w Londynie gościły inne dramaty osadzone w górniczych realiach: trzy sztuki D.H. Lawrence'a w Dorfman Theatre, „Wonderland” w Hampstead Theatre oraz – nie zapominajmy – „Billy Elliot”, który przez lata grano w Victoria Palace i który wciąż święci triumfy w trasie. Większość tych dzieł skupia się w równym stopniu na kobietach, co na mężczyznach. Sądzę, że stoi za tym wiele powodów. Najważniejszym z nich jest zapewne świadomość autorów, że aby widz uwierzył w bohaterów, musi zobaczyć ich w możliwie najpełniejszy sposób. Jeśli tak się nie dzieje, publiczność może odnieść wrażenie, że twórcy coś zatajają, co z kolei utrudnia identyfikację z postaciami i sprawia, że mniej obchodzi nas ich los.

Muszą Państwo sami ocenić, czy tak jest w przypadku tej sztuki. Niezależnie od werdyktu, warto zastanowić się, jak wpłynęłaby na Was wiedza o tym, co do powiedzenia mają matki, wdowy, siostry czy dziewczyny bohaterów. Owszem, byłaby to wtedy inna sztuka. Ale skoro mamy tu jedną dziewczynę, powracam do pytania: Gdzie są wszystkie (inne) kobiety?

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS