Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Memory Of Water, Hampstead Theatre ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Libby Purves

Share

Libby Purves, nasza recenzentka TheatreCat, ocenia spektakl Pamięć Wody (The Memory Of Water) wystawiany obecnie w Hampstead Theatre.

Adam James, Laura Rogers, Carolina Main, Lucy Black i Kulvinder Ghir. Fot. Helen Murray The Memory Of Water

Hampstead Theatre

Ocena: ✭✭✭✭✭

Zarezerwuj bilety

Ten portret trzech kłócących się sióstr, wymieniających wspomnienia i wyznania w dniach poprzedzających pogrzeb matki w mroźnym Yorkshire, był odkryciem Hampstead 25 lat temu. Sztuka ta była debiutem Shelagh Stephenson, która sama ma cztery siostry. Przejęta przez teatr i dopracowana do perfekcji przez Terry'ego Johnsona, zdobyła nagrodę Oliviera, trafiła na West End i do USA. Nic a nic się nie zestarzała.

Lizzy McInnerny. Fot. Helen Murray

W czasie, gdy wszyscy powoli wracamy do trybu oglądania spektakli na żywo, szczególną radość sprawiają sztuki, które można odbierać na wiele sposobów, zależnie od nastroju. Można marszczyć czoło nad naturą pamięci, faktem, że – jak zauważyła królowa Elżbieta II – „wspomnienia mogą się różnić”, oraz nad niszczycielskim wpływem choroby Alzheimera. Alternatywnie, szczególnie jeśli jest się kobietą, można z bolesną przyjemnością przyglądać się surowemu, acz pouczającemu portretowi XX-wiecznego konfliktu pokoleń: brakowi zrozumienia i ukrytej zazdrości między „tradycyjnymi” matkami gospodyniami a ich szukającymi wolności i łamiącymi tabu córkami robiącymi karierę. Duch lub wspomnienie starej Vi przemawia w imieniu wielu matek mojego pokolenia smutnym zdaniem: „Chyba nie potrafię was wszystkich ogarnąć”. Jest też trzecia opcja: można po prostu cieszyć się tym przedstawieniem jako znakomitą tragikomedią.

Kulvinder Ghir, Laura Rogers, Caroline Main i Lucy Black. Fot. Helen Murray

Obsada jest bezbłędna: Lucy Black jako nerwowa, pedantyczna Teresa, żona opanowanego Franka; Laura Rogers jako Mary, cyniczna i inteligentna neurolożka uwikłana w długoletni romans z żonatym lekarzem znanym z telewizji; Carolina Main jako najmłodsza Catherine, miotająca się bezradnie, histerycznie i hipochondrycznie między niewiernymi kochankami. Na początku, gdy w sypialni matki są tylko one trzy, kanonada szybkich ripost jest niezwykle dowcipna, przeplatana absurdalnymi wtrętami typowymi dla kobiecych rozmów: kłótnie o to, o kim zapomniano podczas wycieczki na plażę, płynnie przechodzą w teksty typu: „Dyrektor pogrzebowy ma plastikową rękę...”. Ich mowa ciała jest idealna. Catherine rozwala się do góry nogami, narzekając, że nigdy nie była faworytką ani planowanym dzieckiem („Myślała, że jestem menopauzą!”); Mary jest wyćwiczona w ospałości i defensywnej aseksualności; Teresa to kłębek tłumionej urazy.

Carolina Main, Adam James i Laura Rogers. Fot. Helen Murray

Kiedy pojawia się Mike – żonaty kochanek, zmarznięty i zrzędliwy po podróży nieogrzewanym pociągiem – dynamika ulega zmianie. Adam James jest doskonały w swoim lekarskim dystansie i widocznym już braku lojalności wobec Mary. Gdy z kolei wchodzi Frank (Kulvinder Ghir) i zastaje kobiety w histerycznym amoku przymierzające okropne suknie koktajlowe zmarłej matki, wygłasza jedną z najlepszych komediowych kwestii wejściowych, jakie słyszałam. Jest tuż po znienawidzonej konferencji handlowej, po czternastu godzinach podróży z Dusseldorfu, siedząc w pociągu obok szalonej lalkarki migającej do niesłyszących, która nie przestawała mówić. Jego los w rodzinnym biznesie z suplementami diety jest ciężki: „Spróbuj przeżyć na gęsim smalcu i kiszonych ogórkach w jakiejś rodzącej się demokracji”, próbując sprzedać im mleczko pszczele.

Kulvinder Ghir i Adam James. Fot. Helen Murray

Świetne dialogi sypią się jeden po drugim, a każda postać ma przynajmniej jeden popisowy moment, arię życiowych frustracji. Teresa, zgodnie z przewidywaniami Franka, wpada w furię, pociągając whisky z gwinta i wyjawiając najsmutniejszy sekret sztuki – moment niemal w stylu Ortońskim w swej szokującej sile. Catherine w końcu zostaje rzucona przez telefon przez swojego najnowszego hiszpańskiego restauratora i wpada w szał samotnej rozpaczy, podczas gdy mowa ciała pozostałych jasno daje do zrozumienia, że to nie pierwszy taki przypadek, a mężczyźni kulą się w sobie. Mary, z najsmutniejszą tajemnicą palącą ją od środka, w końcu stawia czoła swojemu śliskiemu kochankowi. Kłótnia o rzekomy incydent z wazektomią po pijanemu znów ociera się o stylistykę Joe Ortona i wychodzi to całości na dobre.

Wszystko jest tu wspaniałe, włączając w to złośliwie celne dekoracje Anny Reid, oddające miejsce i epokę (ach, to luksusowe Yorkshire! O, ta narzuta na łóżko i lustrzane szafy!). Wszystko to służy pięknemu tekstowi Stephenson z laserową precyzją. Spektakl gramy do 16 października, a po 27 września widownia nie będzie już musiała zachowywać dystansu społecznego. Szczerze mówiąc, kusi mnie, by pójść jeszcze raz, żeby poczuć wokół siebie pełną salę śmiejącą się i wstrzymującą oddech. Tak dobrze się bawiłam.

Spektakl The Memory Of Water jest grany w Hampstead Theatre do 16 października 2021 r. Zapisz się do naszego newslettera

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS