WIADOMOŚCI
RECENZJA: The Ruling Class, Trafalgar Studios ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
stephencollins
Share
James McAvoy i Kathryn Drysdale w „The Ruling Class”. Fot. Johan Persson The Ruling Class
Trafalgar Studios Transformed
24 stycznia 2015
4 Gwiazdki
Pisząc o swoich wrażeniach z oryginalnej inscenizacji sztuki Petera Barnesa pt. „The Ruling Class” (Nottingham Playhouse, 1968), ceniony krytyk teatralny Harold Hobson orzekł:
„rozważnie nie spodziewałem się niczego, a w nadmiarze otrzymałem wszystko: dowcip, patos, pasjonujący melodramat, błyskotliwą satyrę, dwuznaczną filozofię, grozę, cynizm i sentyment, a wszystko to połączone w idealną jedność w teatralnym świecie niezwykłego i oryginalnego dzieła pana Barnesa... W czasach, gdy ogromna część energii teatralnej skupia się na wymuszaniu sztuk, których nikt nie chce oglądać, na widzach, którzy w ogóle nie chcą oglądać żadnej sztuki, ogromną radością było odkrycie dramatu, który był nie tylko głęboki, ale także ekscytujący i zabawny... przez cały czas trwania spektaklu towarzyszy nam ten rozkoszny dreszcz emocji, który – jak się wydawało – na zawsze opuścił teatr: poczucie, że naprawdę chce się wiedzieć, co wydarzy się dalej.”
Wyraźnie widać, że to sama sztuka była wtedy gwiazdą wieczoru.
Obecnie w Trafalgar Studios Transformed, w ramach drugiego sezonu Jamiego Lloyda w tym miejscu, można oglądać wznowienie „The Ruling Class” w jego reżyserii.
Teraz gwiazdą – bezapelacyjnie – jest James McAvoy.
I nie jest on po prostu gwiazdą przedstawienia, ale prawdziwym, płonącym, żarzącym się talentem, który rozświetla każdą chwilę na scenie. Jego uśmiech i bystre, imponujące oczy potrafią wyrazić wszystko; w jednej chwili jest nieobliczalny, komiczny i dziki, w następnej złowrogi i zaburzony, by za moment stać się smutnym, szalonym, wyrachowanym lub seksownym – albo wszystkim naraz.
Od momentu pojawienia się na scenie w burych szatach mnicha, fala oczekiwania zalewa widownię. Potem zrzuca kaptur i ogłasza się... Bogiem. I to Bogiem Miłości. Patrzy prosto w oczy widzom, z płonącym wzrokiem i zniewalającym uśmiechem, a magnetyczna siła jego obecności jest zdumiewająca. Jest absolutnie wiarygodny jako bóstwo – nigdy nie wyglądał lepiej i nie był bardziej pociągający.
To przełomowa rola w karierze McAvoya (który przecież świetnie radził sobie jako Makbet czy w „Three Days Of Rain”), czyniąca tę produkcję pozycją obowiązkową. Trudno wyobrazić sobie kogoś innego z obecnego pokolenia aktorów, kto sprostałby wyzwaniu tak jak McAvoy w roli 14. hrabiego Gurney – to zdumiewająco detaliczna i dojrzała praca najwyższej próby.
W 1968 roku „The Ruling Class” musiało być pod pewnymi względami szokujące, a pod innymi prowokacyjne. Sztuka jest jadowitym atakiem na brytyjskie wyższe sfery, w tym Kościół i środowisko lekarskie. Mamy tu hrabiego-transwestytę z zamiłowaniem do autodestrukcji, jego krewkiego i chciwego przyrodniego brata, żonę tegoż – nimfomankę, ich syna – zadufanego w sobie panicza z ambicjami parlamentarnymi, biskupa bez cienia świętości czy chrześcijaństwa, lekarza, którego podejście do pacjenta mija się z przysięgą Hipokratesa, oraz karierowiczkę gotową na wszystko dla pieniędzy i statusu – a do tego wszystkiego obłąkanego spadkobiercę majątku.
To kłębowisko ludzkich słabostek, żądzy i poczucia wyższości, które nieustannie bulgota, by co jakiś czas wybuchnąć oślepiającym blaskiem. W tym wyrafinowanym świecie koreczki koktajlowe i morderstwa idą ze sobą w parze.
Sztuka jasno pokazuje, jak skorumpowany i dysfunkcyjny jest według Barnesa brytyjski „establishment” i że płynięcie pod prąd prowadzi albo do utonięcia, albo – co bardziej przygnębiające – do ostatecznego pogodzenia się z systemem. Najwyraźniej widać to w finałowej scenie, gdzie Izba Lordów jawi się jako skansen pełen pajęczyn; martwe, zakurzone figury przewodzące choremu organizmowi, z uśmiechniętym w grymasie, „zreformowanym” hrabią McAvoya wygłaszającym swoje pierwsze przemówienie.
Jednak w przeciwieństwie do Kleopatry, czas obszedł się z ideami wyśmiewanymi w sztuce bezlitośnie: w ciągu minionych dekad pióro Barnesa okazało się prorocze – wiele z bizantyjskich absurdów fabuły to dziś rzeczy aż nazbyt dobrze znane z niekończących się wyznań, dochodzeń, komisji śledczych, spraw sądowych i doniesień medialnych.
Również niektóre kwestie brzmią dziś inaczej niż w czasach przed głośnymi skandalami obyczajowymi:
„Dr Herder: Po tym, jak w wieku jedenastu lat został brutalnie od
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności