WIADOMOŚCI
RECENZJA: To Kill A Mockingbird (Zabić drozda), Barbican Theatre ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
stephencollins
Share
Robert Sean Leonard jako Atticus Finch w sztuce Zabić drozda. Foto: Manuel Harlan Zabić drozda
Barbican Theatre
30 czerwca 2015
5 gwiazdek
Chudy chłopiec z potarganymi włosami i bystrym spojrzeniem, z wiatrówką w dłoni, lustruje okolicę. Jego sprytna, uroczo chłopięca siostra, tryskająca energią z każdego pora, również bawi się swoją bronią. Ojciec odmówił im nauki strzelania, ale i tak chcą się bawić. Chłopiec czuje lekki, a może nawet całkiem spory żal do ojca, bo ten nie robi tego, co ojcowie innych dzieci. To go drażni.
W oddali pojawia się ruch, a chłopiec sztywnieje. Spogląda ponownie. Niepokój maluje się na jego twarzy i przebiega wzdłuż kręgosłupa. Mówi siostrze, co zobaczył. Jego spokojny, pewny głos, przypominający jej kojące brzmienie głosu ojca, oddaje powagę sytuacji. Dziewczynka patrzy w tę samą stronę. W ich kierunku kuleje wściekły pies. Zwierzę jeszcze ich nie widziało ani nie wyczuło, ale chłopiec wie, że jeśli tak się stanie, będzie źle. Nie ruszając się z miejsca, wysyła siostrę po dorosłych. Ona się opiera, nie chcąc zostawiać go samego, ale w końcu biegnie.
Młodzieniec boi się, ale jest uparty. Uważnie obserwuje sytuację. Powoli zjawiają się dorośli. Wreszcie przybywa jego ojciec i szeryf – człowiek z gwiazdą, niosący sztucer. Mężczyźni spoglądają na zwierzę – to bez wątpienia wścieklizna. Ojciec każe synowi odejść na bok i prosi stróża prawa, by zastrzelił psa i zakończył niebezpieczeństwo. Ale szeryf chce, by to ojciec chłopca – ten, który nie chciał uczyć dzieci strzelania – oddał strzał, bo będzie tylko jedna szansa. Ojciec wzbrania się, ale ulega pod naciskiem.
Czuje ogromną odpowiedzialność spoczywającą na jego barkach. Wszyscy na niego patrzą, wszyscy na nim polegają, a zwłaszcza jego dzieci. Waha się, gubi ręce, upuszcza okulary, a pot spływa mu po czole. Chłopiec wygląda na załamanego, wyraźnie zmieszanego. Zawstydzonego.
Rosie Boore jako Scout (Skaut), Milo Panni jako Dill i Bill Price jako Jem. Foto: Christopher Akrill.
Ojciec oddaje strzał – szybko i pewnie. Cel pada natychmiast. Ojciec ma nienaganne oko. Chłopiec patrzy z podziwem, na zawsze odmieniony, dumny z ojca i pełen nowego zrozumienia dla wartości bycia dżentelmenem.
Oto absolutnie zdumiewająca, głęboko piękna i niezwykle wciągająca inscenizacja „Zabić drozda” w reżyserii Timothy'ego Sheadera, którą można teraz oglądać w Barbican Theatre. To nie jest produkcja „prawie idealna” – ona jest po prostu doskonała pod każdym względem. Pod kątem wspaniałej narracji i fenomenalnej gry zespołowej, która z pasją opowiada tę bogatą w detale i niezwykle nośną, a zarazem subtelnie prostą historię, żadna inna obecnie grana w Londynie sztuka (może poza „Gypsy”) nie może się z nią równać.
Wspaniała książka Harper Lee, wydana po raz pierwszy 55 lat temu, została zaadaptowana na scenę z wdziękiem i stylem przez Christophera Sergela. Postacie są nakreślone jasno i zręcznie; dialogi, w dużej mierze oparte na tekście autorki, są cięte i pozbawione cienia fałszu. Każdy aspekt adaptacji działa bez zarzutu. Może i nie obejmuje ona całej książki, każdego pamiętnego incydentu czy postaci, ale opowiada wersję Sergela z najwyższym kunsztem.
Filar adaptacji stanowi zabieg, w którym wszyscy aktorzy (poza główną czwórką) czytają fragmenty powieści Lee z różnych wydań książki publikowanych na przestrzeni dziesięcioleci. Fragmenty te budują sceny, napędzają akcję i komentują wydarzenia. Ale robią coś więcej – każdy aktor recytuje tekst własnym głosem, co buduje więź z widownią i odwołuje się do ich osobistych doświadczeń z lektury. Podkreśla to również uniwersalność przesłania powieści: człowieczeństwo, godność, tolerancję i zrozumienie. Przywołuje też wspomnienie własnego dzieciństwa i chwil, gdy to nam ktoś czytał książki.
To wyostrzone poczucie dzieciństwa jest kluczowe dla wizji spektaklu. Odzwierciedla to zapierająca dech scenografia autorstwa Sheadera i Jona Bausora: blacha falista otaczająca scenę z trzech stron, ogród rozpięty między zardzewiałymi symbolami wiejskiego życia a przestrzenią gry; podłoga przypominająca tablicę, na której kredą szkicuje się kształt i charakter miasteczka, w którym żyją Finchowie; ogromne, realistyczne drzewo – ostateczny symbol dziecięcej wolności – dominuje nad sceną, a jego mocne konary i zielone liście afirmują życie. Po bokach sceny stoją krzesła, stoły, łóżko – rekwizyty, które w prosty, niemal dziecięcy sposób wyznaczają miejsca kluczowych wydarzeń.
Trudno wyobrazić sobie lepszą scenografię lub lepszy sposób na wystawienie tej niezwykłej adaptacji.
Sheader dba o to, by tempo ani na chwilę nie spadło, a jednocześnie nie pędzi przez tekst: atmosfera długich, upalnych letnich dni dzieciństwa na południu Ameryki jest niemal namacalna. Reżyser nie schodzi też do poziomu taniego sentymentalizmu – historia, z jej wzlotami i upadkami, opowiedziana jest czysto, błyskotliwie, spokojnie i ciepło. Wszystkie wielkie obrazy są na miejscu: Atticus przed sądem czuwający nad oskarżonym czarnoskórym mężczyzną przy świetle pojedynczej żarówki; jego dzieci studzące gniew i zamiary tłumu linczowników; Skaut huśtająca się na oponie; Jem, Skaut i Dill próbujący wywabić Boo z domu; zastrzelenie wściekłego psa; biedny Tom Robinson, zdruzgotany w sądzie podczas składania zeznań; Atticus mocno przytulający Skaut; Jem ze złamaną ręką i Atticus czuwający przy nim.
Emocjonalne serce opowieści i wyraziste, prawdziwe postacie są tu obnażone: są autentyczni, namacalni, a świat, w którym żyją, wydaje się całkowicie realny. Można niemal poczuć aromat potraw Calpurnii lub jednego z ciast panny Maudie. To niezwykle urzekające doświadczenie – odbyć tę podróż wraz z tak wybitną obsadą.
W zespole, w którym każdy jest wyjątkowy, kilka kreacji zasługuje na szczególne uznanie. Zackary Momoh jest magnetyczny i przejmujący jako niesłusznie oskarżony Tom Robinson; jego rola w kluczowej scenie na sali sądowej oddaje życie spędzone w nędzy i pogardzie, a zarazem naturę człowieka łagodnego i pełnego przebaczenia. Christopher Akrill sprawia, że Boo Radley jest postacią całkowicie wiarygodną, a scena, w której delikatnie głaszcze po głowie rannego Jema, jest wyważona perfekcyjnie. Jako Bob Ewell, Ryan Pope stanowi apokaliptyczną mieszankę agresji, rasizmu i pijackiego szału, niemal boleśnie realistyczną.
Zackary Mormoh jako Tom. Foto: Johan Persson.
Connie Walker jest cudownie odrażająca w podwójnej roli pani Dubose i okropnej Stephanie Crawford; Natalie Grady promienieje serdecznością jako życzliwa sąsiadka, panna Maudie, a Susan Lawson-Reynolds odnajduje idealną równowagę między surowością a matczyną miłością jako Calpurnia – kobieta, która trzyma rodzinę Finchów w całości.
Trójka dzieci wypadła fenomenalnie: Rosie Boore była bezbłędna jako uparta, ciekawska i odważna Skaut; Billy Price, będący kłębkiem nastoletnich emocji, stworzył rewelacyjnego Jema; a Milo Panni sprawił, że Dill był postacią ujmującą i niezwykle sympatyczną. To świetne trio, pełne energii i warsztatu.
Słusznie jednak bijące serce i sumienie sztuki spoczywa w pewnych i opanowanych dłoniach Roberta Seana Leonarda, który nadaje postaci Atticusa niezrównaną intensywność i godność. Leonard jako Finch to ideał – łagodnie srogi ojciec, nieustraszony obrońca prawa i prawdy, niezwykły adwokat i skromny człowiek, dopełniony nieco wygniecionym, prążkowanym trzyczęściowym garniturem. To magiczna rola, która sprawia, że praca całej reszty obsady staje się o wiele łatwiejsza.
Naomi Said i Polly Bennett zapewniły doskonały ruch sceniczny, a oryginalna muzyka Phila Kinga jest przejmująco nastrojowa i świetnie wykonana. Oliver Fenwick oświetlił całość według swoich najwyższych standardów: jest przepięknie. Pełnia księżyca robi szczególne wrażenie. Ian Dickinson zadbał o nieskazitelną oprawę dźwiękową.
Nie ma tu nic, co mogłoby się nie podobać, a niemal każdy widz wzruszy się do łez w tym czy innym momencie wieczoru. To najlepszy dramat grany obecnie w Londynie. Każde dziecko w wieku szkolnym powinno go zobaczyć w ramach obowiązkowej lektury. Spektakl powinien trafić na West End, a potem na Broadway i być wystawiany przez sezony.
To produkcja idealnie trafiająca w punkt.
Zabić drozda można oglądać do 25 lipca 2015 w Barbican Theatre
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności