WIADOMOŚCI
WSPOMNIENIA Z CZWARKU: Emily Langham
Opublikowano
Autor:
Sarah Day
Share
W tym tygodniu w cyklu Throwback Thursday nasza redaktorka Sarah Day rozmawiała z Emily Langham o „Hello, Dolly!”, „Nędznikach” oraz jej nowej pasji, którą jest instruktarzu Pilatesu.
Emily Langham. Fot. Michael Wharton Jaki był Twój pierwszy spektakl, w którym zagrałaś jako dziecko i co sprawiło, że trafiłaś do świata teatru?
W szkole zawsze należałam do kółka teatralnego i często występowaliśmy w koncertach i przedstawieniach na szkolnej auli. Głównym impulsem było jednak obejrzenie „sitzprobe” (próby muzycznej) do „Les Misérables”. Zapytałam, ile trzeba mieć lat, żeby zagrać Małą Cosette, i usłyszałam: „mniej więcej tyle, co ty”. Zostałam zaproszona na przesłuchanie i miałam to szczęście, że dostałam tę rolę. Kompletnie oszalałam na tym punkcie i już wtedy wiedziałam, że to jest to, co chcę w życiu robić.
Gratulujemy dołączenia do zespołu West Endowej produkcji „Hello, Dolly!”. Opowiedz nam o procesie castingu i o tym, na co najbardziej czekasz. Bardzo dziękuję. Jestem niesamowicie podekscytowana premierą… kiedykolwiek by się ona nie odbyła. Oczywiście nie mogę się doczekać powrotu teatru jako takiego, ale przede wszystkim cieszę się na współpracę z zespołem kreatywnym – Dominikiem Cooke'em, Billem Deamerem i Nickiem Skilbeckiem. Miałam szczęście pracować z tym samym składem przy produkcji National Theatre „Follies”. Patrzyłam na nich z ogromnym podziwem. Myślę, że praca przy „Follies” bardzo mi pomogła podczas castingów do „Hello, Dolly!”.
Jako Mała Cosette w „Les Mis” na West Endzie, 2004 r. Dlaczego teatr jest dla Ciebie ważny?
Teatr to forma eskapizmu, zarówno dla aktora, jak i dla widza. Opowiadając historie na scenie, przenosimy publiczność do innego świata. Zachęcamy ludzi do przeżywania emocji: do uśmiechu, do śmiechu, do łez.
Jak wygląda Twój proces wchodzenia w rolę przed spektaklem?
Zadaję sobie (jako postaci) mnóstwo pytań, aby dowiedzieć się, kim jestem i skąd pochodzę. Ta historia tła mówi mi o wszystkim, co wydarzyło się do tej pory w moim życiu. To wystarczy, by reszta mogła się wyłonić naturalnie, jeśli tylko pozostanę w danej chwili, potrafię słuchać i odpowiednio reagować.
W jaki sposób dbałaś o kreatywność w czasie lockdownu?
Czas lockdownu był trudny, ale brałam udział w lekcjach tańca i śpiewu na Zoomie z wieloma wspaniałymi nauczycielami. Dużo ćwiczę śpiew i staram się nagrywać, żeby móc potem odsłuchać i poprawić pewne elementy. Uwielbiam czytać, więc pochłonęłam mnóstwo książek. Miałam też szczęście brać udział w cyklu webinarów „The Theatre Channel”. Pracowaliśmy w The Theatre Cafe i był to świetny sposób na zachowanie aktywności zawodowej.
Jako Gertie Cummings w „Oklahomie” w Chichester Festival Theatre, 2019 r. Fot. Johan Persson Prowadzisz również własne zajęcia z pilatesu. Opowiedz, jak zaczęła się Twoja przygoda z tą metodą i gdzie nasi czytelnicy mogą do Ciebie dołączyć? Zaczęłam ćwiczyć pilates, gdy byłam znacznie młodsza, i od tamtej pory towarzyszy mi on równolegle z treningiem tanecznym. Kilka lat temu zdecydowałam się zdobyć uprawnienia instruktorskie z pilatesu na macie. Zawsze była to dla mnie forma medytacji, ponieważ wymaga wielkiego skupienia. Kiedy w zeszłym roku uderzył lockdown, od razu wskoczyłam na matę, żeby nie zwariować, a znajoma zapytała, czy nie mogłabym uczyć online. Na moich pierwszych zajęciach na Zoomie było 90 osób! Potem postanowiłam poszerzyć szkolenie o pracę na sprzęcie. Moje zajęcia wciąż cieszą się popularnością i absolutnie je uwielbiam. Możecie je zarezerwować na mojej stronie www.emilylanghampilates.com lub znaleźć mnie na Instagramie @EmilyLanghamPilates – ech, to się nazywa autopromocja bez wstydu! Opowiedz nam o jednym ze swoich najlepszych lub najzabawniejszych wspomnień ze sceny?
Jednym z moich najpiękniejszych wspomnień jest występ w Royal Albert Hall u boku Tracie Bennett podczas gali rozdania nagród Oliviera. Pamiętam, że miałam na sobie wysadzaną kryształami Swarovskiego ozdobę głowy i najpiękniejszą, szytą na miarę suknię. Patrzyłam, jak Tracie daje popis mistrzowskiego wykonania „I’m Still Here” i pomyślałam: to jest dokładnie to, o czym się marzy!
Zabawna sytuacja spotkała mnie w mojej pierwszej pracy przy „Mack and Mabel” w Chichester Festival Theatre. Podczas numeru „Keystone Cops” byliśmy ubrani w stroje policjantów. Jeden z chłopaków przeskoczył mi nad głową i strącił mi czapkę, a ja musiałam ją gonić po całej scenie, mając na głowie jedynie siatkę pod perukę.
Jakie trzy rzeczy zawsze można znaleźć w Twojej garderobie? Typu talizmany, rzeczy pomagające na scenie, niebieskie m&msy...
Nie mam talizmanów przynoszących szczęście, ale zawsze znajdą się tam przekąski, mata do pilatesu i notatnik.
Gdyby Twoje życie było spektaklem, jak by się nazywało i dlaczego?
„Kenny i ja”. Mam szczeniaka rasy Cavachon, na którego punkcie mam obsesję. Ma na imię Kenny, po moim dziadku Kenie, i szczerze mówiąc, zapewnia mi on najlepszą rozrywkę, jaką widziałam. Tworzymy taki mały duet, bo nauczyłam się idealnie naśladować jego „głos”, więc prowadzimy ze sobą rozmowy. Wygląda to trochę jak występ brzuchomówcy.
Jaką radę dałabyś tegorocznym absolwentom szkół teatralnych?
Dajcie sobie czas. Nie ma pośpiechu. Drzwi się otworzą, a jeśli przez nie przejdziecie, po drugiej stronie czeka was przygoda. Podchodźcie z pasją do swojej pracy, bez względu na to, jak duża czy mała ona jest, i nigdy nie przestawajcie się uczyć. Aha, i wspierajcie kolegów po fachu. To naprawdę ważne.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności