Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Company, Gielgud Theatre ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

douglasmayo

Share

Douglas Mayo recenzuje musical „Company” autorstwa Stephena Sondheima i George’a Furtha, który można obecnie oglądać w Gielgud Theatre w nowej inscenizacji Marianne Elliott.

Rosalie Craig i zespół spektaklu Company. Fot.: Brinkhoff Mogenburg Company Gielgud Theatre

16 października 2018 r.

5 gwiazdek

Zarezerwuj bilety

Można sobie tylko wyobrażać, co czekało nowojorską publiczność, gdy w 1970 roku na Broadwayu zadebiutował musical Stephena Sondheima i George’a Furtha „Company”. Historia Bobby'ego – singla z Nowego Jorku – oraz kręgu jego żonatych i wydanych przyjaciół, opowiedziana w serii luźno powiązanych scen, stała się lustrem dla przedstawicieli klasy średniej zasiadających na widowni. Po raz pierwszy pokazano ich w musicalu bez upiększeń, z całą ich niedoskonałością. Produkcja w reżyserii Harolda Prince'a zdobyła wiele nagród Tony, w tym dla najlepszego musicalu.

Rosalie Craig i George Blagden w Company. Fot.: Brinkhoff Mogenberg

W tej wersji Bobby staje się Bobbie – singielką po trzydziestce, mieszkającą w Nowym Jorku. Za przyzwoleniem samego Sondheima reżyserka Marianne Elliott na nowo zinterpretowała to dzieło, zmieniając płeć niektórych bohaterów i osadzając akcję w realiach współczesnego społeczeństwa ery „Seksu w wielkim mieście”.

Scenografka Bunnie Christie uchwyciła surowość i mrok metropolii, jaką jest Nowy Jork, a dzięki barwnej palecie kostiumów i magicznym światłom Neila Austina stworzyła bohaterom Elliott niezwykłą przestrzeń do szczerych rozmów o związkach, małżeństwie, miłości i życiu.

Rosalie Craig (Bobbie) i Matthew Seadon Young (Theo) w Company. Fot.: Brinkhoff Mogenberg

Rosalie Craig jest wspaniała jako Bobbie. W dniu swoich 35. urodzin bije się z myślami, a ten wewnętrzny konflikt oraz jej relacje z przyjaciółmi (i kochankami) stanowią motor napędowy spektaklu. W grze Craig nie brakuje świetnego komizmu, ale – podobnie jak u większości obsady – pod warstwą humoru kryje się bolesna i obezwładniająca prawda. To podróż, która całkowicie mnie porwała.

Rosalie Craig, Alex Gaumond i Jonathan Bailey w Company. Fot.: Brinkhoff Mogenberg

Pomysł, by Paula i Amy zastąpić parą homoseksualną, Paulem i Jamie’em, sprawdza się fenomenalnie. To zasługa promieniującego szczęściem Paula w wykonaniu Alexa Gaumonda oraz Jonathana Baileya, który wywołuje owacje na stojąco swoją brawurową kreacją paniki w utworze „Not Getting Married Today”.

Patti LuPone powraca do roli Joanne i jest to prawdziwy aktorski popis budowania postaci poprzez śpiew. To bez wątpienia najbardziej poruszające wykonanie „The Ladies Who Lunch”, jakie kiedykolwiek słyszałem. Usiądźcie blisko sceny, a zajrzycie prosto w jej duszę.

Patti LuPone jako Joanne w Company. Fot.: Brinkhoff Mogenberg

George Blagden, Richard Fleeshman i Matthew Seadon-Young wcielają się w potencjalnych adoratorów Bobbie. Ich wspólne wykonanie „You Could Drive A Person Crazy” to czysta radość. Do najjaśniejszych punktów wieczoru należą też piosenki „Another Hundred People” w wykonaniu Blagdena na tle zgiełku Nowego Jorku oraz „Barcelona” Fleeshmana. Choreografia Liama Steele’a do „Tick Tock” w drugim akcie, uzupełniona o iluzje Chrisa Fishera, wynosi tę inscenizację ponad wszystko, co widzieliśmy do tej pory.

Rosalie Craig i Richard Fleeshman w Company. Fot.: Brinkhoff Mogenberg

Niezwykle precyzyjna orkiestra pod dyrekcją Joela Frama nadaje tej opowieści o miłości w wielkim mieście zawrotne tempo. Muzycy, usadowieni wysoko nad sceną, wykonują nowe orkiestracje Davida Cullena, idealnie dopełniając tę niesamowitą obsadę.

Należy docenić Stephena Sondheima za to, że pozwala współczesnym twórcom na nowo interpretować swoje dzieła. Dzięki temu jego praca nie jest statycznym zabytkiem, lecz żywym, ewoluującym organizmem.

Nie wszystkie zmiany okazują się strzałem w dziesiątkę, ale w całości to niezwykle świeże spojrzenie na musical, w którym zakochałem się wiele lat temu. Marianne Elliott stworzyła spektakl jedyny w swoim rodzaju i pozostaje mieć nadzieję, że utrzyma się on na afiszu dłużej niż zapowiadany, wyjątkowo krótki sezon. Czy możemy prosić o nagranie płytowe z tą obsadą?

REZERWUJ BILETY NA COMPANY

 

 

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS