Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: That Face, Orange Tree Theatre w Richmond ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Share

Tim Hochstrasser recenzuje sztukę Polly Stenham „That Face”, wystawianą obecnie w Orange Tree Theatre w Richmond.

Niamh Cusack w sztuce That Face. Fot. Johan Perrson That Face

Orange Tree Theatre, Richmond

3 gwiazdki

ZAREZERWUJ BILETY

Teatr Orange Tree wykonuje fantastyczną pracę, zamawiając nowe sztuki i przywracając do życia te, które popadły w zapomnienie. Nikt nie może powiedzieć, że twórczość Polly Stenham jako całości jest zaniedbana czy niedoceniana, jednak minęło piętnaście lat, odkąd jej przełomowy dramat – „That Face” – spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem krytyków w Royal Court. Warto zatem sprawdzić, jak broni się on w nowej inscenizacji. Niestety, mimo kilku znakomitych kreacji aktorskich, wciąż nie jestem w pełni przekonany.

Dramat przedstawia spektakularny rozpad rodziny, w której dostatek idzie w parze z całkowitą dysfunkcją. Ojciec, Hugh, makler pracujący w Hongkongu, porzucił bliskich jakiś czas temu dla drugiej żony i dziecka. Z byłą partnerką i dziećmi kontaktuje się wyłącznie poprzez przelewy finansowe, traktując pieniądze jako rozwiązanie wszystkich problemów. Tymczasem jego pierwsza żona, Martha, stoczyła się w spiralę uzależnienia od narkotyków i alkoholu do tego stopnia, że jej syn Henry musiał rzucić szkołę, by się nią opiekować – role rodzica i dziecka uległy tu całkowitemu odwróceniu. Młodsza córka, Mia, trzymała się na dystans, ale już na samym początku widzimy, jak stacza się w inny sposób. Wraz ze starszą koleżanką odurzają młodszą uczennicę podczas brutalnego rytuału w internacie, co kończy się wydaleniem Mii ze szkoły i powrotem Hugh do Anglii, by „naprawić” sytuację.

Akcja koncentruje się wokół prostego łóżka, które obraca się między scenami wraz z dodawaniem lub usuwaniem rekwizytów. Zaczyna jako schludne posłanie w szkolnym akademiku, by szybko stać się scenerią nędznej egzystencji Marthy, pełnej tabletek, alkoholu, papierosów i piętrzącego się brudu. Ten surowy projekt Eleanor Bull uzupełnia ostre, przeszywające oświetlenie Jamiego Platta, oparte na dwóch kolistych lampach jarzeniowych unoszących się nad sceną. Jak to zwykle w Orange Tree bywa, oprawa jest oszczędna i w pełni wykorzystuje cztery wejścia wynikające z układu sceny typu theatre-in-the-round.

Niamh Cusack, Kasper Hilton-Hille, Ruby Stokes i Dominic Mafham. Fot. Johan Perrson

Gra aktorska jest co najmniej dobra, a niektóre kreacje są wręcz wybitne. W centralnej, momentami potwornej roli zaburzonej Marthy, Niamh Cusack z prawdziwą werwą balansuje między nerwową energią, przymilną manipulacją, złośliwością a kłamliwym roztargnieniem. Starsze aktorki rzadko mają okazję grać tak złożone role, a ona w pełni wykorzystuje tę szansę. Równie imponujący są Kaspar Hilton-Hille i Ruby Stokes, oboje debiutujący na scenie. Hilton-Hille pojawia się w większości scen, desperacko próbując przywrócić ład w zrujnowanym świecie swojej matki. Dzięki niemu rozumiemy, dlaczego tak bardzo wzbrania się przed zakończeniem tego koszmaru i oddaniem matki pod opiekę specjalistyczną – oznaczałoby to bowiem, że wszystkie jego dotychczasowe poświęcenia straciły sens. Pod koniec wyraźnie czujemy, jaką cenę za posiadanie tak fatalnych rodziców zapłaciła jego własna stabilność psychiczna. Pod wieloma względami to on jest prawdziwą ofiarą. Stokes również daje precyzyjnie wyważony popis w roli, która wydaje się egoistyczna i niewrażliwa, a w rzeczywistości jest po prostu innym sposobem radzenia sobie w sytuacji bez wyjścia.

Pozostałe dwie role są niestety nieco słabiej zarysowane, co jest jednym z mankamentów sztuki. Starszą uczennicę Izzy gra z chłodną, deprymującą arogancją Sarita Gabony, ale po mocnym starcie postać ta nagle znika z akcji po przelotnym zbliżeniu z Henrym. Odwrotny problem dotyczy ojca, Hugh, który pojawia się zbyt późno, byśmy mogli w pełni poznać jego charakter – na jego przeszłych czynach spoczywa duży ciężar wyjaśniający fabułę, ale on sam dostaje mało czasu, by przedstawić swój punkt widzenia czy wyrazić skruchę. Dominic Mafham wyciąga z tego tekstu tyle, ile się da.

Ta sztuka to niezwykłe osiągnięcie jak na dziewiętnastoletnią autorkę. Ma jednak wyraźne wady. Oprócz problemu z balansem między postaciami, mamy tu po prostu zbyt dużo scen ekstremalnych z udziałem Marthy, mimo że aktorzy grają je porywająco. Ton całości cechuje nieubłagana intensywność elokwentnego, rodzinnego patroszenia emocjonalnego, któremu brakuje odpowiedniego rytmu i oddechu. Sugeruje to, że sztuka nigdy w pełni nie wyszła poza cień swoich oczywistych wzorców w twórczości Cowarda, Albee'ego czy Tennessee Williamsa.

That Face jest wystawiane w Orange Tree Theatre do 7 października 2023 r.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS