WIADOMOŚCI
RECENZJA: The Two Worlds Of Charlie F, Richmond Theatre ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
stephencollins
Share
The Two Worlds of Charlie F
Richmond Theatre, obecnie w trasie po Wielkiej Brytanii
19 marca 2014
4 gwiazdki
Powstało wiele sztuk o wojnie – o jej słuszności, niuansach, szczegółach i konsekwencjach. Niektóre radzą sobie z tym tematem lepiej, inne gorzej; Blackwatch był ostatnim dziełem, które naprawdę potrafiło zajrzeć pod skórę żołnierza elitarnej jednostki.
W Richmond Theatre gości właśnie inscenizacja Stephena Rayne’a „The Two Worlds of Charlie F” – nowa sztuka Owena Sheersa, która czerpie inspirację z autentycznych przeżyć żołnierzy służących w Afganistanie.
To nie jest sztuka o samej wojnie. To sztuka o żołnierzach – mężczyznach i kobietach, którzy z różnych powodów zaciągają się do armii, wyruszają na obce lądy, toczą walki, a potem muszą żyć ze wspomnieniami, doświadczeniami i, w wielu przypadkach, z urazami, które zmieniają życie na zawsze.
To spektakl przejmujący, niezwykły i odkrywczy. Tym bardziej, gdy uświadomimy sobie, że ponad połowa obsady to nie zawodowi aktorzy, lecz powracający z frontu weterani. Ożywiają oni własne wspomnienia, dzielą się swoim życiem i odsłaniają niezagojone rany, by uświadomić i wyedukować – a także dostarczyć przeżyć artystycznych – tym, którzy nigdy nie byli w strefie działań wojennych, pokazując, jak wygląda rzeczywistość po ostatecznym zdjęciu munduru.
Nie ma tu taniego sentymentalizmu ani łzawego grania na emocjach. Wręcz przeciwnie. Pod pewnymi względami brutalna szczerość tych występów jest trudna do zniesienia, ale traktowana jako całość, sztuka staje się wspaniałym świadectwem siły i poczucia humoru dremiącego w ludzkiej naturze.
Sztuka zaczyna się bezkompromisowo: ranny żołnierz krzyczy z bólu, zagubienia i strachu, przekonany, że trafił do niewoli, podczas gdy w rzeczywistości znajduje się w szpitalu polowym. Scena jest pełna napięcia, gwałtowna i niesamowicie poruszająca, zwłaszcza gdy akcja przenosi się kilka miesięcy później i spotykamy tego samego żołnierza na drodze do rekonwalescencji, już bez nogi. To tytułowy Charlie F, grany z niezwykłą swobodą przez Cassidy'ego Little'a. Trudno uwierzyć, że nie jest on aktorem z klasycznym wykształceniem.
Publiczność towarzyszy Charliemu w jego drodze – od momentu zaciągnięcia się do wojska po próbę pogodzenia się z nową rzeczywistością i walkę o akceptację życia po stracie kończyny w walce. To podróż niewygodna i konfrontacyjna, ale pełna humanizmu, ducha i nadziei. Nie brakuje tu też potężnych pokładów gniewu i grozy, ale spektakl nigdy nie uderza w fałszywe tony, nie osuwa się w melodramat ani farsę.
W produkcji znajdziemy wiele nadzwyczajnych scen i kreacji, z których niektóre zostaną ze mną na zawsze.
Stewart Hill gra majora Thomasa z precyzją i lodowatym spokojem – to lider idealny oraz mąż tęskniący za rodziną. Dopiero potem dowiadujemy się, że w rzeczywistości aktor doznał uszkodzenia mózgu w walce i stracił tzw. funkcje wykonawcze, czyli zdolność do produktywnego myślenia. A mimo to stoi na scenie, dając popis niesamowitej intensywności.
Jako strzelec Leroy Jenkins, Dan Shaw – po podwójnej amputacji – jest prawdziwym objawieniem. Scena, w której opisuje utratę nóg i powrót do punktu medycznego, to jeden z najmocniejszych momentów, jakie kiedykolwiek widziałem w teatrze. Shaw doskonale radzi sobie w pełnej skali emocji: jego wspólna scena z Charliem, gdy porównują kikuty nóg, jest zarówno autentycznie zabawna, jak i porażająco bezpośrednia.
Dwaj zawodowi aktorzy, Owen Oldroyd i Tom Colley, tworzą kolejny moment o czystej sile wyrazu. Colley rozbiera się do specjalnych spodenek ochronnych (zaprojektowanych, by chronić męskość przed wybuchem), a Oldroyd, metodycznie i beznamiętnie, demonstruje rodzaje obrażeń, jakich może spodziewać się żołnierz po wejściu na ładunek IED, zaznaczając je na ciele kolegi. Pod koniec pokazu ciało Colleya wyglądało jak obraz Pro Harta – całe w plamach i śladach. Nieme połączenie strachu i akceptacji u Colleya, zestawione z pewnością siebie Oldroyda, sprawiło, że scena była prawdziwie wstrząsająca.
Doskonałą robotę wykonują także Gareth Crabbe, Tomos Eames i Darren Swift. Colley imponuje przez cały spektakl – jego monolog o „różowej mgle” był tyleż przerażający, co fascynujący. Dzięki tym świetnym kreacjom zyskujemy jasny obraz tego, czym naprawdę jest żołnierski los.
Rewelacyjne są również kobiety w obsadzie, z których każda z wyczuciem wciela się w wiele ról. Nie było słabych ogniw, choć Miriam Cooper i Teri Ann Bobb-Baxter zrobiły na mnie szczególne wrażenie.
Co istotne, i co jest wielkim komplementem dla kunsztu zawodowych aktorów, to fakt, jak harmonijnie wszyscy ze sobą współpracują. Niemal niemożliwe jest odróżnienie, kto naprawdę walczył na froncie, a kto jedynie gra. Szczególnie Oldroyd bryluje w budowaniu tego poczucia wspólnoty, które jest kluczowe dla powodzenia spektaklu.
Zbyt łatwo przychodzi nam przyjmowanie poświęcenia żołnierzy za pewnik; te występy jasno pokazują, jak bardzo takie podejście jest błędne i samolubne.
Reżyseria Rayne’a jest pewna, a całość okazuje się jednocześnie trudna i wciągająca, chwytająca za serce i pełna werwy. Prosta scenografia Anthony’ego Lamble’a jest bardzo skuteczna, a choreografia Lily Phillips idealnie dopełnia i wzmacnia przekaz.
Jason Carr przygotował zachwycającą oprawę muzyczną. Proste, niemal naiwne melodie są bez wysiłku wplecione w to na wskroś męskie dzieło, służąc rozładowaniu napięcia, budowaniu jedności, a w niektórych przypadkach – jak w piosence o lekach – kontrastowaniu z grozą tekstu. Jednak prawdziwie upiorna była kompozycja o „przeżywaniu na nowo”, która dotyka dwóch kluczowych kwestii: tego, jak weterani wciąż wracają do traum oraz jak muszą uczyć się życia bez munduru. Magiczne.
Ludzie często pytają mnie, dlaczego chodzę do teatru tak często, jakby był to objaw szaleństwa. Być może tak jest, ale odpowiedź jest prosta: ponieważ co jakiś czas trafia się na taką nową sztukę, która udowadnia wartość, siłę i aktualność teatru, poszerzając przy tym nasze rozumienie świata.
Po raz kolejny twierdzę, że to coś, co powinno znaleźć się w programie National Theatre. Żywe, ważne, nowe pisarstwo i utalentowani wykonawcy. Pytanie, które należy zadać, brzmi: dlaczego National Theatre nie wspiera tak wyjątkowego wydarzenia?
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności