Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Unexpected Joy, Southwark Playhouse ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Sophie Adnitt

Udostępnij

Sophie Adnitt recenzuje Unexpected Joy – nowy musical Billa Russella i Janet Hood, który można obecnie oglądać w Southwark Playhouse.

Obsada Unexpected Joy. Fot. Pamela Raith Unexpected Joy Southwark Playhouse

Cztery gwiazdki

Zarezerwuj bilety Akcja musicalu Unexpected Joy rozgrywa się w Provincetown na Cape Cod i przedstawia tydzień z życia trzech pokoleń kobiet. Rachel, żona skrajnie prawicowego teleewangelisty, przyjeżdża z córką Tamarą z wizytą do babci (czy raczej „glam-my”) – gwiazdy popu z pokolenia baby boomers, Joy. Jako połowa duetu Joy i Jump (nieżyjący już ojciec Rachel), Joy była niegdyś wielką sensacją muzyczną, a obecnie planuje koncert upamiętniający pierwszą rocznicę śmierci Jumpa. Rachel od dawna nie akceptuje hipisowskiego stylu życia matki – palenia marihuany, udziału w feministycznych protestach, a przede wszystkim faktu, że Joy nigdy nie wyszła za jej ojca. Jednak podczas tej wizyty Joy ma do przekazania swojej konserwatywnej córce i zbuntowanej wnuczce pewną tajemnicę. W końcu bierze ślub. Z kobietą.

Janey Fullerlove (Joy), Kelly Sweeney (Tamara), Jodie Jacobs (Rachel) w Unexpected Joy. Fot. Pamela Raith

Libretto Billa Russella utrzymuje lekki ton, mimo potencjału na melodramat. Wszystkie cztery postaci są wielowymiarowe, dając się lubić (lub nie) w zależności od momentu. Choć poglądy Rachel są antagonistyczne, odświeżające jest to, że nie przedstawiono jej jako typowego czarnego charakteru – podobnie jak Joy nie jest pokazana jako nieomylna święta. Mimo skromnej obsady ani przez chwilę nie ma się wrażenia, że kogoś brakuje; świat zewnętrzny jest zarysowany wystarczająco wyraźnie. Nawet zespół pod kierownictwem Garetha Brethertona bierze udział w akcji jako muzycy Joy, witając Tamarę i Rachel chłodnymi, milczącymi skinieniami głów. Spektakl jest przy tym niesamowicie zabawny. Pełne napięcia milczenie między skłóconymi członkiniami rodziny jest przeciągane do granic możliwości, co sprawia, że widownia przez większość wieczoru wybucha śmiechem. Kilka trafnych, współczesnych nawiązań osadza akcję tu i teraz, a cały scenariusz jest ciepły i życiowy.

Melanie Marshall (Lou) i Janet Fullerlove (Joy) w Unexpected Joy. Fot. Pamela Raith

Prosta scenografia Verity Johnson pozwala na płynne zmiany czasu i miejsca akcji, a kilka cygańskich akcentów świetnie oddaje klimat retro w domu Joy. Ta prostota pozwala skupić całą uwagę na grze aktorskiej – a jest ona doprawdy znakomita.

Melanie Marshall jako Lou, aktywistka i narzeczona Joy, to komediowy majstersztyk. Otrzymała kilka wyjątkowo zabawnych kwestii i dysponuje potężnym głosem, który idealnie je dopełnia. Jej wykonanie She’s Got a Mind of Her Own to fantastyczne wprowadzenie postaci – pewnej siebie i świadomej swoich atutów. Jodie Jacobs to kolejny jasny punkt spektaklu; potrafi wzbudzić sympatię do surowej Rachel, zachwycając przy tym niesamowitym wokalem. Kelly Sweeney w swoim profesjonalnym debiucie dotrzymuje kroku starszym koleżankom jako córka Tamara. Janet Fullerlove w roli Joy jest przezabawna – zawieszona między młotem a kowadłem, od niechcenia skręca jointa w trakcie piosenki lub pojawia się na próbie z kacem po katastrofalnym wieczorze.

Janet Fullerlove jako Joy w Unexpected Joy. Fot. Pamela Raith Piosenki prezentują różny poziom; tytułowy utwór, pojawiający się najpierw jako duet, a potem w finale, wpada w ucho. Utwory duetu Joy i Jump świetnie oddają klimat lat 60. i eksponują głosy wykonawczyń. Piosenka Like a Good Girl autorstwa aspirującej młodej kompozytorki Tamary to wczesna perełka komediowa, urzekająca swoją zuchwałością. Jednak w momentach bardziej introspektywnych, gdy bohaterki wyśpiewują swoje myśli, proste rymy i podstawowe struktury utworów stają się zbyt widoczne. Numery wykonywane „koncertowo” sprawdzają się po prostu znacznie lepiej. Dodatkowo, jak na 100-minutowy spektakl, piosenek jest tu chyba odrobinę za dużo. Mimo to, całość jest ciepła i dowcipna, zgrabnie eksplorując dynamikę zmian pokoleniowych bez zbędnego patosu. Fakt, że historia skupia się wyłącznie na kobietach, jest ogromnym atutem – oglądanie relacji matek i córek na pierwszym planie to miła odmiana od opowieści o ojcach i synach. Finał pozostaje otwarty, ale niesie ze sobą nadzieję. Mimo drobnych niedociągnięć, Unexpected Joy to solidna pozycja w gatunku musicalu, która po lekkim dopracowaniu może stać się prawdziwym klejnotem.

BILETY NA UNEXPECTED JOY

 

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS