Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Broken Strings, Tabard Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Broken Strings

Tabard Theatre

7 września 2016

3 gwiazdki

Rezerwuj bilety

Delikatna introspekcja znana z refleksyjnych filmów Terence'a Daviesa o życiu klasy robotniczej sprzed lat spotyka się tu z potężnym, choć oszczędnym dramatem domowej tragedii w stylu Mike'a Leigh. Ta niezwykła hybryda to jednoaktowa sztuka autorstwa scenarzysty i reżysera, Joe Wenborne'a. Dzięki pięknej, realistycznej scenografii Mike'a Leopolda (znakomicie oświetlonej przez Adama Kinga) – precyzyjnemu i solidnemu zestawowi dekoracji, który pasowałby raczej do West Endu niż małego teatru fringe nad pubem – w ciągu zaledwie 80 minut obserwujemy godziny, miesiące i lata mijające dwójce zwyczajnych ludzi mierzących się ze skutkami emocjonalnego wstrząsu.

Na scenie pojawiają się jedynie Rose (Linda Clark) i David (Steven Arnold), jednak gdy mówią o nieobecnych, realizm ich kreacji – skłóconej teściowej i zięcia – sprawia, że niemal spodziewamy się, iż ich salon zaraz wypełni się domownikami. To tutaj podobieństwo do Mike'a Leigh jest najwyraźniejsze: solidna, prosta rzeczywistość ich świata wydaje się skrywać dziwne, ledwo uchwytne siły, które miotają nimi to w jedną, to w drugą stronę. Lata doświadczeń obojga aktorów przed kamerą grają tu kluczową rolę: to weterani „Coronation Street”, którzy poznali się w tamtejszym zespole i po mistrzowsku potrafią nakreślić dramat lokalnej katastrofy gestami tak drobnymi jak wzruszenie ramion czy subtelna zmiana intonacji. Jednocześnie ich bogate doświadczenie teatralne daje im pewność w kreowaniu postaci. Clark powraca do roli, nad którą pracowała warsztatowo sześć lat temu, prezentując ją teraz w sposób bardziej dojrzały i zdecydowany.

Świetnym i trafnym zabiegiem jest fakt, że tragiczne zdarzenie, na które oboje – każde na swój przekorny sposób – reagują, wydarzyło się poza sceną i zakończyło tuż przed rozpoczęciem akcji. Choć następuje po nim sporo klasycznej narracji, te zwyczajne wydarzenia nie ciekawią nas tak bardzo, jak sama obserwacja dwojga zranionych ludzi przeżywających przeciągającą się „falę uderzeniową” po minionej tragedii.

Oprócz dyskretnej reżyserii Wenborne stworzył dialogi, które nigdy nie stoją w miejscu: jego uwaga nieustannie przeskakuje od prostych, oszczędnych zdań do błyskotliwego humoru (z wieloma stylowymi zwrotami), przez płacz, śmiech, krzyki i milczenie. To postacie z natury małomówne, nienawykłe do roztrząsania uczuć. Przypadek jednak skazał ich na siebie, zmuszając do konfrontacji z różnymi nastrojami i artykułowania odpowiedzi na nie w sposób pozornie przypadkowy, pod wpływem chwili.

Sceny te są przeplatane – i tu wyraźnie widać nawiązanie do epickiej zwyczajności Terence'a Daviesa – kojącymi melodiami w stylu Music for Pleasure czy Radio 2, które pasują do akcji tak idealnie, jakby osobiście dobrał je Jimmy Young (za znakomity dźwięk odpowiada Peter Dyos). To, podobnie jak inne detale tej subtelnej i inteligentnej inscenizacji, przypomina nam, że świat, który oglądamy, już przeminął, jest domknięty i skończony. To, że nie chwytamy tej wiadomości od razu, jest fundamentalną częścią opowiadanej historii.

Dla niektórych ta sztuka może wydać się zbyt wyciszona. Jak zauważają sami twórcy, nie jest to wielkie, heroiczne widowisko ani skomplikowane studium psychologiczne rozbitych osobowości. To szczery portret rzeczywistości i – biorąc go takim, jakim jest – to jeden z najlepszych przykładów tego gatunku, jakie można zobaczyć w tym sezonie. Clark i Arnold grywali razem w pantomimach, i choć tutaj świat jest znacznie mroczniejszy i poważniejszy, wciąż napisany jest językiem archetypów i konwencji, tak jak większość naszych codziennych rozmów. Wenborne może nie dekonstruuje swojego materiału w sposób analityczny, ale przedstawia go bezpośrednio, szczerze i z wielką wrażliwością.

Przede wszystkim jest to dramat, który mógłby przydarzyć się każdemu: codzienna natura tej historii jest jej racją bytu. Choć sztuka nie krzyczy o uwagę i nie mami nas tanimi chwytami, kilka godzin po wyjściu z teatru poczujecie, że jej łagodna, ale przejrzysta obecność wciąż w was tkwi, rzucając nieco światła na wielkie tajemnice życia i śmierci, miłości i nienawiści, nadziei i rozpaczy.

Spektakl Broken Strings można oglądać w Tabard Theatre do 24 września 2016

REZERWUJ BILETY NA BROKEN STRINGS W TABARD THEATRE

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS