Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Elf, Dominion Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Daniel Coleman-Cooke

Udostępnij

Elf: The Musical

Dominion Theatre

4 listopada 2015

3 gwiazdki

Zarezerwuj bilety Mówi się, że Boże Narodzenie zaczyna się z każdym rokiem coraz wcześniej i każdy, kto odwiedził ostatnio Dominion Theatre, musiałby przyznać temu rację. Podczas gdy w całej stolicy przygotowywane są już fajerwerki, w tym tygodniu w powietrzu unosił się zupełnie inny rodzaj świątecznego nastroju, a wszystko to za sprawą Elf the Musical.

Wydaje mi się, że należę do tej nielicznej grupy ludzi, którzy nigdy nie widzieli oryginalnego filmu, więc nie bardzo wiedziałem, czego się spodziewać. Choć docierały do mnie pozytywne głosy o produkcji z Broadwayu, krótka zapowiedź spektaklu podczas zeszłomiesięcznego koncertu West End Heroes pozostawiła mnie raczej obojętnym (i to bynajmniej nie w mroźnym, świątecznym stylu).

Historia skupia się na Buddy’m – człowieku wychowanym w świecie elfów. Kiedy odkrywa on, że nie pasuje do Bieguna Północnego, wyrusza do Nowego Jorku, by odnaleźć swoją prawdziwą rodzinę, która oczywiście uznaje go za szaleńca. Produkcja śledzi losy sympatycznego Buddy’ego, który uczy się życia w wielkim mieście, podejmuje pracę, zakochuje się i bywa kompletnie zdezorientowany ludzkimi zwyczajami.

Choć sam scenariusz nie jest niczym nowym, Elf to niezwykle ciepła opowieść, pełna wzruszających wzlotów i upadków. Poza oczywistym morałem, sztuka w błyskotliwy sposób punktuje życie w metropolii i ukazuje, jak kuriozalne potrafią być niektóre absurdy miejskiej egzystencji.

Warstwa muzyczna była poprawna i nastrojowa, lecz raczej mało odkrywcza. Znalazło się kilka mocniejszych momentów; „World’s Greatest Dad” to energetyczny, zabawny utwór, który powraca później w bardzo udanej repryzie. Piosenka „Buddy the Elf” również wpada w ucho, choć jej tekst nie jest szczególnie porywający – stanowi w zasadzie streszczenie dotychczasowej akcji.

Najmocniejszym punktem wieczoru jest Ben Forster w roli Buddy’ego; to popisowa kreacja, dzięki której publiczność je mu z ręki. Dysponuje on nie tylko fantastycznym, pięciogwiazdkowym głosem, ale jest też niesamowicie czarujący i zabawny. Potrafi połączyć naiwność i niewinność swojej postaci z głębią i wewnętrzną determinacją; to może być jedna z najlepszych ról musicalowych, jakie widziałem w tym roku.

Kimberley Walsh wypadła nieco mniej przekonująco jako Jovie, wybranka serca Buddy’ego. Choć jej umiejętności wokalne są bezsporne, w grze aktorskiej zabrakło magnetyzmu niezbędnego do pełnego ożywienia tej roli. Postać wydawała się nieco zbyt pospolita i jednowymiarowa – chwilami miało się wrażenie, że Buddy zasługuje na kogoś z większą iskrą.

W pozostałej obsadzie Graham Lappin świetnie sobie radzi w komediowej roli kierownika sklepu, próbującego okiełznać niezwykłego pracownika. Joe McGann był idealnie gburowaty jako ojciec Buddy’ego, Walter Hobbs, choć w jego głosie pobrzmiewała nieco zbyt chropowata nuta.

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS