Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Musical I Sing!, Drayton Arms ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Daniel Coleman-Cooke

Udostępnij

I Sing!

4 gwiazdki

The Drayton Arms

14 lipca 2015

Muszę przyznać, że poczułem lekki niepokój, czytając streszczenie musicalu „I Sing!”, granego obecnie w The Drayton Arms. „Musical o wchodzeniu w dorosłość w Nowym Jorku... skupiający się na piątce ludzi odkrywających siebie, miłość, stratę, seks i przyjaźń”. Od razu miałem przed oczami wizję „Przyjaciół: Musicalu” z radosną ścieżką dźwiękową pełną piosenek o tym, jak wspaniałą paczką są wszyscy dokoła.

Na szczęście „I Sing!” sięga znacznie głębiej, oferując błyskotliwy i pochłaniający wieczór. Partytura Eli’ego Bolina jest wzniosła i emocjonalna, a zręcznie wspierają ją wpadające w ucho i zapadające w pamięć teksty Sama Formana.

Sztuka początkowo skupia się na Nicky’m (Steffan Lloyd-Evans) i Heidi (Malindi Freeman) – pozornie idealnej parze, której związek powoli się rozpada. To, co następuje później, przypomina bardziej miłosny pięciokąt niż trójkąt, gdy cała piątka bohaterów zakochuje się i odkochuje w sobie nawzajem, zmagając się z prawdziwymi uczuciami.

Lloyd-Evans i Freeman to wyjątkowo silni wykonawcy, a ich wspólne sceny należą do najlepszych w całym spektaklu. Przystojny Lloyd-Evans jest przekonujący i uroczy jako Nicky, a do tego dysponuje potężnym głosem o imponującej skali górnych rejestrów. Otrzymał do wyśpiewania kilka wspaniałych ballad (jak miło, że dla odmiany to mężczyzna śpiewa smutny numer o samotności!) i jest całkowicie wiarygodny jako człowiek rozdarty między dwiema kobietami.

Malindi Freeman jest prawdopodobnie najmniej doświadczoną osobą w obsadzie, ale daje jeden z najmocniejszych popisów. Jej wykonania „Daddy’s Girl” (sprytnie umieszczone po jednym w każdej połowie, o bardzo różnych znaczeniach) wycisnęły łzę z oka, pokazując głęboką wrażliwość emocjonalną aktorki. Pepper w wykonaniu Eleanor Sanders jest uderzająco zmysłowa i seksowna, gdy tego wymaga rola – jej głos w niektórych numerach przypominał mi o dziwo lalkę Lucy z „Avenue Q”! Jednak Sanders ukazuje też prawdziwą kruchość, która sprawia, że jej postać wychodzi poza karykaturę w stylu „Seksu w wielkim mieście”. Posiada ona soulowy i mocny głos, który świetnie wykorzystuje w genialnym utworze z drugiej połowy – „Starting Over”.

Pozostałe dwie postacie wywarły nieco mniejszy wpływ, mimo energicznych występów. Dziwny i neurotyczny Alan, grany przez Daniela Macka Shanda, został obarczony dość kiepską solówką w „What Alan Likes” (rzadki słaby punkt partytury), choć aktor wygląda na bardziej swobodnego w drugiej części, gdy jego bohater ma kilka głębszych scen. Louis Westwood jako zdezorientowany seksualnie Charlie dysponuje wspaniałym głosem, ale postać jest albo tak napisana, albo zagrana (trudno orzec), że wydaje się odrobinę zbyt pretensjonalna, zwłaszcza w porównaniu z innymi, bardziej niuansowanymi rolami. Sztuka powstała ponad dwadzieścia lat temu i Charlie trąci nieco stereotypowym, przerysowanym gejem z sitcomów lat 90. – niby bawi, ale bywa jednowymiarowy.

Reżyser Glenn Gaunt wyciska wszystko, co się da z minimalistycznej scenografii, serwując nam m.in. rozkosznie niegrzeczny początek drugiej części (dwie symultaniczne sceny seksu z towarzyszącymi im harmoniami – raczej nie zabierajcie na to rodziców!). Jakość dźwięku, często będąca bolączką produkcji w teatrach pubowych, była fantastyczna, a nieużywająca mikrofonów obsada spisała się genialnie pod względem dykcji i emisji głosu. Daniel Jarvis był prawdziwym maestrem przy pianinie, zapewniając mocny akompaniament dla tej w całości śpiewanej partytury.

Historia londyńskiego wznowienia „I Sing!” jest urocza – producent Jason Rodger zachwycił się oryginalną ścieżką dźwiękową i skontaktował się z autorami z pytaniem o możliwość wystawienia spektaklu w Londynie. Twórcy spytali Jasona, czy sam nie chciałby spróbować, a owoc tego wyzwania możemy teraz oglądać w pubie w South Kensington. Autorzy oryginału mogą być dumni; „I Sing!” to wspaniałe widowisko ze świetną obsadą, które zasługuje na dłuższy żywot niż zaplanowany tydzień.

Spektakl „I Sing!” jest grany w The Drayton Arms do 21 lipca 2015 roku.

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS