Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Kill Me Now, Park Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Jack McMullen, Greg Wise i Charlotte Harwood w sztuce Kill Me Now. Fot.: Marilyn Kingwill Kill Me Now

Park Street Theatre

27 lutego 2015

4 gwiazdki

Ojciec jest wysoki, umięśniony, amerykański. Sprawny. Syn nie jest niski, jest wychudzony, a jego ciało jest okaleczone. Jego dłonie są poskręcane i praktycznie bezużyteczne przy precyzyjnych czynnościach. Nogi są wygięte i nie utrzymują ciężaru ciała; chłopak nie może chodzić. Jego twarz wykrzywia się pod nienaturalnymi kątami, usta mają dziwny kształt na skądinąd przystojnej buzi.

Ojciec kąpie syna. Obaj czują się niezręcznie, ale z różnych powodów. Syn, ponieważ zaczęło się dojrzewanie, a on nie panuje nad swoim penisem; ojciec, ponieważ czuje skrępowanie syna. Kąpał go niemal przez całe życie, lecz nagle stało się to krępujące. Syn narzeka na ból pośladka. Ojciec obiecuje nałożyć kojącą maść po kąpieli. Tata myje narządy płciowe. Nagle pojawia się nowa obecność. Erekcja.

Później ojciec opowiada o tym momencie rodzicielskiej męki swojej kochance – mężatce z nieobecnym mężem i dwójką zdrowych synów. Z uderzającym spokojem sugeruje ona, by tata przyniósł synowi ulgę. Nic dziwnego, że ojciec jest oszołomiony. Ona jednak jest nieugięta. Chłopak potrzebuje rozładowania. Gdyby to był jej syn w podobnej sytuacji i gdyby był gejem, ona by mu pomogła; gdyby był heteroseksualny, kazałaby to zrobić ojcu. W ten sposób nie byłoby mowy o podtekście miłosnym. Oczy ojca rozszerzają się ze zdumienia.

Podobnie jak oczy każdej osoby na widowni.

Oto spektakl Brahama Murraya oparty na dramacie Brada Frasera pt. Kill Me Now, celebrujący swoją europejską premierę w Park Theatre. To dramat domowy, tak bolesny i osobisty, jak to tylko możliwe. Porusza ciężkie tematy: od pytań o normalność, przez cudzołóstwo, odpowiedzialność rodzicielską i obowiązek synowski, po granice opieki domowej nad niepełnosprawnymi, prostytucję i eutanazję. Przez cały czas pozostaje jednak osadzony w bólu i radości jednej wielopokoleniowej rodziny.

Nie ma wątpliwości: to sztuka, która otwiera oczy. Podchodzi do trudnych, wręcz tabuizowanych tematów z niezachwianą szczerością. Gdy rodzina o niefortunnym nazwisku Sturdy (z ang. Krzepcy) mierzy się z przytłaczającymi zawirowaniami losu – z taką godnością, napięciem, współczuciem i gniewem, jakich można oczekiwać od małej komórki społecznej – każdy cios wydaje się straszliwy, ale nieunikniony, a wspólne rozwiązanie problemów coraz trudniejsze do wypracowania. Jednak miłość i humor, które ich ranią i jednocześnie spajają, pozwalają na rozwiązanie zarazem czułe, jak i druzgocące.

Fraser pisze oszczędne, realistyczne dialogi, które trafiają w samo sedno postaci i sytuacji. Tekst bywa brutalny, miejscami szalenie szczery i autentycznie zabawny przez cały czas trwania. Niektóre fragmenty nieco się dłużą, a w całym tym tyglu poruszono może o jeden problem za dużo, ale ogólnie jest to imponujące dzieło, które odważa się kroczyć rzadko uczęszczanymi ścieżkami.

Postaci, które tworzy, są zaskakujące i angażujące.

Greg Wise, powracający na scenę po długiej przerwie, robi ogromne wrażenie jako samotny rodzic, dający z siebie wszystko, by chronić i pielęgnować niepełnosprawnego syna. Najlepszy jest w momentach najgłębszej intymności i cichego cierpienia. Sceny z tajemną kochanką pełne są powściągliwości i szczerości, stanowiąc świetny kontrast dla pełnych napięcia i irytacji (choć podszytych stałym uczuciem) relacji z siostrą robiącą karierę w korporacyjnym świecie.

Jednak to w scenach z synem Joeyem Wise pokazuje kunszt aktorski. Już od otwierającej sekwencji kąpieli Wise buduje wyraźną więź z Joeyem granym przez Olivera Grooma. Poczucie dożywotniego oddania jest wręcz namacalne. Na tej bazie duet tworzy momenty bolesnej, niemal niewyobrażalnej szczerości. Scena, w której Joey wściekle domaga się od ojca i ciotki rozmowy o eutanazji, mrozi krew w żyłach – głównie dlatego, że Wise stworzył postać ojca całkowicie realnego, omylnego i ludzkiego.

Oliver Groom to utalentowany i dbający o detal wykonawca, co w pełni udowadnia jego rola Joeya – fizycznie bezradnego, ale umysłowo błyskotliwego. Odważnie i brawurowo oddaje tej roli całe swoje ciało; bez mrugnięcia okiem tworzy fizyczną charakterystykę postaci, łącząc ją z inteligentnymi, ekspresyjnymi oczami, które nieustannie się komunikują, oraz sprytną gimnastyką wokalną. Mimo ograniczeń wynikających z wady wymowy Joeya, aktor przez cały czas oddaje barwę, znaczenie i głębię tekstu. Jest przy tym diabelnie zabawny.

Groom kreśli intensywny, głęboko przeżyty i kompletny portret niepełnosprawności. Od radości po furię – jego Joey jest zdolny do wszystkiego i gotowy na wszystko. Jest w pełni obecny w każdej sekundzie i całkowicie przekonujący – szczególnie dobrze ukazuje drogę Joeya od targanego hormonami nastolatka do młodego mężczyzny. Niezależnie od tego, co sądzicie o życiu z niepełnosprawnością, występ Grooma będzie dla Was lekcją pokory.

Jako Rowdy Akers – niepełnosprawny intelektualnie przyjaciel Joeya, którego apetyt na życie, zabawę i seks nie ma sobie równych – Jack McMullen jest prawdziwym tornadem świeżej, bezpretensjonalnej radości. Nawiązuje naturalną relację z Joeyem, która wypada niesamowicie wiarygodnie, i pokazuje, jak miłość i opieka ze strony taty i ciotki Joeya wzbogacają jego życie. McMullen jest niezmiennie czarujący i zabawny, ale z uwagą szkicuje też desperacką potrzebę rodziny u Rowdy'ego. Kolejna bogata i dopracowana kreacja aktorska.

Charlotte Harwood ma trudne zadanie jako ciotka Twyla – kobieta, która oddaje tyle życia i energii Joeyowi i bratu, że niewiele zostaje jej na własne przyjemności. W grze Harwood czuć potężne zmęczenie życiem poświęconym pracy i rodzinnym obowiązkom, ale nie ma w niej cienia goryczy. Jej ucieczki w alkoholizm i seksualne przygody są wyważone, a aktorka wnosi prawdziwą równowagę w dynamikę domu Sturdych, gdzie jest stałym gościem.

Jako tajemna kochanka ojca, Anna Wilson-Jones wnosi w życie mężczyzn Sturdy ciepło – zarówno to praktyczne, jak i zmysłowe. Jej sceny z ojcem, Jake'em, są pięknie poprowadzone; wstyd związany z cudzołóstwem miesza się tu z przyjemnością prawdziwego porozumienia i wspólną romantyczną potrzebą. Później, gdy zaczyna budować relację z Joeyem, Wilson-Jones jest urzekająca: widzimy ją oczami Joeya, znając ją już przez pryzmat Jake'a. To subtelna rola pełna wielkiej tkliwości i współczucia.

Nie ma wątpliwości, że ta sztuka mogłaby osunąć się w tani sentymentalizm, ale reżyser Braham Murray pilnuje, by miarą spektaklu była autentyczność. Nie oznacza to, że inscenizacja nie porusza – porusza i to bardzo. Jest jednak również wstrząsająca i zawiera dwie z najbardziej konfrontacyjnych scen, jakie kiedykolwiek widziałem w teatrze. Claritas, z jaką Murray prowadzi każdą relację i meander fabuły, zapewnia całkowite zaangażowanie widza. Publiczność trwa w napięciu, oszołomieniu i podziwie.

Park Theatre to przestrzeń niezwykle plastyczna, co projekt Juliet Shillingford w pełni wykorzystuje. Sprytnie ustawiono scenę w układzie „in the round” (choć właściwie w kwadracie), dzięki czemu widz ma wrażenie bycia częścią życia rodziny Sturdych. Surowe, betonowe ściany sugerują brud i pewnego rodzaju więzienie, a poszczególne meble z łatwością definiują kolejne miejsca akcji. Oświetlenie Chrisa Daveya jest skrupulatne, delikatnie sugeruje nastrój i celnie punktuje grę aktorów. Muzyka Tayo Akinbode jest równie naturalnie zintegrowana, sugestywna i idealnie dobrana.

To wspaniała, wrażliwa produkcja ważnej sztuki, która odważnie wkracza tam, gdzie mało który dramat wcześniej się zapuszczał. Skupienie na komunikacji i ludzkich potrzebach tworzy teatr trudny i konfrontacyjny. Ostatecznie jednak ciepło i duch utalentowanych wykonawców sprawiają, że doświadczenie to jest afirmujące życie i niezwykle wartościowe.

Spektakl Kill Me Now można oglądać w Park Theatre do 29 marca

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS