WIADOMOŚCI
RECENZJA: Chłopcy z paczki (The Boys In The Band), Netflix ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
pauldavies
Share
Paul T Davies recenzuje filmową adaptację sztuki Marta Crowleya „The Boys in the Band”, którą można już obejrzeć na platformie Netflix.
The Boys In The Band The Boys in the Band.
Dostępne już na Netflixie.
5 gwiazdek
Droga sztuki Marta Crowleya na platformę Netflix była niezwykle fascynująca. Premiera off-Broadway w 1968 roku była przełomowa – tekst ukazywał życie gejów w sposób błyskotliwy i cięty, portretując grupę mężczyzn zmagających się z opresją społeczną, jak i wewnętrzną. W 1970 roku powstał film, jednak z czasem sztuka straciła na popularności. W miarę walki o równe prawa, społeczność gejowska zaczęła odcinać się od tych bohaterów; w dobie kryzysu AIDS aktywiści nie chcieli promować takiego wizerunku (zjadliwy humor, kamp, nienawiść do samego siebie i godzenie się na rolę pariasów). Dziś młodsze pokolenie mówi: „tak, tacy bywamy”, a popularność formatów typu „RuPaul’s Drag Race” skutecznie ucięła tę dyskusję. Tekst powoli wracał do łask dzięki wznowieniom off-broadwayowskim oraz świetnej inscenizacji w Park Theatre w 2016 roku z Markiem Gatissem w roli Harolda. Obecny film to produkcja Joe Mantello przygotowana na 50-lecie sztuki, która w 2018 roku podbiła Broadway z całkowicie queerową obsadą, zdobywając nagrodę Tony dla najlepszego wznowienia sztuki w 2019 roku.
Założenie jest proste. Michael urządza przyjęcie urodzinowe dla swojego „uroczego wroga”, Harolda. Nagłe pojawienie się Alana – dawnego współlokatora ze studiów, prawdopodobnie ukrytego geja w separacji z żoną – staje się katalizatorem dla hektolitrów alkoholu i napiętej gry towarzyskiej. Pijany Michael rzuca wyzwanie: każdy ma zadzwonić do osoby, którą kiedykolwiek kochał, by wyznać jej uczucia. Jim Parsons jest fenomenalny jako Michael – początkowo wydaje się filarem grupy, by szybko przeistoczyć się w agresywnego pijaka, który z pasją przelewa własną nienawiść na otoczenie. Zachary Quinto od pierwszej sekundy zachwyca jako Harold – nigdy nie podnosi głosu powyżej sarkastycznego pomruku, jest odurzony, a jednak wykazuje się porażającą spostrzegawczością w kwestii dynamiki grupy. Zespół aktorski, dotarty miesiącami występów na Broadwayu, współpracuje bezbłędnie – nie ma tu słabych ogniw. Robin de Jesus kradnie każdą scenę jako kampowy i dowcipny Emory, Tuc Watkins jest znakomity jako powściągliwy Hank, Charlie Carver bawi do łez jako nierozgarnięty Cowboy (który miał być „Nocnym kowbojem”, ale przybył za wcześnie), a Brian Hutchinson nadaje postaci Alana głębię i przekonujące zagubienie, pozostawiając widzom pole do interpretacji jego orientacji.
Sztuka tego typu zawsze zdradza swoje kameralne, teatralne korzenie, ale Mantello sprytnie ją „otwiera” za pomocą retrospekcji w scenach gry telefonicznej, świetnych montaży otwierających i zamykających film oraz pokazania bohaterów w ich bańce na tle tętniącego życia Manhattanu. Słyszałem opinie, że to gejowska wersja „Kto się boi Virginii Woolf?” i faktycznie, w kwestii pijaństwa i okrutnych gier istnieje silna korelacja. To także oczywisty wzorzec dla klasyka Kevina Elyota z 1994 roku, „My Night with Reg”. Ta produkcja nadaje sztuce wyrazistości i stanowi pięknie odtworzoną kapsułę czasu z okresu, gdy ci mężczyźni mogli trafić do więzienia za swoje życie – co niestety wciąż dotyczy wielu osób LGBTQ+ na świecie. Wygląda na to, że nadszedł właściwy czas dla tego tytułu; stanowi on cenny wkład w bibliotekę treści LGBTQ+ Netflixa. I szczerze cieszę się, że ten „tort został na deszczu”...
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności