Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Cardinal, Southwark Playhouse ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Stephen Boxer i Natalie Simpson w sztuce „Kardynał” (The Cardinal). The Cardinal

Southwark Playhouse,

piątek, 28 kwietnia 2017

3 gwiazdki

Zarezerwuj teraz

W ostatnich latach, noszących znamiona schyłku pewnej epoki (fin-de-royaume), obserwujemy powrót zainteresowania ponurymi, krwawymi i pełnymi cynizmu dramatami epok jakobińskiej i karolińskiej. Współczesna widownia tłumnie ściąga na sztuki Webstera czy Forda, chłonąc bezlitosne portrety amoralnych postaci uwikłanych w toksyczne relacje oparte na wzajemnej autodestrukcji. Można to interpretować na różne sposoby, ale jeśli obawialiście się, że dyrektorom teatrów zabraknie podobnego repertuaru, możecie być spokojni – zapasy są spore.

W Southwark Playhouse – tej niezwykle prężnej „kuźni talentów” przy Newington Causeway – możemy teraz poznać kolejne nazwisko z listy mistrzów tragedii zemsty: Jamesa Shirleya. Jego „Kardynał” doczekał się udanego wznowienia na kameralnej scenie Little space. Sztuka ta była niemal łabędzim śpiewem krwawej mody; powstała w 1641 roku, tuż przed wybuchem wulkanu, jakim była angielska wojna domowa między Parlamentem a Koroną. Co więcej, ukryte katolickie sympatie autora przebijają przez każde słowo tego portretu makiawelicznych intryg szarej eminencji rzymskiego Kościoła w Hiszpanii.

Rosie Wyatt, Natalie Simpson i Sophia Carr-Gomm w spektaklu „Kardynał”

Reżyser Justin Audibert zaprosił do tej niewielkiej przestrzeni znakomitą ekipę jedenastu aktorów, wybierając wyłącznie najlepszych – fachowców związanych z RSC, National Theatre i innymi prestiżowymi scenami. Oglądanie ich to czysta przyjemność. Stephen Boxer w roli tytułowej bawi się wybornie, kreując postać dworzanina Bożego. Natalie Simpson jako płoche, a zarazem drapieżne wcielenie femme fatale – księżna Rosaura – wypada znakomicie. Jej dylemat dotyczący drugiego męża rozgrywa się między tragicznym romantykiem Alvarezem (Marcus Griffiths) a gburowatym mordercą, przypominającym Bosolę – Columbo (Jay Sieghal). Timothy Speyer jako Antonio sprawnie pilnuje porządku w „żywiołowym” domostwie jej miłości, a Ashley Cook wnosi wiele uroku jako rozmarzony i oderwany od rzeczywistości król Nawarry (wszelkie podobieństwo do ówczesnego brytyjskiego suwerena było z pewnością celowe i złośliwe).

To fascynujący okres w angielskiej literaturze i sztuce. Teatr stał wówczas na progu stania się narzędziem społecznego komentarza i krytyki. Nic dziwnego, że Cromwell zamknął go natychmiast po dojściu do władzy (choć, jak to bywa z potężnymi psujami, sam nie odmawiał sobie prywatnych pokazów). Gdy jednak on i jego system odeszli w niepamięć, teatry otwarto ponownie, a świat oszalał na punkcie wolności słowa, jakiej wcześniej nie znano. Sztuka Shirleya chwyta właśnie ten moment napięcia – gdy autor (tu u schyłku kariery) próbuje zerwać tradycyjne pęta. Precyzyjnie poprowadzona, skondensowana fabuła skupiona na głównym wątku zwiastuje już intensywność nadchodzącej Restauracji. Shirley unika też pompatycznych przemów na rzecz bardziej stonowanych, intymnych i prostszych interakcji między postaciami.

Marcus Griffiths i Natalie Simpson w „Kardynale”

Język Shirleya jest pod silnym wpływem ówczesnej mody na zapożyczenia. Całe fragmenty dialogów są niemal żywcem wyjęte z innych dramatów. Kiedy para kochanków spiskuje w sprawie morderstwa, słyszymy echa Beatrycze i Benedykta z „Wiele hałasu o nic”, którzy w jednej chwili wyznają sobie miłość i planują zgubę Claudia. To zabieg celny, choć dla widza wyczulonego na te odniesienia może brzmieć osobliwie. Większość przeciętnych bywalców teatrów zapewne jednak tego nie zauważy, co w niczym nie przeszkadza w odbiorze widowiska.

Tłoczna scena nie zostawia wiele miejsca na dekoracje, więc Anna Reid postawiła na prostotę – kadzielnica, pojedynczy schód, szara ściana i płyty przypominające posadzkę katedry. Peter Harrison oszczędnie to oświetla. Kostiumy (pod nadzorem Ellen Ray de Castro) prezentują się okazale, a efekty dźwiękowe Maxa Pappenheima sprytnie budują złudzenie ogromnej, odbijającej echo przestrzeni, by po chwili znów zamknąć nas w kameralnym kręgu. Sceny walk w choreografii Breta Younta są imponujące, a popisy szermiercze w drugim akcie budzą szczery podziw.

James Shirley może nie należy do grona absolutnie najwybitniejszych dramatopisarzy w historii tego kraju, ale z pewnością nie jest też najgorszy, a „Kardynał” to prawdopodobnie jego najlepsze dzieło. Sztuka ta powraca w czasach niepewności narodowej, pod pewnymi względami podobnej do tej, w której powstała. Poprzez metaforę walki o władzę doczesną i duchową wciąż ma nam coś ciekawego do powiedzenia. Ostatnie wersy – po prostu poczekajcie, aż je usłyszycie – sprawią, że wyjdziecie z teatru przekonani o jego racji.

Fot. Mitzi de Margary

KUP BILETY NA „THE CARDINAL” W SOUTHWARK PLAYHOUSE

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS