WIADOMOŚCI
RECENZJA: The Chemsex Monologues, King’s Head Theatre ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
pauldavies
Udostępnij
The Chemsex Monologues.
King’s Head Theatre.
23 marca 2017
4 gwiazdki
W końcu społeczność gejowska zaczyna głośno mówić o zjawisku chemseksu, które – szczególnie w Londynie – niszczy i odbiera życie na skalę porównywalną z epidemią AIDS w latach 80. Dzięki znakomitej książce Matthew Todda „Straight Jacket”, badającej ten problem, oraz licznym artykułom o samotności gejów, powraca kluczowe pytanie: dlaczego w społeczeństwie, w którym „wychodzenie z szafy” przestaje być koniecznością i panuje większa równość, tak wielu z nas wciąż czuje się odizolowanych i miewa myśli samobójcze? Pojawienie się na scenie metamfetaminy i „tiny” ma druzgocące skutki.
Patrick Cash to świetny autor, a to uzupełnienie jego „HIV Monologues” utrzymane jest w podobnym stylu: monologi są bezpośrednie, odważne, szczere i wolne od oceniania. Spektakl odnosi sukces dzięki silnym rysom postaci i doskonałej obsadzie, która pod okiem reżysera Luke'a Daviesa tworzy wielowymiarowych, ułomnych, a zarazem budzących empatię bohaterów. Cash wychodzi poza powierzchowne etykiety „twinka”, „ćpuna” czy „dziwki”, docierając do samego sedna nagiego wstydu i osamotnienia. Nieprzypadkowo w tle słyszymy utwór Queen „Someone To Love”.
Obsada błyszczy. Narrator (Kane Surry) umiejętnie nadaje spektaklowi ramy, wprowadzając nas w nocne życie i spotkanie z seksownym chłopakiem, który odkrywa przed nim uroki G. Surry po mistrzowsku oddaje buzujące pod spodem napięcie, młodą naiwność chłopaka i cichą rozpacz. Ponowne spotkanie tych dwóch bohaterów w finale, w zupełnie innych okolicznościach – gdy trzeźwy już narrator próbuje pomóc chłopcu – porusza do głębi. Denholm Spurr jako „Bezimienny chłopak” jest magnetyczny i bezbronny zarazem; widzi otaczające go zniszczenie, ale nie potrafi przestać imprezować. Przejmujący jest fakt, że niemal wszyscy bohaterowie tkwią w tym świecie tylko dlatego, że czują, iż nie mają dokąd pójść.
Charly Flyte wnosi do spektaklu ciepło i humor jako Cath, „fag hag”, która ląduje na domówkach (chill outach) ze swoim najlepszym przyjacielem, odkrywając, że teraz liczy się tylko seks, a jej kompan marnieje w oczach przez uzależnienie. Nie przeszkadza jej to jednak w prowadzeniu własnego klubu – to ciekawa, dobrze zagrana komplikacja charakteru. Choć Cath nie jest postacią stereotypową, odniosłem wrażenie, że poświęcenie jej nieco więcej czasu pozwoliłoby jeszcze pełniej rozwinąć tę postać.
Najjaśniejszym punktem jest jednak Matthew Hodson jako Daniel, pracownik poradni zdrowia seksualnego. To popis kampowego humoru, ale i niezwykle wzruszająca kreacja. Jeśli tematyka sztuki wydaje się komuś zbyt ciężka czy mroczna, to właśnie postać Daniela rozładowuje atmosferę, nie odbierając przy tym problemowi powagi. Jego wizyta na sex party, podyktowana czystą samotnością, jest opisana w sposób celny i komiczny, ale jego monolog kończy się próbą ratowania Bezimiennego, podczas gdy za oknem rusza właśnie parada Pride.
To właśnie to wymieszanie dumy i wstydu Cash oddaje bezbłędnie. To produkcja dająca do myślenia, stanowiąca sugestywny i cenny punkt wyjścia do poważnej dyskusji oraz realnych zmian. Oglądanie tego spektaklu w historycznym i tętniącym życiem King’s Head Theatre – miejscu idealnym dla takich sztuk, które należy doceniać i chronić – było prawdziwym przywilejem.
REZERWUJ BILETY NA THE CHEMSEX MONOLOGUES
Udostępnij artykuł:
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności