WIADOMOŚCI
RECENZJA: Kolor purpury (The Color Purple) online z Curve Leicester ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
rayrackham
Share
Ray Rackham recenzuje produkcję musicalu Kolor purpury (The Color Purple at home), którą online zaprezentował teatr Curve z Leicester.
Obsada musicalu Kolor purpury. Zdjęcie: Pamela Raith
Kolor purpury (The Color Purple at home)
Streaming online
Curve Leicester
5 gwiazdek
Szereg pionowych świateł scenicznych góruje nad grupą świadków, którzy w porywającej harmonii obnażają przeszłość, o której świat chciałby zapomnieć, w spektakularnie aktualnym musicalu Marshy Norman, Brendy Russell, Allee Willis i Stephena Braya – „Kolor purpury”. Jest niedzielny poranek, a zespół zamieszkujący ten świat uświadamia nam, gdzie i dlaczego się znaleźliśmy. Wiemy, że to będzie historia Celie (T’Shan Williams w majestatycznej, przykuwającej uwagę kreacji). Wiemy, że zespół po mistrzowsku przeprowadzi nas przez lata i tragedie dotykające społeczność zmarginalizowaną, terroryzowaną i często pozbawioną nadziei. Wiemy, że to dzieło nie tylko ukaże walkę czarnoskórej społeczności bez obaw i przeprosin, ale także będzie celebrować jej istnienie z radością i entuzjazmem. Co jednak najistotniejsze, w miarę rozwoju wydarzeń subtelnie przypomina nam się, jak ważna jest ta opowieść.
T'Shan Williams (Celie), Ako Mitchell (Mister) i Danielle Fiamanya (Nettie). Zdjęcie: Pamela Raith.
Po znakomitej bożonarodzeniowej produkcji „Bulwaru Zachodzącego Słońca” – musicalu, który w dobie streamingów teatralnych wydał się odświeżony i zrewolucjonizowany – trudno uwierzyć, że przy „Kolorze purpury” teatr Curve dokonał niemożliwego: podniósł poprzeczkę jeszcze wyżej. Wnikliwa praca kamery rejestruje niemal namacalną mgłę, jaką spodziewalibyśmy się zobaczyć tylko w teatrze na żywo, podczas gdy wieże świetlne (intuicyjny projekt Bena Cracknella) okalają niezwykle silną emocjonalnie przestrzeń gry. Zespół, pozostający tuż obok obrotowej sceny, ale zdecydowanie w kadrze, stanowi niemal przedłużenie nas – publiczności.
Danielle Fiamanya jako Nettie. Zdjęcie: Pamela Raith
Projekt dźwięku Toma Marshalla, wykorzystujący pulsujące echa świerszczy, śpiew ptaków i śmiech dzieci, nadaje całości przejmującą autentyczność, ponownie łącząc style teatru i filmu. Nie zastosowano żadnych zabiegów, by ukryć kulisy transmisji na żywo; widzimy operatorów kamer ramię w ramię z aktorami, którzy w kostiumach Alex Lowde w odcieniach sepii osadzają nas w czasie i miejscu, a plamy koloru podkreślają ich charaktery. Projekcje nie służą tu maskowaniu technicznego zaplecza pracującego teatru, lecz podkreśleniu jego istnienia. Ta wersja „Koloru purpury” to kreatywny i techniczny triumf. To połączenie klasy i szczerości w każdym dziale. Tinuke Craig ugruntowała swoją pozycję czołowej reżyserki tego typu teatru, prowadząc streamingowany musical, którego być może nigdy nie uda się prześcignąć.
T'Shan Williams (Celie) i Carly Mercedes Dyer (Shug). Zdjęcie: Pamela Raith
Sukces „Koloru purpury” w niemałym stopniu zależy od talentu obsady, a w przypadku tej produkcji cały zespół jest bez wyjątku rewelacyjny. Od porywająco silnej i ludzkiej kreacji Shug Avery w wykonaniu Carly Mercedes Dyer, po zdeterminowaną, odporną i surową Sofię graną przez Karen Mavundukure – musical wyraźnie stawia na siłę kobiecości, pozostając wierny powieści Alice Walker. Przejmująca Nettie w wykonaniu Danielle Fiamanyi ukazuje czarnoskórą tożsamość poza klaustrofobicznymi granicami Głębokiego Południa, a na początku drugiego aktu prowadzi zespół w porywającym numerze „Africa”. Uwagę zwraca też Ako Mitchell jako Mister, którego przemiana przenosi go od pastiszu w stylu Willy’ego Lomana do pełnokrwistego elementu tej muzycznej mozaiki, co widać szczególnie w popisowym „Mister Song”. Ale spektakl należy do Williams, której nieporównywalna Celie jest doskonale nakreślona i zaśpiewana; każda uwaga skierowana do nas prosto w obiektyw kamery przypomina o jej kunszcie scenicznym, a każda nuta wybrzmiewa udręką kobiety uciemiężonej przez społeczeństwo, a jednak zdeterminowanej, by się nie poddać. Wiele mówi się o utworze „I’m Here” i z wielką przyjemnością patrzy się, jak Williams nadaje mu całkowicie własny charakter.
Obsada musicalu Kolor purpury. Zdjęcie: Pamela Raith
Utwór uderza z potężną dawką emocji, co jest efektem tego, co wydarzyło się w teatrze, na świecie i w naszych społecznościach, odkąd ostatni raz go gościliśmy. Droga Celie obnaża się z potęgowanym bólem, gdy po roku 2020 badamy tematy wspólnoty, strachu, rezygnacji i izolacji. U podstaw produkcja Craig czerpie z tradycji południowego niewolnictwa w całej jego złowrogiej mizoginii i brutalnym rasizmie. Zręcznie mierzy się z Ameryką, którą świat wolałby stłumić w niewygodnym folklorze, jednocześnie odważnie trzymając lustro przed bolesnym dziedzictwem, które trwa dziś i jutro – dopóki wszyscy nie zaczniemy naprawdę słuchać. Przy tak silnej ścieżce dźwiękowej (Alex Parker w swojej najlepszej formie jako kierownik muzyczny) trudno nie słuchać, a co więcej – nie myśleć, i to intensywnie. W 2021 roku, obfitującym w treści online, łatwo stracić z oczu moc sztuki do zmieniania światopoglądu i pobudzania do działania. Gdy zespół śpiewa, że „nadzieja, która nas wyzwala, wschodzi niczym słońce”, koniecznie pozwólcie sobie na to przypomnienie. To ważne.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności