Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Ojcowie i dzieci, Donmar Warehouse ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Joshua James & Seth Numrich. Fot. Johan Persson Ojcowie i dzieci Donmar Warehouse 25 lipca 2014 3 gwiazdki

W pierwszym akcie scenicznej adaptacji powieści Turgieniewa „Ojcowie i dzieci” autorstwa Briana Friela, wystawianej obecnie w Donmar Warehouse, następuje moment, w którym krewka i uroczo ekscentryczna księżna Olga opowiada o tym, jak jej ojciec „układał” konie, uderzając je łomem w głowę. Susan Engel w wybornej formie jako Olga, dba o to, by jej interpretacja wywołała na widowni śmiech, skutecznie przesłaniając prawdziwy koszmar tej opowieści.

I mówiąc w skrócie, w tej jednej scenie zawiera się wszystko, co jest nie tak z adaptacją Friela.

Pod koniec spektaklu widz czuje się, jakby sam dostał tym łomem – tak toporne (i banalne) okazuje się potraktowanie kluczowych problemów utworu. Owszem, po drodze nie brakuje humoru i intryg, ale sedno słynnej powieści Turgieniewa zdaje się w tym wszystkim gubić. Zmiany w fabule wprowadzone przez Friela również w tym względzie nie pomagają.

W swej istocie powieść jest panoramą „rosyjskiego stanu ducha”, wnikliwie przyglądającą się kwestiom klasowym, przemianom zachodzącącym w Rosji w połowie XIX wieku, starciu tradycji z wpływami Zachodu oraz duchowi rewolucji i potędze miłości. To szczegółowe studium dwóch mężczyzn, którzy mienią się nihilistami, a wywodzą się z zupełnie różnych środowisk: Arkadiusz z domu liberalnych demokratów, a Bazarow z tradycyjnej, religijnej i prawosławnej rodziny.

W powieści obaj deklarują niechęć do miłości wynikającą z wierności nihilizmowi – doktrynie, która (w uproszczeniu) nie wierzy w nic. Bazarow jest nihilistą radykalnym; wierzy, że stanie się wielkim, ważnym człowiekiem dzięki swoim przekonaniom i czynom (które nigdy nie zostają sprecyzowane). Arkadiusz jest wyznawcą tej idei bardziej ze względu na magnetyzm swojego przyjaciela i jego pasję.

Po przyjeździe do domu Arkadiusza, jego wuj nabiera głębokiej niechęci do Bazarowa przez jego zuchwałość i postawę. Próbując skłonić Bazarowa do zrozumienia wuja, Arkadiusz opowiada mu, jak ten stracił wielką miłość życia i co to z nim zrobiło. Bazarow kpi z wuja, nazywając go głupcem, który pozwolił uczuciu zniszczyć sobie życie.

Jednak niedługo potem Bazarow sam nieoczekiwanie zakochuje się w młodej, bogatej wdowie – Annie. Nie potrafi nad tym zapanować. Wyznaje jej miłość, lecz zostaje odtrącony.

Rozgoryczony i rozkojarzony udaje się wraz z Arkadiuszem do swoich rodziców, ale zachowuje się wobec nich oschle pod wpływem kosza od Anny. Wracają do domu rodzinnego Arkadiusza, gdzie nieuchronnie dochodzi do kolejnej kłótni między Bazarowem a wujem Pawłem. Tym razem powodem jest pocałunek Bazarowa z Fieniczką – niegdysiejszą służącą, a obecną kochanką ojca Arkadiusza i matką jego przyrodniego brata.

Bazarow całuje ją pod wpływem impulsu, chcąc udowodnić sobie, że miłość nie istnieje. Paweł, który ubóstwia Fieniczkę, wyzywa zuchwalca na pojedynek. Paweł chybia, ale Bazarow rani starszego mężczyznę.

Bazarow opuszcza dom Arkadiusza i wraca do wsi rodziców. Arkadiusz zakochuje się w siostrze Anny, Katii, i postanawia się z nią ożenić. Wciąż rozproszony uczuciem do Anny, Bazarow popełnia błąd podczas sekcji zwłok ofiary tyfusu i zaraża się śmiertelną chorobą. Przed śmiercią prosi Annę o wizytę. Ona przyjeżdża. Prosi ją o pocałunek, ona go spełnia. Potem Bazarow umiera.

Arkadiusz poślubia Katię i przejmuje majątek ojca. Paweł wyjeżdża do Niemiec, by wieść ciche, szlachetne życie – ostatecznie to on wygrywa. Miłość podtrzymywała go na duchu, choć była niespełniona. Namiętność Bazarowa do Anny – coś, w czego istnienie nie wierzył – doprowadza go do zguby. Arkadiusz porzuca nihilizm na rzecz miłości.

Ale to jest powieść.

Wersja Friela obiera zupełnie inne ścieżki. Przede wszystkim Bazarow umiera heroicznie, zarażając się tyfusem podczas ofiarnej pracy z chorymi wieśniakami. Anna przybywa do niego, ale nie zdąży już z nim porozmawiać. Myśli, że popełniła błąd, który mógł wzbogacić jej życie i uratować jego. Paweł zostaje ranny w pojedynku przypadkiem, bo pistolet Bazarowa wypala niekontrolowanie. Odrzucenie Bazarowa przez Annę następuje dopiero po jego wizycie u rodziców, więc jego wcześniejsza opryskliwość wobec nich nie ma jasnych podstaw. Pocałunek z Fieniczką następuje bezpośrednio po odtrąceniu przez Annę. Arkadiusz nie wydaje się szczególnie zainteresowany Katią, choć ostatecznie się z nią żeni.

Żadna z tych zmian nie wychodzi sztuce na dobre. Większość sprawia, że postacie są trudniejsze do zrozumienia, a samo dzieło oddala się od arcydzieła Turgieniewa, zbliżając się do taniego dramatu. Taki tam pseudoczechow czwartej kategorii.

Sytuację ratuje aktorstwo. A przynajmniej w znacznej części.

Seth Numrich jest znakomity jako butny, pewny siebie i porywczy Bazarow. Ma autentyczną charyzmę sceniczną i ożywia każdą scenę, w której się pojawia. Najlepiej wypada we wspólnych momentach z Timem McMullenem, który bezbłędnie gra sztywnego Pawła, oraz w scenach z Elaine Cassidy, która jako Anna jest rozkoszna, rezolutna i pełna werwy.

Łatwo zrozumieć, dlaczego Arkadiusz go idealizuje, a urocza służąca Duniasza (świetna komediowa rola Siobhán McSweeney) chce mu całować stopy. Numrich sprawia, że ta trudna rola – skomplikowana dodatkowo przez adaptację – wypada lepiej niż powinna. Mimo butności Bazarowa, aktor nadaje mu tyle stylu, że jego śmierć staje się naprawdę poruszająca.

Karl Johnson jest bardzo przekonujący jako ojciec Bazarowa, wiejski lekarz, który nie rozumie syna, ale go uwielbia. Anthony Calf bywa nieco zbyt głośny, ale tworzy wyrazisty portret ojca Arkadiusza – człowieka rozdartego między bratem a kochanką i dręczonego obawami o to, co pomyśli jego syn.

Jednak spora część emocjonalnego ciężaru spoczywa na barkach Arkadiusza – a Joshua James po prostu nie staje tutaj na wysokości zadania. To dziwna kreacja, pozbawiona spójności. Czasami trudno wyczuć, czy jest zakochany w Bazarowie, czy w Katii, a w jego kapryśnej i zmiennej interpretacji brakuje poczucia jakiegokolwiek rozwoju postaci.

Caoilfhionn Dunne jest wręcz fatalna jako Fieniczka. Przez większość czasu niemal niesłyszalna, gra rolę tak płasko, że trudno pojąć, dlaczego ktokolwiek zawraca sobie nią głowę, czy to jako kochanką, czy jako przyjaciółką. Określenie „nudna” to za mało.

Na szczęście mamy też solidną robotę niezawodnego Davida Fieldera oraz bardzo słodką Katię w wykonaniu Phoebe Sparrow.

Reżyseruje Lyndsey Turner. Scenografia Roba Howella na pierwszy rzut oka imponuje – drewniane panele, podesty, sielskie meble. Jednak w miarę rozwoju akcji staje się jasne, że to scenografia jedynie „sprytna”; wcale nie pomaga w definiowaniu przestrzeni, w których toczy się akcja. Co więcej, sprawia, że różne miejsca wydają się niemal identyczne, przez co wyraźne w powieści różnice nastrojów kompletnie ulatują.

Zmiany scen są stylowe, a oświetlenie (James Farncombe) i kostiumy – bez zarzutu. Alex Baranowski skomponował też całkiem udaną muzykę.

Mimo to, finałowe wrażenie jest rozczarowujące.

Kiedyś istniała taka opera mydlana „Synowie i córki”. Ta produkcja „Ojców i dzieci” bardziej przypominała kilka archiwalnych odcinków tamtego serialu niż głęboką adaptację Turgieniewa.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS