Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: I Wish My Life Were Like A Musical, Crazy Coqs ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves recenzuje I Wish My Life Were Like A Musical – rewię Alexandra S. Bermange’a w Crazy Coqs.

Obsada I Wish My Life Were Like A Musical. I Wish My Life Were Like A Musical Crazy Coqs, 11 kwietnia 2018 3 gwiazdki Często mówi się, że komedia jest trudniejsza do zagrania niż tragedia, a niewiele gatunków komediowych wymaga tyle precyzji, co „piosenki kabaretowe”. Alexander S. Bermange jest mistrzem tej trudnej sztuki i od lat gromadzi wokół siebie lojalne grono wielbicieli swoich skeczów i parodii, znanych choćby z popularnych programów w Radio 4. Wydał świetny podwójny album CD z udziałem gwiazd komedii najwyższej próby (od Christophera Bigginsa po Miriam Margolyes), nie raz zapełnił po brzegi Matcham Theatre w Hippodrome, a teraz gości w uroczej, kameralnej sali w Piccadilly w ramach dwutygodniowej rezydencji, która jest godnym uznaniem jego talentu. Oliver Savile To naprawdę cudownie napisane i ekscytująco pomyślane utwory. Mało kto dziś – przynajmniej w tym kraju – potrafi tak po mistrzowsku operować zawiłościami rymów jak Bermange; słuchanie tych błyskotliwych „eskapad” w świat gier słownych i kunsztownych tekstów to czysta przyjemność. Nikt nie czuje formy lepiej niż on, nikt nie potrafi tak dawkować treści utworu ani tak precyzyjnie rozłożyć akcentów dla osiągnięcia najlepszego efektu. To prawdziwa lekcja mistrzowska pisania dla wykonawców komediowych. Diana Vickers Oprócz samego Alexa przy pianinie – który nie tylko jest niezwykle wrażliwym i uważnym akompaniatorem, ale też śpiewa kilka numerów swoim charakterystycznym, ironicznym głosem – mamy do dyspozycji wspaniały kwartet gwiazd West Endu, które dają popis w ponad tuzinie innych utworów. Trudno o lepszą obsadę: Suzie Mathers, Oliver Savile, Liam Tamne i Diana Vickers dają z siebie wszystko, a między nimi iskrzy show-biznesowa chemia. Reżyser Paul Foster został zaproszony do nadania całości kształtu i świetnie bawi się zwłaszcza numerami otwierającymi i zamykającymi, pomysłowo wykorzystując potencjał przestrzeni. Większość utworów jest jednak prezentowana „do widzów” jako klasyczne popisy solowe. I tak w zasadzie są one napisane. Co więcej, podjęto decyzję, by nadać wieczorowi motyw przewodni zawodowych rozczarowań i niespełnionych ambicji artystycznych. O ile więc we wcześniejszych programach tematyka była szeroka, tutaj pole manewru jest znacznie węższe, co stawia wyzwanie w utrzymaniu poczucia różnorodności. Liam Tamne Większość przedstawionych postaci to życiowi rozbitkowie. Co prawda Brytyjczycy kochają kibicować pechowcom, jednak gdy ci pechowcy są głównie ofiarami własnych złudzeń, zaczynamy tęsknić za czymś innym. I trzeba przyznać, że dostajemy to z nawiązką w jednym, jedynym przykładzie triumfatorki: potworne ego ukazane w wirtuozerskim, popisowym numerze „The Diva's In The House”. To prawdziwa uczta w wykonaniu mistrzyni formatu Suzie Mathers, która zasłużenie zbiera owacje na stojąco za zapierający dech w piersiach pokaz stylów, skali głosu i idealnego wyczucia komediowego. Nie ma jednak powodu, dla którego bohaterski tenor Liama Tamne’a, ciepły baryton Olivera Savile’a czy świetlisty mezzosopran Diany Vickers nie mogłyby błyszczeć równie jasno, gdyby otrzymali materiał równie wyrazisty i angażujący. Choć poszczególne utwory są napisane doskonale, tematycznie stają się do siebie bardzo podobne. Od wykonawców – w tym również od Mathers w innych momentach – wymaga się poruszania w coraz węższej koleinie. Oczywiście rozumiemy, że zamiarem autora było zgłębienie konkretnego środowiska, jednak siła jego pióra jest tak duża, że mówi bardzo wiele przy użyciu niewielkiej ilości materiału. Bermange to niezwykle inteligentny twórca i chętnie usłyszymy od niego coś nowego, zamiast powtarzania tych samych motywów częściej, niż to konieczne. Suzie Mathers

Być może warto zaangażować innego członka zespołu artystycznego, by świeżym okiem spojrzał na to wspaniałe oeuvre i zaprezentował je tak błyskotliwie jak utwór „Diva”, lub wprowadził szerszy wachlarz nastrojów. Tymczasem Jerome van den Berghe występuje tu jako współaranżer (wraz z kompozytorem) i zdaje się odpowiadać głównie za świetnie rozpisane partie zespołowe. Brzmią one bardzo w stylu high-gloss West Endu, co ostatecznie sprawia, że coraz trudniej uwierzyć, iż wykonawcy to naprawdę spłukani nieudacznicy, których (przeważnie) mają grać. Do tego wszyscy wyglądają absolutnie zjawiskowo. Należą im się brawa za nienaganną prezentację! Jednak nawet gdy na przykład Tamne wydobywa z siebie fascynujące akcenty, nic nie jest w stanie wypełnić luki między przeciętniakami, których ma odtwarzać, a porywającą gwiazdą, którą ewidentnie jest. On, podobnie jak Savile, grał postać Raoula w „Upiorze w operze” i łatwo zrozumieć dlaczego. Obaj są fantastyczni. Ale tutaj, w tej formule, nie przekonują jako ludzie, którym się nie udało. Można by sądzić, że Vickers, z jej bogatym doświadczeniem aktorskim, bez trudu odda sprawiedliwość roli napisanej z myślą o jej postaciach. Zamiast tego, dialogi między piosenkami, które obsada okazjonalnie odczytuje (czasem na tyle świeże, że widać kartki), to dość bezbarwne, konwencjonalne przejścia, które nie wspierają tematu przewodniego produkcji ani nie pozwalają zgłębić charakteru postaci.

Cóż, taka jest cena szukania idealnych rozwiązań w tak śliskim gatunku, jakim jest rewia. Ten program przemawia głównie do intelektu, choć zdarzają się momenty, gdy porusza też serce. Jestem pewien, że Bermange będzie nadal doprawiać swój warsztat i pewnego dnia wszystko wskoczy na właściwe miejsce. To genialny autor, który zajmuje coraz mocniejszą pozycję na brytyjskiej scenie rozrywkowej. Czekamy na więcej. Warto wybrać się na ten spektakl, by zobaczyć kolejny etap tej drogi. Znajdziemy tu wiele wspaniałych momentów i – kto wie – być może w trakcie trwania występów cały spektakl doczeka się jeszcze paru szlifów.

I Wish My Life Were Like A Musical jest wystawiane od 9 do 15 i 17 kwietnia 2018 r.

REZERWUJ BILETY NA I WISH MY LIFE WERE LIKE A MUSICAL

Czytaj inne RECENZJE na BritishTheatre.com

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS