Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Promises Promises, Southwark Playhouse ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Gabriel Vick i Daisy Maywood w spektaklu Promises Promises

Southwark Playhouse

Wtorek, 17 stycznia

4 Gwiazdki

Zarezerwuj bilety Wielki król muzyki popularnej lat 60. i 70., Burt Bacharach, mimo zaledwie kilku dzieł scenicznych, stworzył jedną pełnowymiarową partyturę musicalową we współpracy ze swoim najwybitniejszym autorem tekstów, Halem Davidem. Scenariusz wyszedł spod pióra niezrównanego mistrza komedii, Neila Simona (na podstawie jego filmu „Garsoniera”). W swoim czasie spektakl cieszył się sporym uznaniem, wylansował też jeden z najtrwalszych hitów duetu, „I’ll Never Fall In Love Again”, jednak od tamtej pory rzadko gościł na afiszach. To, że perfekcjonista Bacharach po tej jednorazowej przygodzie z formą musicalową nigdy więcej nie zagłębił się w jej tajniki, jest być może znamienne. Ten hermetycznie profesjonalny kompozytor niechętnie rozprawia o takich sprawach, ale muszą istnieć powody, dla których nigdy więcej nie spróbował nawiązać kontaktu z publicznością w ten sposób.

Chciałbym wiedzieć, jakie to powody, ponieważ dzieło, które tu mamy, w pełni zasługuje na naszą uwagę. To bujne, wytworne, zachwycające, romantyczne i panoramiczne widowisko, w którym partytura jest równie ważna jak każda z postaci. Narracja to klasyczna wielkomiejska przypowieść o szarym człowieku, Chucku Baxterze, mierzącym się z anonimową bezwzględnością metropolii. Miłość ostatecznie pokonuje wszelkie przeciwności i łączy go z godną, choć uwikłaną w skomplikowane układy partnerką – dziewczyną o imieniu Fran, która musi przejść przez liczne próby, by stać się go wartą. Jest to więc częściowe odwrócenie tradycyjnego „questu” z komedii muzycznej, gdzie to mężczyzna musi sprawdzić się w walce z problemami świata, pokonując własne słabości, by w nagrodę otrzymać nieskazitelną damę. Podobnie jak w innym musicalu z librettem Simona, „Sweet Charity”, tutejsza bohaterka nie jest personifikacją czystości, a jej podróż jest znacznie trudniejsza i bardziej wyboista.

Gabriel Vick, Lee Ormsby, Craig Armstrong i Martin Dickinson w Promises Promises.

Reżyserka Bronagh Lagan dostrzega tę moralną zagadkę w sercu dramatu i wraz ze swoim zespołem – scenografem i kostiumografem Simonem Wellsem, choreografką Cressidą Carre (twórczynią genialnie zintegrowanego ruchu scenicznego), kluczowym oświetleniem Dereka Andersona i dźwiękiem Owena Lewisa – osiąga silne poczucie miejskiej spójności. Akcja płynnie przenosi się z jednej niemal filmowej sceny do drugiej (o ile mechanizm zmian dekoracji współpracuje). Centralnym punktem tej koncepcji jest wiara w mroczne, niemal noir-owe elementy opowieści: każda postać jest niejednoznaczna moralnie, ludzie są pełni niepokoju, mają ambicje, których nie potrafią zrealizować, raniąc po drodze siebie i innych. Jest tu sporo niepokojących wątków, które mogą przygnębić współczesnego, świadomego widza: mizoginia, przekupstwo, faworyzowanie i mobbing w pracy, szantaż, depresja, przemoc fizyczna i samobójstwo. Nie wspominając o nieustannej harówce i bezsensie „nowoczesnych czasów”. Cóż, owszem. Jednak kino noir ma z natury pesymistyczną wizję ludzkości i nie jestem pewien, czy wszyscy widzowie uznają tę interpretację za w pełni przekonującą.

Paul Robinson i Daisy Maywood.

Jednocześnie obcujemy z skrzącym się, genialnie dowcipnym tekstem jednego z mistrzów lekkiej komedii. Baxter toruje sobie drogę przez przytłaczającą bezosobowość życia swoim błyskotliwym, naiwnym humorem, a każda postać otrzymuje wystarczająco dużo materiału, by utrzymać tempo i intensywność zabawy (pod warunkiem, że aktorzy sprawnie puentują, a rytm kunsztownych dialogów Simona jest wiernie oddany). W obsadzie mamy rodowitego nowojorczyka – wszechobecnego sąsiada Baxtera, doktora Dreyfussa (mistrzowska kreacja niezwykle doświadczonego Johna Guerrasio, prawdziwy klejnot tego zespołu) – który przypomina nam o autentycznym głosie metropolii i o tym, jak łączyć w dialogu atak z patosem.

Tymczasem obiektem westchnień jest skomplikowana Fran (emanująca spokojem Daisy Maywood – uderzająco przypominająca młodą Shirley MacLaine z wersji filmowej). Mierzy się ona z samotnością, rozczarowaniem, gniewem (zarówno na siebie, jak i na innych) oraz beznadzieją, zanim uda jej się wyjść z autodestrukcyjnej spirali. Wokół niej krążą biurowi koledzy i rywalki (Claire Doyle, Natalie Moore-Williams, Emily Squibb i Alex Young). Jej wykorzystującym ją szefem jest pan Sheldrake (lodowato elegancki i wyrachowany Paul Robinson – który dopiero pod koniec ujawnia cień serca, szczególnie w swoich dwóch świetnie wykonanych solówkach). Są też menedżerowie średniego szczebla, którzy manipulują Chuckiem: Craig Armstrong, Ralph Bogard, Martin Dickinson i Lee Ormsby. Pozostałe role – a jest ich mnóstwo – odgrywa wspomniany zespół drugoplanowy. Nie brakuje tu wybitnych momentów, ale to Alex Young w roli wampowatej bywalczyni barów kradnie początek drugiego aktu w jednym z najlepszych skeczów Simona w historii: wywołuje w tej jednej scenie więcej śmiechu niż ktokolwiek inny przez cały wieczór. Widziałem ten spektakl już dwa razy i za drugim razem śmiałem się z tego występu z równie wielką przyjemnością.

Gabriel Vick i Daisy Maywood

Niemniej jednak ta historia należy do młodych kochanków. Neil Simon, pozostając wierny filmowemu pierwowzorowi, daje bohaterowi sporą swobodę w używaniu „głosu wewnętrznego”, by komentował on sytuację i rozwój wypadków. W roli uroczo pechowego Grahama Vicka (niesamowity sobowtór młodego Jacka Lemmona z filmu Billy'ego Wildera), aktor trzyma całe przedstawienie w ryzach dzięki nieograniczonemu urokowi i skromności. Musi on również udźwignąć połowę numerów muzycznych, w tym pięć solówek – co dalece wykracza poza wymagania stawiane reszcie obsady. Z jego wiecznie niespokojnymi, czujnymi oczami, zabawnym sposobem wysławiania się i swobodą w rzucaniu żartów w stronę publiczności, radzi sobie z tym zadaniem doskonale. Maywood robi wszystko, by nie zmienić Fran w naiwną i ckliwą postać, grając ją bardzo rzeczowo – niemal kosztem humoru w niektórych kwestiach, ale zawsze ze szczerością i pełnym zaangażowaniem. Jej trzy solówki brzmią tak, jakby zostały napisane wczoraj, pełne przejmującej emocjonalnej prawdy.

Gabriel Vick i Alex Young.

Oprawa wizualna maluje jego i innych korporacyjnych „trutni” z Nowego Jorku niemal wyłącznie w monochromatycznych barwach. Kobiety nieco ocieplają ten wizerunek plamami kolorów rodem z taśmy Eastman-Kodak, prezentując się we wspaniałych, a jednocześnie powściągliwych strojach przygotowanych przez Fionę Parker (z fryzurami i makijażem Cynthii de la Rosa). Projekcje Bena M. Rogersa pięknie i spójnie budują tło lokalizacji. Jednak prawdziwym bohaterem wieczoru jest partytura pod czujnym okiem kierownika muzycznego Joe Louisa Robinsona, który równie dobrze czuje się w roli lidera big-bandu, jak i subtelnego akompaniatora. Same aranżacje, nadzorowane przez eksperta od Bacharacha, Elliota Davisa, pochodzą z opracowania Steve'a Edisa sprzed dekady dla Sheffield Crucible: brzmią niezwykle świeżo, sprawiając, że muzyka lśni i przenika widza niczym samo powietrze Nowego Jorku.

To pozycja obowiązkowa tego sezonu, przyciągająca stylową publiczność spragnioną dobrej zabawy. To produkcja, która z pewnością nabierze jeszcze większej wprawy i głębi w miarę grania (choć sezon jest krótki – w Southwark tylko do 18 lutego). I tak, ostatecznie spektakl dotrzymuje obietnic. Wszystkich.

Do 18 lutego 2017

Zdjęcia: Claire Bilyard

REZERWUJ BILETY NA PROMISES PROMISES W SOUTHWARK PLAYHOUSE

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS