Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Reality, Ovalhouse ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Daniel Coleman-Cooke

Share

„Reality”. Zdjęcie: Richard Davenport. Reality

Ovalhouse

11 lipca 2015

3 gwiazdki

Współczesna młodzież jest często opisywana jako pierwsze pokolenie wychowane na wszechobecnych reality show. Kto zatem lepiej nadawałby się do przedstawienia dystopijnej wizji zagrożeń płynących z pogoni za sławą niż The Bridge Theatre Company – grupa ambitnych młodych aktorów?

„Reality” opowiada o grupie spragnionych rozgłosu młodych ludzi, którzy dostają się do ostatniego etapu castingu do „The Hostage” – nowego programu typu reality TV, który ma być ich przepustką do sławy i pieniędzy. Kandydaci na gwiazdy zostają poddani serii coraz bardziej sadystycznych i niepokojących zadań przez obłąkanego producenta Oscara (Jack Stimpson), który chce sprawdzić, czy rzeczywiście nadają się do show-biznesu.

Rola producenta z piekła rodem w wykonaniu Stimpsona jest porywająca; postać staje się coraz bardziej pokręcona i nieprzewidywalna w miarę rozwoju akcji. Najmocniejsze momenty sztuki przypadają na chwile, gdy bohaterowie są poddawani ogromnej presji – zmuszani do upokarzających zadań, skłócani ze sobą i wystawiani na brutalną ocenę. Wkrótce starannie wypracowane życiorysy postaci zaczynają pękać w szwach pod wpływem serii szokujących rewelacji.

Choć sztuka bywa błyskotliwa, scenariusz (oryginalne zamówienie u cenionej Georgii Fitch) był dość nierówny. Być może w świecie, w którym doczekaliśmy się już kilkunastu edycji „Big Brothera”, większość komediowego i dramatycznego potencjału reality show została już wyeksploatowana (choćby w „I Can’t Sing”, „Black Mirror”, „Game” czy nawet w „Truman Show”). W efekcie stworzenie czegoś świeżego i wnikliwego jest nie lada wyzwaniem – rzewne historie, absurdalne formaty i przedmiotowe traktowanie uczestników stały się niemal odporne na parodię. Z tego powodu, mimo że sztuka nabiera rumieńców wraz z pojawieniem się Oscara, pierwsze sceny wprowadzające wydawały się nieco wtórne.

Choć jest to zrozumiałe przy tego typu projekcie, duża liczba postaci w zespole okazała się pewnym utrudnieniem. Większość „przesłuchania” odbywała się z udziałem dwunastu różnych bohaterów na bardzo małej scenie. Skutkowało to nie tylko tym, że niektórzy aktorzy byli niewidoczni dla publiczności, ale też część z nich nie miała czasu, by wyjść poza ramy regionalnego stereotypu (czego nie ułatwiał fakt, że do postaci zwracano się nazwami ich rodzinnych miast!). Zauważalne było, że gdy część bohaterów stopniowo opuszczała tę nowoczesną komnatę tortur, jakość spektaklu rosła (zupełnie jak w prawdziwym „Big Brotherze”). Po wciągającym i pełnym napięcia drugim akcie, „Reality” nieco straciło tempo pod koniec, serwując finał, który nie dorównał wcześniejszej dramaturgii.

Wielu młodych i utalentowanych aktorów z obsady otrzymało już propozycje z prestiżowych szkół teatralnych i łatwo zrozumieć dlaczego. Poziom gry aktorskiej był bardzo wysoki, a zespół wykazał się niesamowitymi umiejętnościami operowania akcentami (ukłony dla Izo FitzRoy, która być może nigdy więcej nie będzie musiała uczyć nikogo akcentu z Grimsby). Wszyscy wykazali się dużą dojrzałością i głębią, szczególnie w trudnych tematach – na przykład Scarlett (Nora Lempiere) w świetnie poprowadzonym monologu o niedawnej aborcji. Wspomniany Jack Stimpson ma przed sobą świetlaną przyszłość, idealnie balansując między przerysowaniem a grozą w roli antagonisty. Uwagę przykuwali także Cameron Essam jako uroczy dziwak Darren, Kitty Archer jako obiekt jego afektu Anya oraz Louie Webb jako Tyler, którego twarda powierzchowność zaczyna pękać po usłyszeniu szokujących wieści.

Inscenizacja była pomysłowa i efektowna, a sprytne wykorzystanie ekranów wokół sceny potęgowało klaustrofobiczny nastrój. Na ekranach często transmitowano obraz na żywo, a aktorzy na zmianę operowali kamerą, tworząc dynamiczny efekt. Rozwiązanie to wykorzystano po mistrzowsku w kluczowych momentach – serii dopracowanych nagrań, które podważały nasze wyobrażenia o bohaterach. Na wzmiankę zasługuje też oprawa dźwiękowa Toma Hackleya, z podkładem w stylu „Big Brothera”, który skutecznie budował napięcie od samego początku.

„Reality” to produkcja The Bridge Theatre Company, kursu prowadzonego przez dział teatralny BRIT School. To wspaniała inicjatywa pozwalająca studentom współpracować z ekspertami z branży przy produkcji, wystawianiu i marketingu własnych spektakli. Przedsięwzięcie wspiera finansowo Andrew Lloyd Webber Foundation. W świecie, w którym reality TV oferuje szybką drogę na skróty do sławy, wspaniale jest widzieć młodych adeptów sztuki otrzymujących szansę na prawdziwy rozwój. Choć sam scenariusz nie zawsze miał „to coś”, to bez wątpienia uczniowie BRIT School mają talent.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS