Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Some Girl I Used To Know, streaming online ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

rayrackham

Udostępnij

Ray Rackham ocenia Denise Van Outen w spektaklu Some Girl I Used To Know, który można teraz oglądać online do 1 maja 2021 roku.

Some Girl I Used To Know

Streaming online

3 gwiazdki

Zarezerwuj dostęp do streamingu

Stephanie, „dziewczyna z Chelmsford, której się udało”, prowadzi luksusowy biznes z bielizną. Poznajemy ją w londyńskim hotelu w wigilię premiery jej kolekcji wiosna/lato. Świetna praca, mąż, BMW na podjeździe – zdaje się mieć wszystko. Jednak gdy SMS od dawnej miłości zbija ją z tropu, uświadamiamy sobie, że pozory mogą mylić. Biznes bieliźniany wykańcza, samochód jest w leasingu, a małżeństwo „pali się na małym ogniu od czasu ostatnich Mistrzostw Świata”. Co ma zrobić dziewczyna w takiej sytuacji?

Nie ma absolutnie żadnych wątpliwości, że Denise Van Outen jest świetną aktorką. Gra Stephanie z nieskrępowaną szczerością. Całość została również pięknie wyreżyserowana przez Tamzin Outhwaite. Obie panie doskonale radzą sobie z dynamiką utworu i z łatwością operują rytmem monologu. Spektakl niesamowicie wciąga, a te ponad 90 minut mija błyskawicznie.

Sztuka została odświeżona od czasu jej premiery w 2014 roku. Scenariusz Van Outen i Terry’ego Ronalda pozostaje sprawnie napisany, pełen patosu, komizmu i radości. Jest bezpośredni i naszpikowany odniesieniami, które osadzają bohaterkę w konkretnym wieku, czasie i miejscu. Nawiązania do balsamu wiśniowego z Body Shopu czy wspomnienie trwałej i płaszcza maxi, w których wyglądało się jak Slash z Guns N' Roses, dają nam znać, że Stephanie tęskni za latami swojej młodości. Ma to sens dramaturgiczny, że w tym „jukeboxowym” monologu bohaterka śpiewa zaaranżowane na nowo klasyki popu. Steve Anderson zinterpretował trio znanych utworów jako słodko-gorzkie ballady, które wydobywają z tekstów głębszy kontekst. Problemem jest ich mała liczba – choć spektakl zapowiadany jest jako musical, mijamy jedną trzecią przedstawienia, zanim Van Outen uraczy nas drugą piosenką. Są momenty monologu, które wręcz proszą się o wyśpiewanie (na przykład przypadkowe spotkanie na plaży). Gdyby Van Outen otrzymała oryginalną partyturę, mogłoby to rywalizować z Tell Me On a Sunday pod względem jakości narracji.

Kiedy Van Outen już śpiewa, Stephanie niezmiennie powraca do przełomu lat 80. i 90., zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Strukturalnie przypomina to musical Follies, ostrzegając przed pułapkami nostalgii poprzez muzyczne motywy przenoszące protagonistkę do szczęśliwszych czasów. Trudno jednak wyobrazić sobie Sally z Follies martwiącą się utratą dziewictwa w majtkach z Tesco. Humoru nie brakuje, choć bywa dosadny – obok żartów o „lizaniu śmiesznych stóp” czy konkurencji chcącej „zedrzeć z niej majtki”, pojawiają się też trafne spostrzeżenia, które wywołują szczery uśmiech. Stephanie opisuje luksusowy pokój hotelowy pełen „miniaturowych buteleczek Molton Brown i łóżka rozmiaru Belgii”. I może mieć rację. Spektakl, sfilmowany w Home House z obfitą ilością „wazeliny na obiektywie”, ma klimat rodem z reality show The Only Way Is Essex. W połączeniu ze zdjęciami Umbrella Room, całość wygląda jak luksusowy butik w Epping, sprzedający „unikatowe” tekstylia, które utknęły gdzieś po drugiej stronie Kanału Sueskiego.

W tekście kryje się sporo feminizmu, który – dla przykładu – podaje w wątpliwość, dlaczego krytycy Stephanie są tak lekceważący („czy ona myśli, że kobiety nadają się tylko do parzenia herbaty?”). Ciekawy jest też wątek postaci, której nigdy nie widzimy, „Puszczalskiej Sue” (którą Stephanie ostatecznie uznaje za po prostu „Sue”). Niestety, momentami wydaje się to nieco wymuszone i w przeciwieństwie do Shirley Valentine (która zrobiła to pierwsza i lepiej), podtekst nie wybrzmiewa odpowiednio, dopóki nie zostanie wyłożony kawał na ławę.

To sprawnie napisany, błyskotliwy utwór, który trafi do każdego, kto pamięta sklepy Our Price i Knickerbox, tańczenie do hitów Jam & Spoon czy miłostki na plażach Ibizy. Największym atutem jest szczera i bezpośrednia kreacja Van Outen. Przydałoby się tylko więcej muzyki, bo gdy Outen śpiewa, spektakl naprawdę rozwija skrzydła.

ZAREZERWUJ DOSTĘP DO STREAMINGU

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS