WIADOMOŚCI
RECENZJA: The End Of Longing, Playhouse Theatre ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
Daniel Coleman-Cooke
Share
Matthew Perry i Lloyd Owen w „The End of Longing”. Fot. Helen Maybanks The End of Longing
Playhouse Theatre
3 Gwiazdki
Wyobraźcie sobie odcinek „Przyjaciół”, tyle że bohaterowie są już po trzydziestce i czterdziestce, a do tego zmagają się z nałogami i neurozami (tu wstaw żart o nadchodzącym spotkaniu obsady po latach).
Oto fundament „The End of Longing” – historii o dojrzewaniu dla tych, którzy metrykalnie są już dorośli. Wisienką na torcie jest fakt, że gwiazdą i autorem sztuki jest Matthew Perry, znany całemu światu jako sarkastyczny Chandler Bing z kultowego amerykańskiego sitcomu.
Sztuka śledzi losy czworga zagubionych singli w wielkim mieście, którzy próbują nadać sens swoim wątpliwym życiowym wyborom i tykającym zegarom biologicznym. Poznajemy Jacka (alkoholik grany przez Perry'ego), Stephanie (prostytutka), Stevie (nadwrażliwa i spragniona uwagi) oraz Josepha (miły, choć niezbyt rozgarnięty).
Christina Cole, Lloyd Owen, Matthew Perry i Jennifer Mudge w „The End of Longing”. Fot. Helen Maybanks
Jak to w komedii romantycznej bywa, bohaterowie w mało prawdopodobnych okolicznościach wpadają na siebie i zaczynają tworzyć pary. Jack i Stephanie z trudem akceptują swoje wady, podczas gdy związek Stevie i Josepha rodzi się bardziej z desperacji niż z prawdziwego uczucia. Nieplanowana ciąża wprowadza w grupie zamęt, zmuszając wszystkich do refleksji nad priorytetami i koniecznością zmian.
Produkcja ta jest debiutem dramatopisarskim Perry'ego i z pewnością nie można jej nazwać klapą; widziałem znacznie słabsze próby w wykonaniu uznanych autorów. Znajdziemy tu błyskotliwe dialogi i szczerze zabawne momenty, szczególnie gdy wybrzmiewają one w charakterystycznym, ciętym tonie aktora.
Niemniej jednak, widz często zastanawia się, czy świat potrzebuje kolejnej komedii romantycznej o wielkim mieście. Chwilami dialogi wydają się zbyt znajome, a ostatnie dziesięć minut pierwszej połowy mocno osiada w kliszach. Wprowadzenie do sztuki, w którym postacie wychodzą przed szereg, by się przedstawić, sprawia wrażenie pójścia na łatwiznę – jakby miało zastąpić rzetelne budowanie głębi emocjonalnej i charakterów.
Większość pierwszej części nastawiona jest na śmiech, aż do ostatnich minut, gdy gwałtownie przechodzi w mocne napięcie dramatyczne. Na tym etapie postacie wydawały się jednak na tyle egocentryczne i jednowymiarowe, że trudno było przejąć się ich losem. Druga połowa okazała się znacznie bardziej realistyczna i wyważona, a komedia z tragedią zaczęły się ze sobą płynnie przeplatać.
Choć warsztat pisarski Perry'ego wciąż budzi dyskusję, on sam świetnie odnalazł się aktorsko w roli, która ma dla niego wyraźny oddźwięk osobisty. Jego walka z uzależnieniem jest powszechnie znana, a nabyte doświadczenia wykorzystuje, by wiarygodnie wykreować postać egoistycznego i autodestrukcyjnego alkoholika Jacka.
Perry błyszczy w scenach pełnych ripost – to dla niego znajomy teren po dekadzie sypania nimi przed milionami widzów. Jack rzadko okazuje emocje, ale aktor radzi sobie z trudniejszymi scenami z dużą subtelnością, nawet gdy musi mierzyć się z własnymi, niekiedy zbyt przesłodzonymi dialogami.
Jennifer Mudge i Matthew Perry w „The End of Longing”. Fot. Helen Maybanks
Jennifer Mudge jest odpowiednio promienna jako rozdarta wewnętrznie eskortka Stephanie, łącząc upór z bezbronnością. Christina Cole w roli spiętej Stevie bywa irytująca w sposób zamierzony i zabawny, choć wygląda na znacznie młodszą od swojej 37-letniej bohaterki.
Najciekawszą kreację stworzył genialny Lloyd Owen jako uroczy głupek Joseph. Początkowo wydaje się, że będzie to postać jednowymiarowego błazna, ale ostatecznie okazuje się on najbardziej złożoną i rozsądną osobą w grupie – taki nowojorski Falstaff!
Sztuka jest podzielona na serię samodzielnych scen, co podkreśla wspaniała scenografia Anny Fleischle. Płynne połączenie ekranów i projekcji tworzy intymną atmosferę, podszytą lękiem przed niepokojącym światem zewnętrznym.
Ciągłe zmiany dekoracji w połączeniu z porywającą muzyką Isobel Waller-Bridge sprawiają, że przejścia między scenami są zaskakująco przyjemne, nawet jeśli ich częstotliwość bywa nieco rozpraszająca. Co ciekawe, w programie wymieniony jest reżyser walk, mimo że na scenie nie dochodzi nawet do drobnej przepychanki – kto wie, jakie brutalne sceny mogły zostać wycięte w ostatniej chwili?
Choć znane nazwisko gwarantuje frekwencję, postawienie na sławnego, lecz niedoświadczonego autora było dla Playhouse Theatre sporym ryzykiem artystycznym. To przyzwoity wysiłek Perry'ego, ale wątpię, by za kilka miesięcy ktokolwiek jeszcze wzdychał z tęsknoty za „The End of Longing”.
Spektakle „The End Of Longing” w Playhouse Theatre trwają do 14 maja 2016 r. Kup bilet już teraz.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności