WIADOMOŚCI
WSPOMNIENIA Z TEATRU: Leah Barbara West
Opublikowano
Autor:
Sarah Day
Share
W tym tygodniu w cyklu „Throwback Thursday” Sarah Day rozmawiała z Leah Barbarą West.
Leah Barbara West, jaki był twój pierwszy występ w dzieciństwie i co sprawiło, że wciągnęłaś się w świat teatru?
Mój pierwszy spektakl (poza składankami mojej lokalnej grupy teatralnej) to „Dick Whittington”. Pamiętam, jak Eltjo De Vries, który grał Króla Szczurów, mianował mnie swoim zastępcą. Wzięłam to bardzo poważnie i z własnej inicjatywy zrobiłam rekwizyt – teleskop ze starej tuby po świątecznych czekoladkach Maltesers. Uznałam, że będzie idealnie pasował do mojej jedynej kwestii: „Patrzcie! Tam!”. Zawsze bardzo chciałam zaimponować... i jeść Maltesersy.
Dlaczego teatr jest dla ciebie ważny?
Teatr jest dla mnie kluczowy, bo pozwala na chwilę zapomnienia i całkowite zanurzenie się w tym, co oglądam lub w czym gram. Poczucie wspólnoty i towarzystwa jest niezwykle istotne – zrozumiałam to jeszcze wyraźniej w ciągu ostatniego roku. Tęsknię za ludźmi. Teatr pozwalał mi na ciągłe nawiązywanie nowych znajomości. Czy to spotykając te same lub nowe twarze na korytarzach podczas castingów, wymieniając słowa wsparcia, czy w pierwszy dzień prób, kiedy poznajesz całą nową obsadę i czasem zyskujesz przyjaciół na całe życie. To także potężne narzędzie edukacji i postępu, pozwalające ludziom manifestować swoje poglądy i prezentować idee.
Jak wygląda twój proces wchodzenia w rolę przed spektaklem?
Kiedy włożysz odpowiednio dużo pracy w próby, postać staje się drugą naturą. Jednak bez wątpienia to moment założenia kostiumu i czekanie w kulisach przy dźwiękach uwertury sprawia, że zaczynam czuć moją bohaterkę. Muzyka to niesamowite narzędzie, które przenosi cię w konkretne miejsce i czas. Potrafi całkowicie zmienić mój nastrój i wywołać mnóstwo emocji. Pamiętam pracę w teatrze Nottingham Playhouse przy „Sweet Charity” – wystarczyło usłyszeć te słynne trąbki z „Big Spender” i natychmiast czuło się: „tak, to jest dokładnie ten klimat”.
Jak dbałaś o kreatywność w czasie pandemii?
Podczas pandemii poświęciłam mnóstwo czasu i energii na naukę aktorstwa filmowego, biorąc udział w warsztatach i zajęciach prowadzonych przez świetne firmy, takie jak Mixing Networks i JAM. Czasem po prostu śpiewałam, słuchałam muzyki lub oglądałam filmy, żeby szukać inspiracji! Jestem też typem majsterkowicza, więc zajmowałam się upcyklingiem i rysowaniem. Bywały oczywiście momenty, kiedy trudno było o jakąkolwiek motywację, ale uważam, że to zupełnie normalne – to przychodzi falami.
Mieliśmy szczęście widzieć cię w ubiegłym roku w musicalu „Curtains” w roli Niki Harris. Opowiedz nam o swoich doświadczeniach z tego show, ulubionych teatrach, w których występowałaś, i o współpracy ze wspaniałym Jasonem Manfordem.
„Curtains” było dla mnie cudowną szansą. Przyjmując tę pracę, nie wiedziałam jeszcze, że stanie się ona moim debiutem na West Endzie, więc było to wyjątkowe przeżycie. Odwiedziliśmy niesamowite teatry w całym kraju – szczególnie uwielbiam publiczność z Sheffield Theatre, zawsze tak bardzo nas wspierali. Mieliśmy też genialną obsadę, z którą występy były czystą przyjemnością. Praca z Jasonem Manfordem to zaszczyt. Jest niezwykle hojnym człowiekiem, zarówno na scenie, jak i poza nią, bardzo wspierającym i oczywiście zabawnym. Cały zespół był niezwykle pracowity, wszyscy chcieliśmy dać z siebie to, co najlepsze. Z zespołem kreatywnym, w skład którego wchodzili Paul Foster, Alistair David i Sarah Travis, po prostu nie mogło się nie udać – są niesamowicie inspirujący i genialni w swoim fachu, pracując bez szwów we współpracy ze sobą i całą obsadą.
Wystąpiłaś również w serialu „Unforgotten” u boku Nicoli Walker, grając rolę Mayi. Jaka jest dla ciebie główna różnica między pracą w filmie a w teatrze? Czy masz swojego faworyta?
Praca z Nicolą Walker i Sanjeevem Bhaskarem przy moim pierwszym zleceniu telewizyjnym była absolutną frajdą! Obserwowanie ich i nauka od nich były niesamowite. Byłam bardzo szczera i kiedy jechaliśmy na plan, dopytywałam o wszystkie szczegóły. Uwielbiam prostotę i naturalny styl gry przed kamerą. To, jak wiele można przekazać subtelnością – kocham to. Złapałam bakcyla i liczę na więcej. Główną zaletą teatru jest możliwość próbowania nowych rzeczy i ciągłego odkrywania postaci w trakcie trwania sezonu, natomiast w filmie cały proces eksploracji odbywa się przed wejściem na plan – potem musisz po prostu być zadowolonym z tego, co zrobiłeś przed kamerą! Kariera łącząca oba te światy byłaby idealna, poproszę i dziękuję.
Opowiedz nam o jednym z twoich najlepszych lub najzabawniejszych wspomnień ze sceny?
Wierzę, że mój kostium Ursuli w „Sweet Charity” był przeklęty. Miałam tyle wpadek na scenie, z których na szczęście potrafiłam się śmiać. Mój obcas utknął w jedynej dziurze w podłodze... Jeremy Secomb, który grał Vittorio, zdołał zahaczyć guzikiem o moją perukę w trakcie pełnego pasji momentu, a wisienką na torcie był upadek prosto na pupę, gdy próbowałam wyglądać olśniewająco w futrze do samej ziemi... Powiedzmy, że nie było to zbyt płynne. Muszę też wspomnieć o czymś, czego sama nie widziałam (byłam akurat za kulisami), ale wyobrażam to sobie dla własnej uciechy... Emma Caffrey, która jak zwykle wyglądała bosko i tańczyła jak marzenie jako saloon girl w „Curtains”... nagle w trakcie tańca peruka spadła jej prosto do ręki. Została w samej siatce pod perukę na oczach wszystkich. Mogłabym tak wymieniać bez końca... Właśnie za to kocham teatr.
Jakie trzy rzeczy zawsze znajdziemy w twojej garderobie? Np. talizmany, rzeczy pomagające na scenie, niebieskie M&Msy...
Chyba nie mam talizmanów jako takich... ale zawsze mam pod ręką spray Boots na suchość w ustach, który poleciła mi Rebecca Lock – był zbawienny w trasie, kiedy musiałam przyzwyczajać się do różnych teatrów, bo za kulisami często jest bardzo sucho, co nie sprzyja śpiewaniu. Mam też dyfuzor i olejki, bo uwielbiam tworzyć spokojną atmosferę. Zawsze po zapachu można poznać, gdzie jest moja garderoba! No i pewnie okrągłe ciasteczka czekoladowe z M&S... kto wie, ten wie. O, i gdybym mogła mieć garderobianego psa, byłoby idealnie.
Gdyby twoje życie było spektaklem, jak by się nazywał i dlaczego?
„Decyzje”. Jestem beznadziejna w podejmowaniu decyzji... w każdym aspekcie życia. Może ten spektakl pokazywałby, jak przezwyciężam tę słabość. Chciałabym poznać na to sposób. Nigdy nie pytajcie mnie, jaki film obejrzeć!
Jaką radę dałabyś tegorocznym absolwentom szkół teatralnych?
Moja rada to wspierajcie się nawzajem i kibicujcie sobie... bo bycie zgorzkniałym i niemiłym wcale nie jest fajne. Pozwólcie sobie na smutek z powodu straconych szans, ale wiedzcie, że jesteście na właściwej dla siebie ścieżce. Będziecie to słyszeć wielokrotnie, ale starajcie się z całych sił nie porównywać swojej drogi do innych... sama wciąż muszę sobie o tym przypominać. Nowi absolwenci są zazwyczaj w szczytowej formie i rwą się do pracy, więc bycie profesjonalnym, pracowitym i rzetelnym to oczywistość, ale myślę, że najważniejsze to być życzliwym i hojnym. Miałam mnóstwo szczęścia, bo po studiach trafiło mi się wiele krótkich kontraktów, dzięki czemu poznałam i nauczyłam się mnóstwa rzeczy od ludzi, którzy już pracowali w branży... szkoła może nauczyć tylko pewnego zakresu.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności