Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Bang Bang, Mercury Theatre ✭✭

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Share

Bang Bang

Mercury Theatre, Colchester.

4 marca 2017

2 gwiazdki

Zarezerwuj bilety

Nie ulega wątpliwości, że Mercury Theatre, przygotowując pierwszą tegoroczną produkcję „Made in Colchester”, odniosło nie lada sukces, pozyskując adaptację farsy „Monsieur Chasse” pióra samego Johna Cleese'a. Pan Cleese aktywnie włączył się w promocję spektaklu, co bez wątpienia umocniło renomę naszej ukochanej regionalnej sceny. Paradoksalnie jednak, jego zaangażowanie mogło wyświadczyć niedźwiedzią przysługę, wyśrubowując oczekiwania wobec przedstawienia, które ostatecznie okazuje się dość marnym przykładem gatunku.

Fabuła, o ile można tak to nazwać, kręci się wokół małżeńskich zdrad. Mąż rzekomo wybiera się na polowanie (choć zwierzyną są tu kobiety), a kochankowie lądują w tym samym paryskim mieszkaniu. Inscenizacja ma swoje mocne strony – na uznanie zasługuje przede wszystkim scenografia Davida Shieldsa, która wspaniale oddaje ducha epoki, a sposób, w jaki odsłania nowe wnętrza podczas zmiany dekoracji między pierwszym a drugim aktem, robi wrażenie. Brawa dla całej ekipy technicznej za sprawną realizację. Zespół aktorski dwoi się i troi, by wycisnąć z tego tekstu co najlepsze. Richard Earl jest wyborny jako dr Moricet – jego desperacja narasta z każdą minutą, a próby zacierania śladów są rozegrane z idealnym wyczuciem czasu. Postacią przypomina Basila Fawlty’ego, szczególnie w zestawieniu z Caroline Langrishe (Leontine), która kreuje typ małżonki w stylu Sybil. Trio uzupełnia Oliver Cotton, świetnie grający zdezorientowanego Duchotela. Peter Bourke czaruje jako Cassagne, a interakcje z publicznością wypadają naturalnie – im bardziej rubaszne żarty, tym głośniejszy śmiech (być może ten wątek warto było rozwinąć). Jednak gwiazdą wieczoru jest Jess Murphy w roli pokojówki Babette – jej porozumiewawcze spojrzenia do widzów i gra na skrzypcach podczas wspomnianej zmiany dekoracji to autentyczne perełki.

I tu pies pogrzebany. Jeśli zmiana scenografii jest jednym z najciekawszych momentów wieczoru, to znaczy, że scenariusz kuleje. Wchodząc do teatru, zostawiłem za drzwiami rok 2017, by przenieść się w czasie do epoki fars, które królowały na scenach w latach 70. Mamy tu połacie nudnej ekspozycji i humor rodem z minionej epoki: szczytem zagrożenia dla męskości jest przypadkowy pocałunek dwóch panów, a mizoginia wylewa się z każdego kąta. Trudno uwierzyć, że w 2017 roku słuchamy wyznań Hrabiny o romansie z poskromicielem lwów, którego wybrała tylko dlatego, by sprawdzić, czy bije kobiety równie sprawnie co zwierzęta. Serio? Produkcji nie pomaga fakt, że zaledwie parę tygodni temu gościł tu westendowski hit „The Play That Goes Wrong”, który dobitnie pokazał, jak bardzo archaiczna i zwietrzała jest formuła prezentowana w „Bang Bang”.

Spektakl grany do 11 marca 2017

Zdjęcia: Robert Day

REZERWACJA BILETÓW NA BANG BANG

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS