WIADOMOŚCI
RECENZJA: Kopciuszek i Fasola w Theatre 503 ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
Matthew Lunn
Share
Cinderella And The Beanstalk. Fotografia: Jack Sain Kopciuszek i łodyga fasoli (Cinderella and the Beanstalk) Theatre503 29 listopada 2015
5 gwiazdek
Pantomimy bożonarodzeniowe (Panto) mają to do siebie, że potrafią być wyjątkowo męczące. Dzieci to bezlitośni krytycy, a dekady oczekiwań ciążą nad słabszymi produkcjami. Ten gatunek zajmuje tak szczególne miejsce w brytyjskiej kulturze popularnej, że niezwykle trudno jest stworzyć spektakl o masowym uroku – musi być na tyle oryginalny, by wyróżnić się na tle setek innych przedstawień, a jednocześnie na tyle przystępny, by porwać kilka pokoleń rodzin. To, co sprawia, że Cinderella and the Beanstalk grupy Sleeping Trees jest tak wspaniałe, to fakt, że nie opiera się na celebrytach, żartach sytuacyjnych z pierwszych stron gazet czy niekończących się dwuznacznościach. Zamiast tego otrzymujemy troje wybitnie utalentowanych aktorów komediowych, którzy jednocześnie bawią się konwencją gatunku i składają mu hołd, dając niesamowicie zabawny efekt. Cinderella and the Beanstalk łączy fabuły dwóch najsłynniejszych pantomim, upychając na scenie „tyle postaci z bajek, ile udało się wygooglować”. Jowialni autorzy we frakach (James Dunnell-Smith, Joshua George Smith i John Woodburn) otwierają spektakl, wyjaśniając, że ich dzieło zaprezentuje talenty dziesiątek aktorów. Problem w tym, że jedyną osobą, o której zatrudnieniu pamiętali, jest muzyk Mark (Mark Newnham), co zostawia ich z jednym wyjściem – muszą sami zagrać każdą postać i liczyć na to, że jakoś to będzie. To nadaje ton całemu, cudownie absurdalnemu występowi.
Trójka aktorów jest doprawdy fenomenalna – nie tylko dlatego, że wcielają się w miriady ról z wielkim dowcipem i energią, ale po prostu są fantastycznym towarzystwem. Choć sam pomysł wyjściowy nie dominuje nad narracją, nadaje on kontekst tej kunsztownie „amatorskiej” naturze inscenizacji. Jesteśmy świadkami spanikowanych kłótni o to, kto ma zagrać konkretną rolę, a nieuchronnie chaotyczne sceny, które po nich następują, są nie tylko przezabawne same w sobie, ale też stawiają wykonawców w bardzo ujmującym świetle. Momenty, takie jak desperackie próby Woodburna, by samodzielnie odegrać rozmowę między Księciem a obiema Brzydkimi Siostrami, czy jednoczesne uwolnienie więźniów Rumpelstiltskina, zyskują dzięki tej aurze całkowitego oszołomienia aktorów. W połączeniu z ich zręcznym tańcem – scena otwierająca na dworze Księcia, omawiająca nadchodzący bal, zawiesza poprzeczkę bardzo wysoko – spektakl zyskuje rozkosznie nieprzewidywalną fizyczność, która trafi do młodszych i starszych widzów.
Cinderella And The Beanstalk. Fotografia: Jack Sain
Choć perfekcyjnie wykonany slapstick wywoływał u wszystkich salwy śmiechu – od problemów Smitha z opanowaniem rekwizytu Rumpelstiltskina po absurdalnie mało groźny „złowieszczy” las („O nie, spadający człowiek!”) – najgłośniejszy śmiech wzbudzały drobne, rzucone od niechcenia i autentycznie zaskakujące momenty komediowe. Wyraz rozczarowania na twarzy Woodburna, gdy jego Książę orientuje się, że zjadł już całego loda, epizod Dunnell-Smitha jako Dzwoneczek (skrzydlata lalka Barbie na patyku z ciężkim londyńskim akcentem) czy niedorzeczna piosenka Smitha o pracy zespołowej („prosta, ale niemożliwie dobra”) to sceny, które wspomina się ze śmiechem długo po wyjściu z teatru. Niezależnie od tego, czy pomagamy w narodzinach małej krowy, tańczymy wesoły świąteczny taniec, czy odgrywamy kluczowe sceny z filmu „Kevin sam w domu”, ich niepohamowane wygłupy sprawiają, że wszyscy czujemy się częścią tego żartu.
Jak na każdą świetną farsę przystało, całość jest nienagannie schoreografowana, a rekwizyty wykorzystano w niezwykle pomysłowy sposób – pozioma łodyga fasoli oraz ogromna kołdra w rękach Dunnell-Smitha na długo zostaną w naszej pamięci. Radosna, pastelowa scenografia również stanowi cenny atut komediowy, będąc jednocześnie surrealistycznym sennym krajobrazem i areną dla popisów aktorów. Drzwi po lewej stronie sceny wykorzystano po mistrzowsku – aktor może wpaść, przekoziołkować lub przeczołgać się przez jedne z nich i wyłonić się z drugich jako zupełnie inna postać, ku szczególnej uciesze młodej widowni. Jednak za budowanie klimatu największe brawa należą się Markowi Newnhamowi, skromnemu muzykowi. Nie tylko wykazał się on wyjątkowymi umiejętnościami gry na wielu instrumentach, ale jego nieustanny wyraz cichego przerażenia był wręcz niemożliwie śmieszny. Pięknie łączyło się to z finałowym zwrotem akcji, gdy okoliczności zmuszają go do wyjścia na środek sceny i doprowadzenia pantomimy do szczęśliwie niedorzecznego finału.
Cinderella and the Beanstalk to błyskotliwa produkcja, pełna żartów, które doceni cała rodzina. James Dunnell-Smith, Joshua George Smith i John Woodburn to wybitne talenty komediowe, tworzące wyjątkowe kreacje, które dopełnia choreografia i zachwycający akompaniament muzyczny Marka Newnhama. Zabierzcie swoich bliskich, a gwarantuję, że będziecie się razem świetnie bawić. Cinderella And The Beanstalk grane jest w Theatre 503 do 2 stycznia 2016 roku
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności