Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Getting Better Slowly, New Diorama Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Sophie Adnitt

Share

Getting Better Slowly New Diorama Theatre

3 października

4 gwiazdki

Pewnego poranka Adam Pownall obudził się z poczuciem, że jego ciało powoli, lecz nieubłaganie, odmawia posłuszeństwa. Wszystko zaczęło się od kończyn, by po chwili przenieść się na klatkę piersiową, twarz, aż w końcu odebrać mu zdolność mówienia, a nawet mrugania. Przyczyna? Zespół Guillaina-Barrégo – rzadkie schorzenie, które w ciągu zaledwie kilku dni doprowadza do całkowitego paraliżu. W tym silnie opartym na ruchu spektaklu Adam opowiada swoją historię. Znajdziemy tu fakty medyczne dla dociekliwych, ale przede wszystkim ogromną dawkę humanizmu.

Pownall nie tylko jest producentem kreatywnym, ale i sam występuje w spektaklu, wnosząc autentyczną szczerość i ujmującą wrażliwość w rolę „Adama”, czyli sfabularyzowanej wersji samego siebie. Czyni to opowieść szczególnie poruszającą, gdy mówi o swojej rodzinie – zwłaszcza o poczuciu winy matki, która wcześniej goniła go do wynoszenia śmieci, czy o desperackim życzeniu Adama, by jego brat przestał być tak nienaturalnie miły i wreszcie zaczął sobie z niego żartować, jak to mieli w zwyczaju.

Publiczność współczuje i kibicuje mu w powrocie do zdrowia tak mocno, jak bohaterowie jego opowieści. Choć sama obecność aktora na scenie zdradza szczęśliwy finał, zdarzają się momenty autentycznej niepewności, w których widzowie zapominają, że przetrwanie Adama jest pewne. Fakt, że zarówno Pownall, jak i partnerująca mu Kitty Randle to postacie niezwykle sympatyczne, bardzo w tym pomaga. Duet ten doskonale wykorzystuje kameralność teatru, by łapać kontakt wzrokowy z widzami i zwracać się do nich bezpośrednio.

Pownall jako artysta najlepiej odnajduje się jednak w oddawaniu bólu – tego fizycznego, obezwładniającego. Robi to po mistrzowsku; bywają chwile, w których wygląda, jakby miał zemdleć z katuszy, jakie znosi jego ciało. Jego sprawność fizyczna (physicality) jest niezwykła, tym bardziej gdy wspomina stan degradacji, w jaki popadło jego ciało podczas długiego pobytu na oddziale intensywnej terapii. Ruchowa natura spektaklu stanowi tu osobne zwycięstwo – Adam opowiada swoją historię poprzez ruch, który niegdyś został mu całkowicie odebrany.

Randle, która brawurowo wciela się w rolę samej choroby, a także w szereg postaci drugoplanowych, przypomina złośliwego elfa. Przemierza scenę, traktując Adama niczym drabinkę do wspinaczki. Zabawkę. Jako uosobienie zespołu Guillaina-Barrégo miota się między chorobliwą satysfakcją z wyrządzanego cierpienia a lekkim zdziwieniem własną siłą, niczym kapryśne dziecko, które wcale nie chciało nikomu zrobić krzywdy – a może jednak chciało? Tak czy inaczej, Randle tworzy fascynującą kreację, w pełni dorównując fizycznemu warsztatowi Pownalla.

Scenariusz Nicka Wooda powstał na bazie wielu godzin nagrań rozmów z Adamem, jego rodziną i przyjaciółmi. Woodowi szczęśliwie udaje się uniknąć przesłodzonego tonu, choć w kilku miejscach ociera się o nadmierną pompatyczność. Na szczęście kolokwialny styl samego Pownalla i głosy jego bliskich sprawiają, że całość brzmi zbyt prawdziwie, by przejść obok niej obojętnie. Dialogi bywają początkowo nieco sztywne, zanim wykonawcy w pełni się rozkręcą, ale ostatecznie wygrywa szczerość spektaklu, który z każdą minutą tej nieco ponadgodzinnej sztuki staje się coraz bardziej naturalny i swobodny.

Warto wspomnieć o niemal bezbłędnej i przyjemnej dla oka reżyserii światła Howella Thomasa, która z nawiązką rekompensuje dość toporną scenografię. Reżyseria Tilly Branson nadaje całości świetne tempo, sprawiając, że przedstawienie kończy się znacznie szybciej, niż życzyłaby sobie tego publiczność.

Podsumowując, siła Getting Better Slowly tkwi przede wszystkim w wykonawcach i ogromnym sercu włożonym w tę historię. To opowieść o małym świecie, ale uformowanym tak idealnie, że każdy z nas mógłby się w nim odnaleźć. Cel Pownalla, by zwiększyć świadomość na temat zespołu Guillaina-Barrégo, został w pełni osiągnięty. A przy okazji stworzył on naprawdę znakomity spektakl.

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ O TRASIE SPEKTAKLU GETTING BETTER SLOWLY

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS