Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Pinter Five, Harold Pinter Theatre w Londynie ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Udostępnij

Paul T Davies ocenia zestaw Pinter Five, który jest obecnie wystawiany w Harold Pinter Theatre w ramach sezonu Pinter at the Pinter.

Luke Thallon i Jane Horrocks w Pinter Five. Fot.: Marc Brenner Pinter Five Harold Pinter Theatre, Londyn.

4 stycznia 2019

5 gwiazdek

Zarezerwuj bilety

Sezon Pinter at the Pinter nie przestaje zachwycać u2013 to rzeczywiście jedyna w swoim rodzaju okazja, by zobaczyć rzadko wystawiane krótkie formy i skecze Harolda Pintera. Jeśli istnieje motyw przewodni łączący trzy sztuki składające się na Pinter 5, to są nim pofragmentowane głosy i przecinające się życiorysy; więzi rodzinne osłabione brakiem komunikacji u2013 czy to twarzą w twarz, czy za pośrednictwem fal radiowych, czy w niewysłanych i nieprzeczytanych listach.

Luke Thallon w Pinter Five. Fot.: Marc Brenner

"The Room" to klasyczny Pinter z 1957 roku. Rose Hudd z niepokojem serwuje śniadanie mężowi, Bertowi, zapewniając go, że posiłek u201echroni przed mrozemu201d, choć jasne jest, że to w samym pokoju panuje chłód.  Od brudnych ścian odbijają się echa u201eUrodzinu201d; jej status społeczny podkreśla fakt, że nie mieszkają w piwnicy z zawilgoconymi murami, jednak świat na zewnątrz przeraża, a do drzwi pukają obcy. To powojenna, zniszczona bombardowaniami Brytania u2013 kim jest tajemniczy mężczyzna z piwnicy, który wie, kim naprawdę jest Rose Hudd?

Luke Thallon i Emma Naomi w Pinter Five. Fot.: Marc Brenner

Jane Horrocks jako Rose napędza spektakl znakomitą kreacją pełną nerwowego napięcia, a towarzyszy jej Rupert Graves w roli niemal milczącego Berta. Nicholas Woodeson potęguje niepokój jako właściciel kamienicy, pan Kidd, kwestionując ustawienie mebli i stukając w rury. Jego wspomnienia o matce, którą uważał za Żydówkę, wprowadzają do pokoju aurę wrogości, lęk przed przejęciem lokalu i przymusową eksmisją. Paranoja narasta wraz z przybyciem państwa Sands (Luke Thallon i Emma Naomi), którzy są przekonani, że pokój jest do wynajęcia. W pięknym punkcie kulminacyjnym pojawia się Riley, niewidomy przybysz z piwnicy, który zdaje się widzieć i znać Rose lepiej niż ktokolwiek inny. Czy jest Śmiercią przychodzącą po nią? Kojący głos Colina McFarlane'a uwodzi Rose i publiczność, a może państwo Sands to klepsydra, w której przesypuje się piasek czasu? W momencie ich kontaktu słyszymy płacz dziecka, co sugeruje domykający się krąg życia (świetna oprawa dźwiękowa autorstwa Bena i Maxa Ringhamów).  Bert powraca i atakuje Rileya, ratując żonę, ale ona traci wzrok, co być może symbolizuje przymykanie oczu na otaczającą ją przemoc. To niezwykłe dzieło, genialnie zagrane, które samo w sobie warta jest ceny biletu.

Nicholas Woodeson i Rupert Graves w Pinter Five. Fot.: Marc Brenner

Ten sezon dowiódł już wielokrotnie, jak dowcipny potrafi być Pinter, a u201eVictoria Stationu201d (1982) to przezabawny dialog między dyspozytorem korporacji taksówkowej a zdezorientowanym kierowcą, który nie wie, gdzie się znajduje, ale wie, że zakochał się w pasażerce śpiącej na tylnym siedzeniu. Rupert Graves i Colin McFarlane grają tu po mistrzowsku u2013 narastająca frustracja dyspozytora kontrastuje ze stanem błogiego splątania kierowcy. To oczyszczające rozładowanie napięcia po u201eThe Roomu201d! Trzecią sztuką jest u201eFamily Voicesu201d z 1981 roku, w której nieco pobrzmiewają radiowe korzenie tekstu. Jednak, podobnie jak w przypadku pozostałych utworów, znakomita reżyseria Patricka Marbera nadaje tekstowi ożywczą, choć kontrolowaną energię. Luke Thallon (szczególnie znakomity), Horrocks i Graves wcielają się w rodziców i dziecko wysyłających sobie nawzajem fałszywe wieści w sztuce o porzuconych bliskich.

Colin McFarlane w Pinter Five. Fot.: Marc Brenner

Powracamy do zimnych, pustych pokoi, od których zaczął się wieczór. Pinter 5 jest pięknie obramowany tymi zagubionymi głosami, pełnymi rozpaczy, a jednak wciąż szukającymi miłości. Jak dotąd jest to zestawienie Pintera, które absolutnie trzeba zobaczyć, jeśli możecie wybrać tylko jedno wyjście do teatru u2013 to prawdziwa uczta dla oczu i uszu.

ZAREZERWUJ BILETY NA PINTER FIVE

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS