WIADOMOŚCI
RECENZJA: Ojciec (The Father) w Wyndhams Theatre ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
stephencollins
Share
Claire Skinner i Kenneth Cranham w spektaklu Ojciec (The Father). Fot. Simon Annand Ojciec
Wyndhams Theatre
2 listopada 2015
5 Gwiazdek
Wiele można by pisać o tym, jak cenne jest pójście na spektakl, o którym nie wie się zupełnie nic, poza kojącym widokiem nazwiska cenionego aktora na afiszu. Oczekiwania nie są wtedy wygórowane, a umysł staje się bardziej otwarty na wiele możliwości. Rzadko zdarza się jednak, by w połowie przedstawienia widz zaczął poddawać w wątpliwość własne zmysły. Nie w sensie „chyba oszalałem, że wciąż siedzę na tym gniocie” (co zdarza się niepokojąco często), ale w kategoriach „co tu się dzieje, nie rozumiem, nie potrafię tego rozpracować – czy ja tracę zmysły?”.
A jednak to właśnie dzieje się podczas inscenizacji sztuki Floriana Zellera „Ojciec” w reżyserii Jamesa MacDonalda, która ma obecnie swoją premierę na West Endzie w Wyndhams Theatre. Zeller jest Francuzem, więc to z jego wyobraźni wywodzą się te wszystkie zawiłości, forma, postacie i sytuacje, ale słowa należą do Christophera Hamptona, którego przekład jest oszczędny, bezpośredni i przejmujący. To niezwykła fuzja wielkich talentów pisarskich, a inscenizacja Macdonalda wydobywa bolesną prawdę z każdego wersu.
Jak szepnęła mi pod koniec osoba towarzysząca: „Przygnębiające”. To prawda – i to w sposób absolutnie genialny.
Claire Skinner i Kenneth Cranham w spektaklu Ojciec. Fot. Simon Annand
W programie Zeller tak opisuje swoje ambicje związane z tą sztuką:
„Ojciec to próba zrozumienia, za pośrednictwem teatru, sytuacji starszego człowieka, który stracił wszystkie punkty orientacyjne i dotarł do momentu, w którym jego królestwo się rozpada. Co mnie przyciągnęło do tego tematu? Sam nie wiem. Ale wierzę w jedno: teatr może skutecznie – i natychmiastowo – stać się lustrem dla widzów, pozwalając nam rozpoznać, a tym samym nieco lepiej zrozumieć samych siebie. Dlatego zależało mi, abyśmy w tej konkretnej podróży nie byli tylko obserwatorami, ale byśmy i my zagubili się w tym mentalnym labiryncie – tak, aby pełniej, od środka, doświadczyć tragedii starości i tej kruchości życia, która czyni nas wszystkich równymi”.
Rzadko kiedy założony cel udaje się zrealizować tak bezbłędnie, jak Zellerowi w tym przypadku. Hampton i Macdonald uformowali jego dzieło w piękną symfonię bólu. Skojarzenie z symfonią jest tu niemal dosłowne, ponieważ liczne krótkie sceny łączy fascynująca oprawa dźwiękowa Christophera Shutta. Składa się ona (przynajmniej z pozoru) z maestralnie wykonanych utworów fortepianowych, w których jednak od czasu do czasu pojawia się fałszywa nuta lub nieoczekiwana pauza. W miarę postępu spektaklu liczba tych dziwnych przerw w muzyce rośnie, tworząc dźwiękową analogię dla postępującej choroby Alzheimera, która stanowi oś sztuki Zellera.
Oświetlenie autorstwa Guya Hoare’a również bierze udział w budowaniu znaczeń. Na początku każdej (a przynajmniej większości) sceny pojawia się efekt iskry – wizualna reprezentacja „właściwego połączenia” tuż przed zapaleniem świateł. Iskra zmienia swoją intensywność wraz z rozwojem narracji, a kiedy jej brakuje, cisza staje się wręcz ogłuszająca.
Scenografia Miriam Buether wykonuje tu kawał świetnej roboty. Buether bez wysiłku oddaje paryski charakter mieszkania i z dbałością aranżuje przestrzeń. Gdy sceny przeskakują między różnymi planami czasowymi, widz zostaje delikatnie wprowadzony w stan „co się stało z meblami?”, zastanawiając się, czy ich znikanie to metafora Alzheimera. Oczywiście tak jest, ale cel Buether jest bardziej przebiegły: scenografia i jej zmiany reprezentują dezorientację głównego bohatera, André, który popadł w rutynę, ciągle pytając o to, gdzie są przedmioty, zamiast pytać, gdzie on sam się znajduje.
Kenneth Cranham i Claire Skinner w spektaklu Ojciec. Fot. Simon Annand
Każdy element inscenizacji Macdonalda jest przemyślany i błyskotliwy. Trudne zmiany dekoracji odbywają się w całkowitej ciemności, co potęguje poczucie dysonansu między scenami. Cały spektakl ma na celu osadzenie widza w percepcji André – w tym drżącym, niepewnym i wiecznie zmieniającym się świecie. To fundament podejścia Zellera: sceny i postacie są przedstawiane wyłącznie z perspektywy André.
Na początku takie podejście jest zarazem konfrontacyjne i rozbrajające. Przyłapałem się na sprawdzaniu obsady w programie, by upewnić się, kto jest kim, zanim zrozumiałem zamysł Zellera (zamiast myśleć, że coś mi umknęło). Gdy już przestawimy się na właściwy odbiór i zaakceptujemy, że nie wszystko musimy rozumieć, możemy bez reszty podziwiać nadzwyczajną kreację Kennetha Cranhama i zyskać wgląd w to, jak Alzheimer wystawia ludzki umysł na próbę.
Kenneth Cranham w spektaklu Ojciec. Fot. Simon Annand
Łatwo byłoby zrobić z André karykaturę osoby cierpiącej na demencję, ale Cranham nie wpada w tę pułapkę. Jego występ jest surowy, momentami bolesny w swojej przejmującej szczerości i brutalnie realistyczny. Pokazuje André we wszystkich odcieniach: od jasności umysłu po całkowitą, bezradną pustkę. Mistrzowsko pozwala tym odcieniom ciemnieć i jaśnieć w ciągu sekund, gdy André wchodzi i wychodzi z mgły, która go spowija.
Cranham wydobywa z postaci tyle humoru, ile to możliwe, co czyni André bardziej ludzkim i bliskim widzowi. Pokazuje też jego temperament, autentyczny gniew na to, co się z nim dzieje, oraz wstrząsające momenty samoświadomości, które głęboko poruszają. Scena, w której André zauważa, że jest jak drzewo, które straciło wszystkie liście, jest absolutnie łamiąca serce. Finał jest równie drastyczny i przejmujący jak cokolwiek w Królu Learze.
To doprawdy fenomenalna rola Cranhama, bez wątpienia jedna z najlepszych kreacji aktorskich tego roku, a nawet dekady.
Reszta obsady spisuje się równie wspaniale. Wszyscy mierzą się z wyzwaniem grania postaci realnej (gdy André zachowuje jasność umysłu) oraz postaci zapamiętanej lub wyobrażonej (gdy André traci kontakt z rzeczywistością). Claire Skinner (jako córka, Anne) jest w tym szczególnie dobra, ale cały zespół wykazuje się ogromnym kunsztem. Jedna z mocniejszych scen to ta, w której postać grana przez Jima Sturgeona grozi André i fizycznie go atakuje – to bardzo niepokojący moment, w którym pamięć i emocje mieszają się w głowie bohatera, a Sturgeon gra to z przerażającą, beznamiętną twarzą.
To sztuka na nasze czasy. Każdy z nas zetknie się kiedyś z tymi problemami – jako opiekun, bliska osoba opiekuna lub osoba wymagająca opieki. Genialna, subtelna gra Cranhama to wystarczający powód, by zobaczyć ten spektakl, ale tak naprawdę to sama sztuka jest tutaj najważniejsza.
„Ojciec” jest wystawiany w Wyndham's Theatre do 21 listopada 2015 roku. Zarezerwuj bilet już teraz.
Dowiedz się więcej o spektaklu Ojciec
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności