Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Notebook, Gerald Schoenfeld Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

rayrackham

Udostępnij

Ray Rackham recenzuje broadwayowską adaptację musicalową „Pamiętnika” (The Notebook), pokazywaną obecnie w Gerald Schoenfeld Theatre na Broadwayu.

John Cardoza (Młody Noah) i Jordan Tyson (Młoda Allie). Fot. Julieta Cervantes The Notebook

Gerald Schoenfeld Theatre

4 Gwiazdki

Zarezerwuj teraz

Najnowsza propozycja przeniesienia filmu na deski Broadwayu – „Pamiętnik” autorstwa Ingrid Michaelson i Bekah Brunstetter – wywiera ogromne wrażenie, skrupulatnie łamie serca, choć nie zawsze wzbija się na wyżyny.

Cały sezon czekało się na broadwayowskie adaptacje filmowe, a teraz dostajemy trzy niemal naraz. Podczas gdy „Woda dla słoni” (Water for Elephants) właśnie miała premierę, a „Outsiderzy” są wciąż w fazie pokazów przedpremierowych, jako pierwszy wystartował „Pamiętnik”. Ta adaptacja trzyma się bliżej powieści z 1996 roku, serwując okazjonalne (i uwielbiane przez widzów) ukłony w stronę filmu z 2004 roku, który zasłużenie stanął w jednym szeregu z „W przedsionku piekła”, „Stalowymi magnoliami” czy „Uwierz w ducha” jako ikona gatunku „wyciskaczy łez”. Dzięki scenariuszowi Brunstetter i muzyce Michaelson mamy tu sporo powodów do świętowania, a obsadzenie sześciu różnorodnych aktorów w rolach głównej pary dodaje spektaklowi blasku, który przez większość czasu skutecznie równoważy sentymentalizm.

Obsada „Pamiętnika”. Fot. Julieta Cervantes

Jako samodzielne dzieło teatralne spektakl sprawdza się bardzo dobrze. Przeniesienie „Pamiętnika” na grunt musicalu pozwoliło osiągnąć rzecz niemal niemożliwą: stworzono show wierny materiałowi źródłowemu, który ma jednak własny głos. Zespół twórczy z sukcesem wywrócił do góry nogami główny zamysł adaptacji. W filmie oglądamy epicką, trwającą dekady historię miłosną (z Ryanem Goslingiem i Rachel McAdams w samym centrum), przeplataną fragmentami z ich starszymi wcieleniami zmagającymi się ze skutkami demencji. W musicalu otrzymujemy przejmujące studium starzenia się, podupadającego zdrowia i uniwersalnego lęku przed utratą siebie w chorobie (z narastającą intensywnością pierwszego aktu), perfekcyjnie odegrane przez Doriana Harewooda i Maryann Plunkett (jako najstarsza wersja Noaha i Allie, tym razem będąca w samym sercu opowieści). To niezwykle autentyczne i ważne studium jest obramowane przez odłamki wspomnień z ich namiętnych pierwszych spotkań (znakomicie oddanych przez Johna Cardozę i Jordan Tyson), nieuniknionej rozłąki i ostatecznego pojednania (bez wysiłku portretowanych przez Ryana Vasqueza i Joy Woods). Co więcej, ramy czasowe przesunięto z lat 40.-80. na lata od 1970 do czasów niemal współczesnych. Wojna rozdzielająca młodych kochanków to teraz Wietnam, a nie II wojna światowa jak w powieści Nicholasa Sparksa. Bohaterowie spotykają się u progu ery walki o prawa obywatelskie, a złote lata powojenne są już tylko wspomnieniem. To ważna zmiana, która momentami wydaje się jednak niepotrzebna, a może nawet nieco chybiona.

Partytura Michaelson oferuje wariacje na temat, co sprawdza się poprawnie, choć czuć tu pewną niewykorzystaną szansę. Skoro akcję osadzono w tak charakterystycznych momentach amerykańskiej historii, to w warstwie muzycznej zupełnie tego nie słychać. Muzyka zbyt często oscyluje wokół „indie-folku lat 90.” i choć niektóre solówki gitarowe czy partie fortepianu są piękne, a wręcz wykwintne, całość cierpi na pewną jednostajność. Tekstowo Michaelson radzi sobie znacznie lepiej (pomijając otwierający wers, gdzie powtarzalne rymy prawie zmusiły mnie do ucieczki z teatru). „Blue Shutters” (przepięknie śpiewane przez Johna Cardozę) z pewnością stanie się hitem każdego egzaminu aktorskiego, a choć „If This Is Love” i „Leave the Light On” mają ambicję stać się nowym „She Used to be Mine”, mnie całkowicie rzucił na kolana utwór „Kiss Me”, podczas którego młodzi Noah i Allie kochają się po raz pierwszy. To po mistrzowsku skonstruowana scena muzyczna – w tym momencie spektakl naprawdę nabiera wiatru w żagle.

Jordan Tyson (Młoda Allie) i John Cardoza (Młody Noah). Fot. Julieta Cervantes

Libretto Brunstetter jest oszczędne tam, gdzie trzeba (co na Broadwayu staje się sztuką zanikającą) i z finezją prowadzi widza przez dekady, jednak nie ustrzeżono się kilku wad narracyjnych. Po pierwsze, osadzamy postacie w przełomowych momentach historii USA, kompletnie do nich nie nawiązując, co rodzi pytanie o sens zmiany czasu akcji przy tak ciekawym doborze obsady. W drugim akcie następuje też zmiana tonacji, która zbyt mocno skupia się na „środkowej” parze kochanków, która w pierwszym akcie nie została wystarczająco rozwinięta, by udźwignąć ten ciężar. Tworzy to nierównowagę, z którą spektakl boryka się aż do finału. Nie pomaga tu też reżyseria Michaela Griefa i Shelle Williams ani choreografia Katie Spelman; główna obsada wiruje wokół siebie z egzaltacją o jeden raz za dużo.

Siłą tego przedstawienia jest sześć różnych kreacji Noaha i Allie. Dorian Harewood jako Starszy Noah otwiera historię z dużym dostojeństwem, będąc prawdziwym silnikiem opowieści. John Cardoza i Jordan Tyson są zaraźliwie uroczy w swoich młodych wcieleniach, a Ryan Vasquez i Joy Woods to jedni z najpewniejszych wykonawców stąpających obecnie po broadwayowskiej scenie. Jeśli ten spektakl ma dwa akty, to pierwszy bezsprzecznie należy do Maryann Plunkett. Jej Starsza Allie to jedna z najbardziej wstrząsających i poruszających ról, jakie widziałem w musicalu od lat. Kreacja Plunkett jest tak subtelna i bolesna, że nie tylko trudno oderwać od niej wzrok, ale w pewnych momentach trudno wręcz nabrać tchu! Tu jednak kryje się problem: za każdym razem, gdy Plunkett znika ze sceny (a nie ma jej przez sporą część drugiego aktu), traci się ten genialny fundament zbudowany na początku. Na uwagę zasługują też role drugoplanowe, zwłaszcza Andrea Burns, która gra zarówno matkę Allie w latach 60. i 70., jak i pielęgniarkę w domu opieki w 2021 roku (w wzruszającej scenie Starsza Allie nazywa ją „matką”, tworząc łamiący serce moment metaforystyczny).

„Pamiętnik” ma wszelkie dane ku temu, by stać się długo granym hitem. To wzruszająca, trafiająca do ludzi i delikatna historia, która nie traktuje siebie z przesadną powagą, a mimo to uderza z potężną siłą emocjonalną (szloch na widowni Gerald Schoenfeld Theatre słychać było już po 20 minutach). Jest to spektakl pięknie zagrany przez pierwszorzędny zespół, mający kilka zachwycających momentów muzycznych. Jako całość jednak, nie zawsze wznosi się ponad sumę swoich części.

ADRES Spektakl grany jest w Gerald Schoenfeld Theatre (236 W 45th Street, pomiędzy Broadwayem a 8th Ave). CZAS TRWANIA

Czas trwania to 2 godziny i 20 minut, w tym jedna 15-minutowa przerwa.

KUP BILETY NA „PAMIĘTNIK” NA BROADWAYU

 

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS