Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

List miłosny do 54 Below

Opublikowano

Autor:

rayrackham

Share

Ukryty w piwnicy budynku, na odcinku między Broadwayem a 8. Aleją — tam, gdzie tańczące cienie Halstona, Lizy Minnelli, Andy’ego Warhola i Grace Jones raz po raz przemykają w tę i z powrotem — mieści się prawdziwy klejnot Broadwayu: 54 Below. Relacjonuje Ray Rackham.

54 Below

Dla czytelników, którzy jeszcze nie odwiedzili tej kopalni żywej rozrywki, to będzie list miłosny. Jak opisać to, co czeka, gdy po raz pierwszy schodzisz po schodach do miejsca, które stało się stałym punktem nowojorskiego życia teatralnego? „Elegancja” to słowo, które natychmiast przychodzi na myśl; 54 Below ma w sobie posmak elegancji z innej epoki — przypomina, że świat może być piękny: z doskonałym dźwiękiem, dopracowanym w każdym detalu projektem; gdzie każdy wieczór jest nowym, żywym doświadczeniem, z tą wrodzoną pilnością, jaką potrafią dać tylko sztuki performatywne. Klub, uhonorowany w 2022 roku nagrodą Tony Award Honor for Excellence in the Theatre, zyskał potoczne miano „salonu Broadwayu” — domu z dala od domu, w którym Broadwayowa gwiazda może dzielić wieczorny afisz z debiutującym artystą, testującym autorski materiał po raz pierwszy.

ODWIEDŹ STRONĘ 54 BELOW

Otwarte w 2012 roku miejsce było pomysłem grupy producentów nagrodzonych wieloma statuetkami Tony: Toma Viertela, Marca Routha, Steve’a Barucha oraz — co kluczowe — Richarda Frankela (wszyscy produkowali m.in. Hairspray i The Producers). Założyciele, bo tak dziś się o nich mówi, pozostają ważnym elementem dalszego sukcesu klubu: Baruch pełni funkcję prezesa zarządu, Viertel jest jego przewodniczącym, a Frankel — niezwykle aktywnym dyrektorem zarządzającym.

„Wszyscy kochaliśmy kabaret — z różnych powodów. Tom i jego brat Jack prowadzili w latach 60. w New Haven kawiarnio-klub z muzyką folkową, a Tom ‘obsługiwał światła sceniczne’ w liczącym 1200 miejsc klubie nocnym w kurorcie w górach Catskills.” — wyjaśnia Richard Frankel. Brzmi to jak zupełnie inna historia niż ich imponujący katalog Broadwayowych sukcesów, ale ziarno zostało zasiane. W latach 90. zespół pracował nad spektaklem Song of Singapore, osadzonym w kabarecie w 1941 roku („ekscytującym i absolutnie cudownie chaotycznym bałaganem” — jak określa go Frankel) i to ziarno znów zostało podlane. „Wiele kabaretów i lokali typu supper club w Nowym Jorku mieściło się w hotelach albo w przerobionych salach balowych i konferencyjnych: z kiepskim nagłośnieniem, marnym jedzeniem albo fatalną widocznością; a jakby tego było mało — żaden z nich nie skupiał się na muzyce Broadwayu, tylko na Great American Songbook. I nie było też nic… w okolicach Broadwayu, co świętowałoby Broadwayowych wykonawców i repertuar oraz prezentowało ich znakomicie, w gościnnej atmosferze.”

54 Below

Po dwóch latach poszukiwań trafili na piwnicę legendarnej niegdyś (choć od dawna już zamkniętej) dyskoteki i klubu Studio 54. To było ponad dekadę temu.

„Wtedy to była surowa piwnica: beton, kałuże na podłodze i pustaki, ale nie było filarów, co dawało idealną widoczność” — kontynuuje Frankel. Założyciele zaprosili do współpracy najbardziej kreatywnych nowojorskich i broadwayowskich artystów oraz projektantów, a także najlepszych specjalistów od kuchni i gościnności, by stworzyć przestrzeń zapraszającą, elegancką i łączącą kabaret najwyższej próby z doświadczeniem kulinarnym opartym na jakości. „Gdy 54 się otworzyło, miało się poczucie, że dzieje się coś wielkiego. To był ekscytujący moment w nowojorskim świecie teatru, bo nie było drugiego takiego miejsca. 54 znalazło się pomiędzy dwoma typami klubów, które już istniały. W Nowym Jorku działało kilka kabaretowych ‘instytucji’, ale były dość szorstkie i nieco ‘brudne’ — fajne miejsca, lecz wyraźnie bardziej na luzie, bardziej takie, gdzie idzie się na oldschoolowy kabaret albo na wschodzące nazwiska” — mówi kompozytor i autor tekstów Joe Iconis (Be More Chill), który — obok Patti LuPone — był jednym z pierwszych artystów występujących w tej przestrzeni. „Kiedy otworzył się ten drugi rodzaj sali — z wyższej półki, ale jednocześnie przystępny — poczuliśmy, że to idealna przestrzeń ‘pomiędzy’: zobaczysz tu najróżniejszych wykonawców i nowy materiał, a przy okazji dostajesz błyszczące, efektowne nowojorskie doświadczenie. To, że mieści się w piwnicy dawnego Studio 54, miało ogromny związek ze środowiskiem teatralnym; było w tym prawdziwe przyciąganie.” I zdecydowanie nie brakuje tu blichtru — zarówno w wystroju, jak i w doświadczeniu kolacji, które jest integralną częścią tego, co czyni 54 Below wyjątkowym. Frankel dodaje: „to oświecona filozofia gościnności: czytać stół i w cichy, godny sposób wyczuć, czego goście chcą.” Rzeczywiście, strona kulinarna ma na afiszu równie ważne miejsce co rozrywka. Dzięki przedteatralnej kolacji serwowanej co wieczór od 17:30, 54 Below wyznacza w Nowym Jorku nowe standardy gastronomiczne dla miejsc rozrywkowych — i po ponad dekadzie wciąż potrafi zaskakiwać. Utalentowani szefowie kuchni tworzą zmieniające się menu ze świeżych, lekkich i sezonowych składników, a obsługa podaje je niemal „po cichu”, nie odciągając uwagi od talentu na scenie. Mandisa Boxill — która zaczynała jako pomoc na zapleczu restauracji, a dziś jest dyrektorką generalną — mówi: „Zwykle uczymy zespół, że ich czas, by zabłysnąć, jest między brawami. Wielu członków pierwszej ekipy restauracyjnej było fanami Broadwayu i instynktownie wiedzieli, kiedy podać, a kiedy nie. To styl, który sprawia, że obsługa jest widoczna, ale nienachalna.” Jednym z największych „występów”, jakie zobaczysz w 54 Below, jest to, jak kelnerzy potrafią prowadzić w pełni działającą restaurację w trakcie oklasków — z doświadczeniem, jakiego oczekujesz od każdej świetnej restauracji w mieście. I jak w dobrym broadwayowskim zespole, niewielka, perfekcyjnie zgrana ekipa kucharzy, pomocników, kelnerów i barmanów tworzy iluzję „obsady z tysięcy”. Założyciele i menedżerowie restauracji dokładają też ogromnych starań, by zmieniające się menu spełniało oczekiwania wiernej publiczności 54 Below. Boxill dodaje: „Nasi goście kochają wołowinę, więc zawsze będzie stek, zawsze będą żeberka.” Frankel i jego wspólnicy uczestniczą w każdej degustacji, zanim menu trafi do szerokiej publiczności. To system, który świetnie służy 54 Below — czego dowodem jest cała seria nagród, w tym liczne certyfikaty TripAdvisor Certificate of Excellence oraz miejsce w ich Hall of Fame. Ale mistrzowsko dopracowana kolacja to tylko jedna strona medalu — zwłaszcza gdy każdy stolik znajduje się mniej niż 24 stopy od sceny. 54 Below potrzebowało pomysłowej i kreatywnej osoby odpowiedzialnej za program: takiej, która trzyma rękę na pulsie współczesnego Broadwayu, a jednocześnie doskonale zna jego historię. Znaleźli ją w Jennifer Ashley Tepper. Tepper nie tylko „rezerwuje” występy — z czułością ułożyła program ponad 7000 koncertów, które same w sobie przypominają mini-sezony Broadwayu, z wyraźnym naciskiem na różnorodność. „Jedną z rzeczy, które budują wspólnotę, jest ogromna liczba wydarzeń, które gościmy. Możesz zobaczyć Marilyn Maye o 19:00, a o 21:30 grupę studentów wykonujących nowy musical, który sami napisali. Możemy zaprogramować Patti LuPone i wiedzieć, że wyprzeda 12 występów i będzie to doświadczenie premium, ale w poniedziałek o 21:30 możemy też ustawić niższą cenę dla nowego artysty. To stworzyło system, który wie, jak sprzedać Norm’a Lewisa, ale też broadwayowski halloweenowy występ grupowy — i wszystko pomiędzy. Wspieramy artystów na każdym etapie kariery.” Niemal każdy z rozmówców podkreślał instynktowną umiejętność Tepper do układania programu dokładnie tak, jak trzeba. „Jennifer ma wyjątkowy talent do tego, by rezerwować salę tak, żeby oddawała to, co dzieje się w kulturze — ale też tę kulturę współtworzyć: reagować na nią i ją inicjować” — mówi niezrównany Joe Iconis. „Tak świetnie zna historię teatru musicalowego i nowojorskiej sceny kabaretowej, że potrafi uhonorować to, co było przed nami, a jednocześnie pchnąć nas do przodu.” Owszem, wielu dzisiejszych broadwayowskich weteranów debiutowało tu ze swoimi solowymi programami (choćby Ariana DeBose, Bonnie Milligan czy Ben Platt), ale fascynujące jest też zaangażowanie 54 Below w twórców. Niejeden broadwayowski tytuł miał swój „nowojorski pierwszy raz” właśnie tutaj — testowany na żywo w 54 Below.  Ta dbałość o autorów Broadwayu — zarówno legendy, jak i osoby dopiero zaczynające — to kolejna zmiana reguł gry. Jeszcze niedawno nominowane do Tony Be More Chill Iconisa i nagrodzone Tony A Strange Loop można było usłyszeć w 54 Below na długo przed tym, jak powstały pełne broadwayowskie produkcje. Tepper dodaje: „Dbamy o to, by każdy miał miejsce na naszej scenie.”

A co z ludźmi na scenie? Nie brakowało talentów gotowych mówić o tym miejscu z czułością — a pisząc ten list miłosny, bardzo szybko stało się jasne, że całe grono uznanych i wschodzących artystów najbardziej chce po prostu powiedzieć Frankelowi i spółce „dziękuję” za pracę, jaką wykonują, by podtrzymywać miłość do Broadwayu i jego ducha.

Ann Hampton Callaway Legendarna Ann Hampton Callaway, od lat filar sceny 54 Below, trafiła tu po raz pierwszy z powodu absolutnej wiary w założycieli, którzy współpracowali z nią przy broadwayowskim musicalu Swing! w 1999 roku. „Po prostu wierzę w to, co robią. Potrzebujemy tej sali. Jest idealna. Jest piękna tradycja schodzenia po tych schodach i wchodzenia do innego świata… gdzie życie będzie piękne.” Hampton Callaway prezentowała starannie skonstruowane koncerty-tribute, oddając hołd artystkom takim jak Peggy Lee czy Barbra Streisand — które odcisnęły na niej trwałe piętno, tak jak i sama sztuka — a także głęboko osobiste cykle piosenek, które „równoważą więź z publicznością, więź z materiałem i intymność kabaretu. Jeśli odrobisz pracę domową i nadasz wieczorowi zaskakujący, poruszający łuk, ludzie będą mieli zupełnie inne doświadczenie każdej nocy. Z czasem możesz coś dopracowywać. Uwielbiam ballady, ale nikt nie chce słuchać samych ballad przez cały wieczór. Wszystko jest na żywo i świeże, a występy w 54 Below dają mi szansę mówić do publiczności i opowiedzieć, dlaczego wybrałam dany utwór. Ta prawda dociera do serc. Częścią mojej pracy jest sprawić, by ludzie zakochali się w tych piosenkach na nowo.” Wieczory Hampton Callaway potrafią zmienić dynamikę kabaretu: w jeden wieczór publiczność może przenieść się do lat 70. z The Way We Were albo śpiewać razem You’ve Got a Friend. Jej występy należą do najbardziej rozchwytywanych biletów w kalendarzu 54 Below.

Norbert Leo Butz. Fot.: Philip Romano Miejsce, które pozwala artyście zagrać całą serię wieczorów, zdecydowanie sprzyja kreatywności — każdej nocy. „Byłem naprawdę onieśmielony, kiedy miałem po raz pierwszy wystąpić w 54 Below. Nie wyrastałem z klasycznego teatru musicalowego” — mówi dwukrotny laureat Tony, Norbert Leo Butz (Dirty Rotten Scoundrels, Catch Me If You Can). „Myślałem, że kabaret to coś, co robią bogaci ludzie na Upper East Side albo w klubach weimarskich Niemiec lat 30. Grałem rock, występowałem w klubach folkowych; byłem ulicznym grajkiem z gitarą. Gdy po raz pierwszy poproszono mnie o wieczór, poszedłem zobaczyć Patti LuPone — a nikt nie robi kabaretu lepiej niż Patti. Pomyślałem: ‘Mogę zrobić tylko to, co potrafię’, więc stworzyłem własny program zakorzeniony w rocku, folku i bluesie. Kiedy zrozumiałem, że nie muszę wpasowywać się w wyobrażoną formę kabaretu, i że publiczność chce usłyszeć piosenki interpretowane inaczej, poczułem wielką wolność i odkryłem zupełnie inną dziedzinę sztuki.” Butz stworzył wiele wieczorów z piosenkami uwolnionymi od narracji tradycyjnego broadwayowskiego musicalu — na nowo je interpretując, ożywiając i nadając im nową pilność. Niedawny przykład? Zamienił 9 to 5 Dolly Parton w protest song dla pracujących matek i pracowników kluczowych (trzeba było to zobaczyć i usłyszeć, żeby uwierzyć). „Świetna piosenka jest jak architektura: jeśli jest solidnie zbudowana i ma mocne fundamenty, możesz rzucić w nią czymkolwiek… a ona i tak będzie śpiewać.”

Mauricio Martínez. Fot.: Nella Vera Zgodnie z mantrą Tepper, by dawać nowym artystom przestrzeń do pokazania się, broadwayowski Mauricio Martínez (On Your Feet!) mówi: „To było spełnienie marzeń, gdy zaproszono mnie do śpiewania w 54 Below. W Meksyku oglądałem na YouTubie nagrania i myślałem: ‘Też chcę to zrobić’. Pamiętam, jak w 54 Below nagrywano koncertowy album Aarona Tveita — to było dla mnie ogromnie inspirujące. A dziś? Właśnie nagrałem tam własny album live.” Programy Martíneza są autobiograficzne i niezwykle osobiste: pierwszy opowiadał o drodze z Meksyku na Broadway, najnowszy przygląda się temu, jak po Covidzie artyści muszą przesłuchiwać się na self-tape’ach. To właśnie taka szczegółowość jest możliwa w 54 Below — dzięki kreatywnej swobodzie, jaką daje to miejsce. Album live Martíneza, nagrany w 54 Below, ukaże się w lutym 2024 roku.

Jasmine Forsberg Covid mocno uderzył w to miejsce — jak zresztą w niemal wszystkie sceny sztuk performatywnych na świecie. Frankel był wdzięczny za rządowe wsparcie, które administracja Bidena i Harris zapewniła przestrzeniom kreatywnym; a jednym z nielicznych plusów tamtego okresu było to, że 54 Below nie tylko utrzymało, lecz także rozwinęło ofertę streamingu na żywo dla widzów (co stało się hitem w 2020 roku, choć później wyraźnie przygasło). Zespół 54 Below podszedł do livestreamów tak, jak do pierwotnego projektu wnętrza: z pasją, kreatywnością i bez oszczędzania na kosztach (jak sam Frankel przyznaje, uczenie się tej rodzącej się formy sztuki sprawiło im sporo frajdy). Efekt? Jedne z najlepszych doświadczeń streamingu na żywo, na jakie można liczyć.  „Uwielbiam to, że dzięki temu nasze show są tak dostępne dla ludzi dosłownie na całym świecie” — mówi broadwayowska Jasmine Forsberg (Here Lies Love). „Mój tata oglądał mój ostatni występ z Sarasota na Florydzie i zadzwonił po show, mówiąc, że czuł się, jakby był ze mną w sali. To niesamowite móc dzielić się naszymi historiami z ludźmi, którzy nie mogą polecieć do Nowego Jorku — a jakość jest rewelacyjna. Dzięki temu znacznie więcej osób może cieszyć się sztuką.” Butz idzie dalej: „Mam problem z cenami biletów, bo wielu moich widzów to pracujący aktorzy albo pracownicy kluczowi, których może nie stać na wejściówkę. Uwielbiam pomysł, że za 15 dolarów można obejrzeć mój występ w streamingu. A 54 Below nie poszło na łatwiznę… siedem kamer — jedna nawet podłączona do fortepianu. Musimy robić sztukę dla ludzi, którzy potrzebują jej najbardziej; jeśli nie robimy tego z myślą o nich, to po co to robimy?” Taka jest miłość artystów do tego miejsca, że wszyscy rozmówcy robili wszystko, by podzielić się swoją historią. Hampton Callaway była akurat na próbach do londyńskiego show, Butz odebrał telefon między spotkaniami; Martínez wyszedł na chwilę z próby. Forsberg znalazła czas tuż przed swoim broadwayowskim otwarciem w Six The Musical. Gdy artyści tak bardzo chwalą dane miejsce, to znak, że coś tu działa.

Joe Iconis. Fot.: Nella Vera Ale najbardziej czuły — i być może najbardziej oddany — okazał się Joe Iconis, który bez skrępowania mówi o niemal duchowej i ponadczasowej więzi z tym miejscem.  „54 Below stało się moim artystycznym domem. Każda moja piosenka, która kiedykolwiek była w musicalu i została usłyszana na scenie, zanim trafiła do gotowego spektaklu — była słyszana właśnie na scenie 54 Below. Tak jak inni artyści mają swoje artystyczne domy w teatrach w różnych częściach kraju, tak moim miejscem jest 54 Below. To więcej niż kabaret, więcej niż miejsce do śpiewania. To przestrzeń, w której mogę robić warsztat z nowym materiałem. Publiczność to wspaniała mieszanka prawdziwych znawców i osób, które są bardziej ‘z doskoku’, ryzykują, idąc na to, co akurat leci — a taki przekrój jest niezwykle rzadki. 54 Below pozwala mi dostać reakcję płacących widzów na moją pracę; rozwijałem piosenki, używając tego, jak ‘siadły’ publiczności 54 Below, jako wyznacznika. Mogę wejść w produkcję ze spokojem, że utwór działa i funkcjonuje w określony sposób — bo widziałem reakcję sali. Bycie w 54 Below jest teraz wdrukowane w mój proces twórczy.”

Kiedy odwiedzisz 54 Below (a, czytelnicy, musicie!), koniecznie zwróć uwagę na statuetkę Tony, którą w 2022 roku przyznano Frankelowi i jego partnerom za wkład i doskonałość w teatrze — dumnie prezentowaną w foyer lokalu.

Jak podsumowuje Frankel: „To było wspaniałe. Zdobywaliśmy już wcześniej Tony, ale nie ma niczego podobnego do uznania przez własnych kolegów po fachu. Tony to decyzja ludzi, którzy robią to, co ty — mówią ci, że dobrze wykonałeś swoją pracę. To ogromna satysfakcja, i prywatnie, i instytucjonalnie.”

„Satysfakcja” to ostatnie słowo, z którym ten autor chce was zostawić. W 54 Below jest ona nie tylko gwarantowana — będzie przebijać przez każdą chwilę waszego pobytu: od momentu wejścia aż do wyjścia. I dlatego, czytelnicy, to nie jest recenzja — tylko list miłosny.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS