WIADOMOŚCI
RECENZJA: Groundhog Day, Old Vic Theatre ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
douglasmayo
Share
Andy Karl (Phil Connors) i obsada Groundhog Day. Fot. Manuel Harlan Groundhog Day
Old Vic Theatre
17 sierpnia 2016
5 Gwiazdek
Zarezerwuj bilety | Więcej informacji Biorąc pod uwagę fabułę „Dnia świstaka”, łatwo byłoby napisać tę recenzję w komicznym tonie, ogrywając pętlę czasu, która napędza nowy musical Tima Minchina wystawiany właśnie w londyńskim Old Vic Theatre. Szczerze jednak uważam, że zasługuje on na rzetelną ocenę, która mam nadzieję odda emocje, jakie towarzyszyły mi dziś po wyjściu z teatru. Oparty na filmie Danny'ego Rubina (który jest również autorem libretta do musicalu) z Billem Murrayem i Andy McDowell w rolach głównych, „Groundhog Day” to kolejne po genialnej Matyldzie dzieło Minchina. Spektakl prezentowany jest w Old Vic w formule współczesnych przedpremierowych pokazów próbnych. Wygląda jednak na to, że powstał – a przynajmniej tak to widziałem dzisiejszego wieczoru – musical niemal idealny, w którym Minchin i jego współpracownicy po raz kolejny odrzucili bezpieczne schematy teatru muzycznego, tworząc coś naprawdę wyjątkowego.
Andy Karl (Phil) i Carlyss Peer (Rita) w Groundhog Day. Fot. Manuel Harlan
Mimo że pierwszy akt w dużej mierze poświęcony jest zawiązaniu akcji i ukazaniu skrajnie niesympatycznego charakteru głównego bohatera, przedstawienie utrzymuje zawrotne tempo i nie pozwala widzom przestać się śmiać. Pod warstwą humoru w pierwszej części kryją się jednak mroczniejsze nuty, które pięknie przygotowują grunt pod drugi akt, gdzie kluczowymi motywami stają się autorefleksja i odkupienie.
Andy Karl, amerykański gwiazdor sprowadzony do roli Phila Connorsa, jest po prostu genialny. Karl z niesamowitą lekkością przenosi dowcip Minchina na scenę. Podobnie jak w przypadku postaci Trunchbull, mamy tu do czynienia z nieskazitelną dykcją – każde słowo dociera do widza. Można niemal namacalnie obserwować, jak psychika tego człowieka rozsypuje się z każdym kolejnym obrotem pętli „Dnia świstaka”.
Jako Rita, producentka telewizyjna Phila, Carlyss Peer jest po prostu doskonała. Sprawia, że jej postać jest intrygująco złożona, błyskotliwa, inteligentna i pełna ciepła. Interakcje Rity z Philem są świetnie wyważone, a ich relacja na różnych etapach tego czasowego koszmaru nadaje spektaklowi energii niezbędnej do podtrzymania zainteresowania widzów.
Andy Karl (Phil) i Andrew Langtree (Ned Ryerson) w Groundhog Day. Fot. Manuel Harlan
To, co naprawdę wynosi ten spektakl na wyższy poziom, to rewelacyjny zespół, który pozostaje w nieustannym ruchu. Precyzja i wyrazistość postaci kreowanych przez tych utalentowanych aktorów są wręcz hipnotyzujące. Niektóre z mniejszych momentów drugoplanowych w drugim akcie mają ogromną siłę rażenia. Oczywiście są kreacje wybitne, a wśród nich prym wiedzie Andrew Langtree jako Ned Ryerson. Choć z pozoru to tylko irytujący agent ubezpieczeniowy, jego ewolucja w drugim akcie jest druzgocąca i autentycznie mnie wzruszyła.
Właśnie drugi akt „Groundhog Day” sprawia, że ten musical jest tak zjawiskowy. Minchin zagłębia się w psychikę swoich postaci, wydobywając na wierzch prawdziwe emocje. Każdy ma swoje wątpliwości i lęki, a autor znajduje sposób, by te emocje wybrzmiały w songach, uderzając po drodze we wszystkie czułe struny widza.
Reżyser Matthew Warchus i choreograf Peter Darling stworzyli widowisko, które ani na chwilę nie zwalnia, nie nuży i nieustannie daje publiczności materiał do przemyśleń. Darling wciąż zaskakuje pomysłowością, a jeden z numerów zbiorowych w drugim akcie, w którym obsada stepuje i z lekkością sunie przez scenę, jest po prostu oszałamiający!
Andy Karl (Phil) i Carlyss Peer (Rita) w Groundhog Day. Fot. Manuel Harlan
Scenografia Roba Howella wydaje się niezwykle prosta, z powracającymi motywami, które pozwalają utrzymać wrażenie pustej przestrzeni. Liczne, niesynchroniczne obrotówki sprawiają, że miasteczko Punxsutawney niemal ożywa na naszych oczach. W połączeniu z oświetleniem Hugh Vanstone’a (gdzie śnieg dosłownie pada w górę), cały spektakl spowity jest mroźnym, zimowym nastrojem, co czyni go jeszcze bardziej stymulującym wizualnie. Daje to również Paulowi Kieve szansę na przeprowadzenie błyskotliwych iluzji, które zachwyciły publiczność.
Precyzyjne kierownictwo muzyczne Alana Berry’ego i rewelacyjny zespół stanowią doskonałe tło dla tego widowiska. Kluczem do inteligentnych orkiestracji Christophera Nightingale’a jest prostota; brzmienie spektaklu cechuje surowy realizm, pozbawiony zbędnego przepychu. Dzięki temu, że muzyka nigdy nie dominuje nad wokalem (ukłony dla realizatora dźwięku Simona Bakera), doceniamy, jak wiele elementów musi tu współgrać z zegarmistrzowską dokładnością. Jeden błąd któregokolwiek z pionów mógłby doprowadzić do katastrofy na scenie. Na szczęście mamy tu do czynienia z najwyższej klasy profesjonalistami i to po prostu widać.
Jak na dziesięciotygodniową serię próbną, ta produkcja „Groundhog Day” jest równie dobra, a może i lepsza niż niejeden spektakl, który widziałem w tym roku. Transfer na West End wydaje się formalnością, a Andy Karl z pewnością odnalazłby się z tym materiałem na Broadwayu. Pędźcie do Old Vic jak najszybciej, by zobaczyć to niesamowite show. Tak wysoki poziom tekstowy i inscenizacyjny to pozycja obowiązkowa!
Moim jedynym nawiązaniem do tematyki spektaklu niech będzie to, że mam nadzieję oglądać go raz za razem, bez końca!
ZAREZERWUJ BILETY NA GROUNDHOG DAY
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności